Świat się zmienia i nie śmieje

Zrzut ekranu 2015-09-26 o 08.02.04

Imigracja ludności po Starym Kontynencie przywodzi na myśl historyczne wędrówki ludów, plemion. Migracje były zawsze i po okresach stablizacji lawina ludności przemieszczała się także za ocean. Nie tylko Polacy płynęli kiedyś do Ameryki, także Włosi i kiedy byłem w Nowym Yorku na Little Italy odżył w pamięci historyczny rys, skąd taka dzielnica na Manhattanie. W Europie, małym zakątku świata, wędrówki imigrantów z Afryki burzą mieszczańskie stereotypy i spokój sytych ludzi zatopionych w swoich ogrodach okolonych wysokimi płotami. Każdy płot jest do sforsowania, każdy mit do zburzenia. I Polska też zmieni zapewne swoją mentalność imigracyjną. Patrzę na zjawisko jako historyk z wykształcenia bez dystansu, szybko czas pokaże na co stać Europę. Sportowo? Panie i panowie piłkarskie kluby są od dawna w kolorze skóry zawodników biało – czarnymi. Nie można zamykać oczu na ekstremalne zjawiska społeczne, które pobudzają wyobraźnię. No właśnie…

Przed nami finisz o indywidualne mistrzostwo świata, turniej z końcem września w Sztokholmie, potem toruńska batalia i na zakończenie w połowie października wyprawa do Australii, do Melbourne. Te trzy turnieje mają już komfort stadionowy, obiekty wygodne dla widzów i startujących. Czy Tai Woffinden zdobędzie drugi/ 2013/ tytuł mistrza świata? Anglik prowadzi w serialu Grand Prix, za nim uparty na stare lata Amerykanin Greg Hancock i podobny mu w ambicjach, szalony Duńczyk Nicki Pedersen. I o ile można przewidywać, że podium w Melbourne tak się ukształtuje w obecności wspomnianej trójki, to walka o wepchnięcie do ósemki trwa. No, no… Tai też nie jest jeszcze tak do końca pewny swego. Ósmy jest Maciej Janowski, który gdyby nie zawalił 2 – 3 turniejów byłby blisko podium. Płaci frycowe? Coś w tym sensie.

Wracam jeszcze do wytatuowanego Woffindena, który jest sympatycznym facetem, rozmownym, zwykle z dobrym sprzętem. Co do tatuaży; w świecie sportu trwa moda na kolorowe fantazje na ciele i wystarczy zobaczyć co wyczyniają piłkarze ze ścisłej elity światowej. Słynny Leo Messi podobny jest do Tai‘a. Malowidła obejmują większość powierzchni ciał i niech tam, byle nosiciele dobrze grali. Woffinden jest przedstawicielem nowej generacji. We wrocławskim Betardzie pod okiem Piotra Barona, który jak mało kto potrafi skomentować wydarzenia na żużlu, Anglik znalazł przyjazny dom. Oczywiście rozważając szanse lidera GP nie można przewidzieć wszystkiego, jak na ekstremę w żużlu przystało. Stawiam na Tai‘a, który imponuje sportowym luzem, skuteczną postawą na torze i poza nim. Uśmiechnięty, co jest rzadkością w tym fachu. Myślę, że jeśli wywalczy kolejne mistrzostwo świata będzie jeszcze bardziej wartościowym człowiekiem. Nie ucieka Woffi od charytatywnych dokonań a jego twardy charakter dowodzi, że nie jest próżny i potrafi podzielić się tym, czego inni skąpią.

Za jego plecami czai się wspomniany weteran Greg Hancock, najstarszy z najstarszych. Imponuje, tyra, ucieka od kontuzji, jest na topie i też potrafi zdobyć się na szczery uśmiech. Gorzej z Nickim Pedersenem, który tylko wtedy tak robi, kiedy wygrywa. Kiedy mu nie idzie, wali gromami jak najgorsza burza.

Maciej Janowski ósmy na liście jeśli nie zawali końcowki, bo musi uciułać jeszcze konsekwentnie punkty, znów pojedzie w nowym sezonie w GP. Debiutant aczkolwiek dużo potrafi i myśli na torze, jest jednak niewiadomą. Jeśli zawiedzie, otworzy się szansa na dziką kartę dla leczącącego kontuzję Jarosława Hampela. Polska ma już dwóch przedstawicieli w GP/MŚ Bartosza Zmarzlika i Piotra Pawlickiego. Atakujemy zatem młodzieżą, o czym marzą inne federacje. Mieć takich orłów jest przyjemnością i nadzieją na medale. Hampel rehabilituje się i czeka na finał GP. No cóż, można dostać rozdarcia duszy w takiej sytuacji.

W tym sezonie pojechał do tyłu niestety srebrny medalista mistrzostw świata Krzysztof Kasprzak. Fatalnie, nie pamiętam takiej cofki w elicie, zarówno lokalnie, jak i światowo. Nagle stracił czym imponował; waleczność, ambicję, dobry sprzęt. Mentalnie źle wygląda ten problem, nie może odnaleźć się w rzeczywistości, zawodzi, daje tyły. Nie wiem, czy powrót do matecznika w Lesznie nie będzie lekiem ale także nie wiem czy matecznik przyjmie imigranta. Było medalowo, jest nerwowo i nie widać poprawy.

Czy serial GP w tym sezonie jest lepszy od poprzednich, czy wnosi coś nowego? Syndromem „nic nowego“ jest Anglik Chris Harris, który jak Wańka/Wstańka wjeżdża do elity i potem staje się kulą u nogi serialu. Kibice oczekują czegoś nowego, efektownego, takich Zmarzlików, Pawlickich, Janowskich i Woffindenów na szczycie. Towarzystwo chce igrzysk na poziomie, trudno jednak cokolwiek wymusić, fantazje bywają brutalnie korygowane. Sport rządzi się niespodziankami na plus i minus, i nie możemy zaplanować scenariuszy.

A zatem przed nami serial GP w Sztokholmie, Toruniu i dalekim Melbourne. A propos lotu do Australii, nie pierwszego na Antypody, bo Melbourne już miało kontakt z GP i zrezygnowało. Potem były próby w Nowej Zelandii i też zabrakło ciągłości. Mam watpliwości, czy takie lokacje są trafne, gdyż nie pobudzają na Antypodach popularności speedway’a. Talenty tam były, są i będą, one potem uczą się na europejskich, żużlowych uniwerstytetach. Rywalizują na Starym Kontynencie z powodzeniem. Speedway, który został przywieziony z Australii, kilkadziesiąt lat temu do Anglii jest nadal głównie europejskim sportem. Nie łudźmy się, powoli kostnieje, nie wjeżdża atrakcyjnie na nowe areny. Drepcze w miejscu i rutyna siwieje na oczach.

„Panta rei“, wszystko płynie mawiał grecki filozof. Nie wszystko. Płynie imigracja, co wcale nie jest śmieszne.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s