Darcy przyleciał do mamy

11954653_881147471934891_8146553794771182817_n

W wieku ośmiu lat już jeździł na motocyklu, odkrył swój talent i jakby zespolony z motorem wywijał harce, mijał rywali, przegrywał i wygrywał, jazdy bawiły go jak zabawki dziecko. I takim był w dorastaniu, o twarzy młodzieńca z lekkim uśmiechem przed którym kariera światowa stoi otworem. Urodził się DARCY STEPHEN WARD w 1992 roku w Nanango, australijskiej miejscowości, gdzie nie brakuje turystów w regionie Qeensland. Ivan Harm, jego pierwszy sponsor z Brisbane zostaje przy Darcym Wardzie po dziś. Elastyczny na motorze, wyluzowany towarzysko. Zawodnicy bywają różni i wolę takich, co w roztargnieniu zostawiają w taksówce złoty medal mistrzostw świata, od grzecznych i aż za grzecznych, którzy miotają się od bandy do bandy. Dar niebios sprawił, że Darcy zdawał sobie sprawę jaką mocą dysponuje i jak łatwo walczy na torze, mimo wysokiego wzrostu, złączony z motocyklem jak legendarny biegacz z Jamajki Usain Bolt z bieżnią. Obserwowałem go z przyjemnością i poświęcałem sporo miejsca Darcy’emu, gdyż dostrzegałem iskrę jaką obdarzyła go natura matka. Australijska gwiazda nie była zakonnikiem. DW lubił towarzystwo a ono jego. Tu chlapnął piwo, tam wsiadł z promilami do auta i miarka się przebrała. Został zawieszony na 10 miesięcy. Długo, jak na zawodnika kochającego wyścigi. Jeździł na crossówkach, dotykał motoru i czekał na oficjalny wyjazd. Powrócił na tor 11 lipca 2015 w Swindon. Cofam czas.

W 2009 roku w australijskim Gosford wygrał pierwsze zawody, został najmłodszym w historii mistrzem świata juniorów w Gorican, mając lat 17, zwyciężył w barażu m.in. z Maciejem Janowskim. Potem podpisał kontrakt z toruńskim klubem na trzy lata. Oczywiście startował na angielskich torach w King‘s Lynn, gdzie mieszka, trochę w Belle Vue, w Poole i w po karencji w Swindon. W 2010 obronił w Pardubicach tytuł mistrza świata. Nabierał “dzieciak“ tempa. Z radością oglądało się jego popisy, straty po starcie a potem gonitwy po zwycięstwo. Fani uwielbiają takie jazdy, mijanki, szusy na wyprostowanym motocyklu. Ward lubił poszaleć, czuł moc silnika i swoje możliwości, lecz nie miał jeszcze doświadczenia, ono nie przychodzi tak od razu. Niestety, ale czy można wyhamować ambicje, pęd jazdy po medale? 23 lata nie ograniczają wolności ścigania się i dużo zależy od szczęścia, od łaskawości niebios, które potrafią chronić ale i też zabrać co jest cenne w życiu. Zniszczyć siłę charakteru, powalić go jak huragan i zostawić w smutku.

Magia liczb. Darcy Ward ma 23 lata i 23 sierpnia ulega ciężkiemu wypadkowi na torze w Zielonej Górze. Zahacza o motocykl i uderza z wielką mocą głową o tor, wylatuje w bandę i stamtąd odwozi go ambulans do szpitala, w nocy przechodzi kilkugodzinną operację. Sportowy świat, żużlowy jest w szoku, bo diagnoza jest tragiczna dla młodego człowieka: złamanie kręgosłupa. Sytuacja przypomina mi wydarzenie z roku 1989 z angielskiego Bradford, gdzie potrącony Duńczyk Erik Gundersen uderzył o tor i w miejscowej klinice lekarze walczyli o jego życie po złamaniu kręgosłupa. Żużlowy świat długo modlił się o Erika i wymodlił, bo mały Duńczyk chodzi, lecz jego kariera po feralnym finale drużynowych mistrzostw świata została przerwana brutalnie przez los. Inny zawodnik szwedzki mistrz świata Per Jonsson na torze w Bydgoszczy/1994/ ma kraksę i ląduje na wózku inwalidzkim. Dramat. Nie wspominam innych gorszych wypadków. Ktoś napisał, że nasze tory są jak polskie drogi. Cholernie niebezpieczne. Speedway raz po raz zostaje naznaczony tragedią, która wstrząsa całym światem, mamy ból i refleksje a potem życie wraca do codzienności w której zapomina się, co trzeba zrobić, aby sport żużlowy był bezpieczny i nie wywoził zawodników tam, gdzie leją się łzy i człowiek zostaje okaleczony na zawsze.

Świat w tragediach nie jest sprawiedliwy, nie popuszcza nikomu a wybory dramatów nigdy nie są znane.

W 1997 roku na Kongresie Międzynarodowej Federacji Motocyklowej/ FIM/ w Atenach, na którym miałem okazję być, przylecieli Australijczycy i zaprezentowali dmuchane bandy. Zaakceptowano pomysł, zainteresował się od razu z okiem na polski rynek Tony Briggs. I tak wynalazek prosty, choć nie tani został wprowadzany na stadiony. Nie każdy metr bandy jest nadmuchany a dolny pas twardy jak stal i uderzenie w niego, i wylot poza bandę bardzo ciężki w skutkach.

Komisja Techniczna FIM oraz panel medyczny/ kiedyś był tam Polak dr Lech Baran/ jakby żużlem nie bardzo interesują ale największe pretensje można mieć do szefa światowego żużla Włocha Armando Castagny, który jako przypadkowa osoba kompletnie nie zdaje egzaminu. Po takich prezydentach światowego żużla, jak: Władysław Pietrzak, Franci Novak, Guenter Sorber czy techniczny, skrupulatny mag Zbigniew Flasińsk albo poprzednik Castagny jego rodak Renzo Giannini, obecny „dowódca“ żużla, jest nieporozumieniem. Włoch bez wizji, bez programu na rozwój żużla. Polska strona tej sceny na arenie międzynarodowej przypomina Castagnę i drepcze za nim w miejscu. Oficjele „macają“ się konfidencjonalnie i byle nikt nie mieszał im w kalandarzu imprez, które obsługują. Marnowanie pieniędzy bez konkretów na przyszłość trwa. I taka też jest odsłona naszego żużla mydlona imprezami a jeśli porówna się czas sprzed lat, speedway polski w wymiarze celebrytów jest bez autorytetu w środowisku i gdyby zorganizować ogólnopolskie forum władza dowiedziałaby się, co myślą o niej ludzie. A może zrobić anonimową ankietę? Władza normalna nie boi się spotkań twarzą w twarz. Przejrzystości nie ma żadnej, zrobienie spółki ekstraligowej jest nonsensem, bo odpowiedni ludzie w łonie Giekażetu czy w PZM mogliby robić to samo za inne pieniądze a wygórowane gaże przelać na słabe kluby. No ale spółki są dobre, bo w zarządach i radach nadzorczych gruntują się działacze – prominenci i potakują co im Nadprezes dyktuje. Taki mamy żużlowy świat, takie negatywne wybory w polskiej rzeczywistości.

Dramat WARDA jest dramatem całego środowiska, które toleruje wiele błędów technicznych i żadne wydarzenie nie niweluje tego zjawiska. Owszem jest huk na początku a potem wszystko wraca do rzeczywistości i dalej klepie zgrane melodie. Smutne. Speedway traci gwiazdy, które spadają jak meteory. Jakbym bardzo chciał, żeby Darcy wygrał jeszcze jeden wyścig. Może coś drgnie i się uda, może anioły zrobią cud.

DARCY WARD po kilku dniach został przetransportowany z Zielonej Góry do angielskiej kliniki. Poleciał do bliskich, do swojej mamy, gdzie serca biją inaczej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s