Prawdy, fałsze, fantazje. Nie bić słabszego

mz.jpg

Spokojnie. Rozkręcimy się na dobre. Powoli. Zaczynam od zdarzenia podczas Grand Prix w Gorzowie Wlkp., przypominającego mi filmy z Flipem i Flapem, kiedy gruby walił po głowie chudego, a ten drugi nie bardzo mógł mu oddać. Zwycięzca turnieju Słoweniec Matej Zagar po wygranym wyścigu zjeżdżając do parkingu walnął w głowę podbiegającego mechanika, co czujna kamera od razu wychwyciła. Artur Urbaniak, ksywa „Czapi“ nie wiem za co dostał po głowie od rozpędzonego Mateja aż mu czapka     /“żagarówka“?/ spadła. O tyle dziwny przypadek, bo Słoweniec wygrał. Bardzo słusznie od razu znaleźli się obrońcy mechanika z Ostrowa Wlkp., którzy w ostrych słowach potępili czyn Zagara. Bić słabszego? Ale sobie rodacy pozwalacie!

Nic nie ujdzie na sucho; kamery weszą wszędzie, ludzie nie mogą się podrapać np. po głowie, nie mówiąc o innych częściach ciała, do czego mają zbójeckie prawo w miejscu pracy. Czasem agresywne pytania reporterów mogą irytować zawodników, bo co innego mają wtedy w głowie. Warto mieć wyczucie co i kiedy można. W każdym razie zdarzenie zarejestrowane w parkingu gorzowskiego Grand Prix przypominało komiczne filmy Flipa i Flapa/ pamiętacie?/, choć na pewno „Czapiemu“ nie było do śmiechu, kiedy dostał od mistrza po głowie. Matej Zagar mam nadzieję przeprosił swojego pracownika i powinien coś ująć z dolarowej wygranej za „strącenie“ czapki.

Przed gorzowskim turniejem krążyły obawy jaki on będzie po dramatycznym wypadku Australijczyka Darcy Warda. Wystartował zdruzgotany jego przyjaciel Chris Holder a drugi rodak Jason Doyle szalał niebezpiecznie na torze. Sędziowie powinni dbać o bezpieczeństwo i wykluczać bezceremonialnie rozbijaków z zawodów!

Darcy Ward z przyjaciółmi oglądał zawody w angielskim szpitalu. Żużlowy świat, ba sportowy /piłkarze, siatkarze, koszykarze/ nie zapomniał o tragedii Australijczyka, co jest ujmującym gestem solidarnościowym całej społeczności. Zawody były ostre jak brzytwa na dobrze przygotowanym torze; pełny stadion i atmosfera wspaniała na obiekcie im. Edwarda Jancarza. Po imprezie rozpętała się burza w kontekście faktu pożegnania Gorzowa Wlkp. z serialem GP. W przyszłym roku mają być tylko dwa turnieje w Polsce, w stolicy i Toruniu. Oczywiście w internecie zagrzały się serwery, bo ludzie, którym jeszcze nie zwrócono pieniędzy po złożonych pozwach do Polskiego Związku Motorowego wolą nie ryzykować wyprawy do Warszawy. Jakby nie patrzeć speedway tam najlepiej się rozgrywa, gdzie panuje żużlowa atmosfera, bez sztuczności i na siłę zorganizowanej klaki. Czy Gorzów odmieni bieg historii kontrolowanej przez Pezetmot tego nie wiem, boję się, że lobby jest za słabe, choć patrząc na stadion i wypełnione trybuny, kibice mogą zrobić wszystko, oczywiście w ramach przyzwoitości, aby speedway był tam, gdzie oni czują się najlepiej. Kto rządzi polskim żużlem? Nadprezes PZM i jemu wierni. Mierni?

Kiedy rozważam obecny speedway z dawnymi latami i rozmawiam z ludźmi, którzy organizują teraz imprezy i z tymi, którzy przygotowywali zawody ileś lat temu, przewija się nuta resentymentu u jednych i buta u drugich. Za tzw. komuny Polacy organizowali wydarzenia najwyższej rangi niemal perfekcyjnie, były owszem wpadki, lecz gdzie im tam do sytych wydarzeń z warszawskiej GP. Było kiedyś niby siermiężnie, acz mogę dyskutować z takim określeniem, bo np. załatwienie beczki piwa było problemem, choć ostatecznie były trzy. Dziś jest wszystkiego pełno, lecz czy atmosfera nazwijmy ją rodzinną dominuje jak dawniej? Poddaję ten kapitał refleksji w kontekście obrazków z TV, gdzie nasza władza sieje ziarna nienawiści i trudno podać rękę drugiemu. Nie czyni się znaku pokoju? Okazuje się, że polityczna elita demonstruje pychę i brak szacunku człowieka do człowieka. Z góry zwyczaje przenikają na doł. Miło było dawniej na stadionach, kiedy ludzie wręcz zawiązywali przyjaźnie. Tak, wiem, mamy demokrację i takie zdanie jak wytrych służy każdemu na wybraną okazję i na wytłumaczenie… autokracji Nie porównuję komuny z demokracją, żyję na tym świecie dostatecznie dużo by wiedzieć, co zrobił dla Polski Lech Wałesa. A są tacy, którzy „malują“ inną historię. Choćby i taką, że plują na dawnych działaczy a sami w tej roli uważają się za zbawców i wyjątkowych gości do rządzenia. Budowanie autorytetu jest żmudne ale opłacalne w finale, jednak czasami fetysz pieniędza zabija rozsądek.

Polscy działacze żużlowi w latach 60,70,80 – tych pokazali, że mogą, potrafią w tej komunie pokazać światu imprezy godne braw. Nie dzielmy tego co historyczne, że dawniej było „be“ a teraz jest cacy. To nie tak. Nadal robimy imprezy na medal, choć nie zawsze gospodarnie, gdyż warto pomyśleć o klubach, które cienko przedą. Nie wyrzucajmy pieniędzy by pokazać się królewsko i szanujmy, co przynoszą kibice do klubów. Bez nich nie ma widowiska.

Co do Gorzowa… krążące wieści o trudnej sytuacji finansowej klubowej chowam na inną okazję i nie męczą mnie z tego powodu zmory nocami. Bywam tam, gdzie mnie chcą a gdzie nie, omijam. Tak jest z żużlem, najlepiej się ogląda, gdzie jego dotyk czuje się wszędzie.

Po Gorzowie mamy finał SEC w Ostrowie, wielkie wydarzenie i to gospodarne, ładne, wielkopolskie miasto będzie miało na świecie w drugiej połowie września swoje pięć minut, ba! może trzy razy więcej. A obok imprez wysokiego lotu toczą się bitwy ligowe i walka o mistrzostwo Polski oraz wejście do elity. Iskrzy mocno, wydłuża się prosta i mamy ostre wiraże. I brakuje pieniędzy dla jednych a dla drugich sypie się euro ponad miarę. Jednych walą po głowie, drugich wynoszą na ołtarze. Jedni na podium a drugim spadają czapki.

Jak widać i słychać nic nie jest proste, więc idę napić się słoweńskiego wina. Bez czapki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s