Trochę nieba, trochę piekła

Speedway_start_1

Wyścigi bez mijanek są nijakie, mdłe i nudzą potwornie. Jazda gęsiego nikogo nie podnieca, lecz każdy wiraż w innym układzie to już jest coś! A walka do ostatnich metrów wywołuje dreszcze przeszywające ciało na wskroś. Pamiętamy takie wyścigi i charyzmatycznych zawodników, którzy mimo przegranych startów napinają się tak, że walczą do końca o zwycięstwo. To są dopiero wyścigi, technicznie znakomite, odważne w stylu Bonda i… zachowujące reguły fair play. Komentatorzy w emocjach często przypinają łatki zawodnikom, którzy ostro wjeżdżają tam, gdzie miejsca jest tylko na plasterek. Jeśli mamy karambol winę nie zawsze przypisuje się sprawiedliwie, oceny sędziów wydawane są za szybko i widownia huczy jak ocean podczas sztormu. Pierwszy wiraż na żużlu jest newralgicznym punktem, podobnie jak start w wyścigach samochodowych F – 1, kiedy na trasę rusza lawina bolidów. Moment startu dobrze wykorzystany, to połowa sukcesu.

Publiczność na speedway, niczym w teatrze przychodzi na aktorów. Na sceny, na grę, na chwile, których się nie zapomina. Kaskaderzy żużlowi wzbudzają emocje, właśnie ich uwielbiają fani, choć sędziowie mają uprzedzenia i wyostrzonym wzrokiem śledzą poczynania “kontrowersyjnych”. Zawodnik jeżdżący ostro zawsze będzie na minusie, jakby upośledzony, choć nie zawsze jest winny zdarzeniu w którym ucierpieli rywale. Speedway nie jest dla bawidamków, to sport ekstremalny z jazdami na krawędzi ryzyka. Często niewinne wypadki kończą się ciężkimi obrażeniami, bywa najgorszym co może spotkać człowieka. Tragedią. Bywa i tak, że brawurowe i makabryczne karambole w długim oczekiwaniu na werdykt lekarski kończą się tylko lekkimi urazami. Speedway jest jak rwąca rzeka i nigdy nie wiadomo, kogo, kiedy i jak porwie niebezpieczny nurt. SPEEDWAY jest jak zdradliwa rzeka?

NICKI PEDERSEN, duński trzykrotny mistrz świata. Zbiera zawsze więcej gorszych, niż lepszych recenzji. Być trzy razy mistrzem w jeżdzie solowej nie jest raczej przypadkiem. Taki sukces trzeba wypracować solidnie, walczyć, mieć talent i być zmotywowanym zawsze i wszędzie. Nicki ma ekspresyjny charakter, ADHD? Kiedy wygrywa jest miły jak aktor w melodramacie, gdy przegrywa łamie krzesła, kopie w ściany i rzuca przedmiotami jak piłkami. Strach podchodzić i wara od Nickiego przegranego a przyjemność mamy dopiero z wygranym Duńczykiem. Jeździ z etykietą bardzo kontrowersyjnego. Nicki walczy w tym sezonie o kolejny tytuł mistrza świata. I ma szanse ogromne. Buduje swoje i zespołu “niebo” w pocie czoła, pomaga talentowi ile tylko może a bliżej jest mu już do czterdziestki. Kontrowersyjny pracuś, zawodowiec zdeterminowany na wszystko? Pedersen wie o co gra i jak umyka mu sportowy czas. Jego koncepcje techniczne w teamie mają ambicje mistrzowskie, nie zadawala się średniactwem, zarówno ligowe mecze jak i walka w MŚ ważą się na jednej szali. Nie traci czasu, dba o wizerunek, ma świetnych duńskich protoplastów na mistrzowskim tronie, choćby wspomnieć Ole Olsena, Hansa Nielsena, Erika Gundersena, Jana O. Pedersena. A narodowy team duński jest ciągle na topie i wybiera z gniazda medale.

Szybki Nicki nie odpuszcza a jego charakter mimo, że rogaty zasługuje na pewno na duże na uznanie. Czasami wydaje się, że lubią go dramatyczne sytuacje. Rutyniarz z duszą młodzieńca, który ciągle nie jest zaspokojony w ambicjach. Kto zakontraktuje go w klubie obcuje z solidnym Hamletem, dostarczycielem punktów, dobry sprzętowo nie zawodzi, jeździ na każde zawołanie.

Nie piszę panegiryku Mr. NP, obserwuję go w akcjach od wielu lat i cenię za talent, profesjonalizm. Zebrał w życiu dużo błota na swoje plecy, jednak hardo wytrzymuje i balansuje z błyskiem w oczach, jakby wczoraj zdał licencję.

NICKI PEDERSEN, książę żużlowych torów i zarazem enfant terrible. Twardziel.

Kto sieje wiatr, zbiera burze albo inaczej… trochę nieba i trochę piekła nikomu nie zaszkodzi. Bez banałów, narzekania, z fantazją.

Inna postać, młodsza. KRZYSZTOF KASPRZAK. Nie jest przypadkowym gościem na żużlu. Rok temu został wicemistrzem świata. No i wcale nie okazjonalnie. Jego jazdy rok temu a teraz przypominają niebo i piekło. Żużlowcy są odporni. Walczą. Przegrywają i wygrywają. Sportowiec nie jest z żelaza, odczuwa stresy. Kiedy pomoże sobie sam w trudnych chwilach jest cudnie. Nie każdy potrafi znaleźć receptę na kryzys. Nie każdemu pomagają zielone herbatki. Ani głos psyche, ani szepty zza drzwi, więc trzeba przełamać stereotypy i odnależć siebie w windzie jadącej z piwnicy na dach. Zmęczenie jest złym doradcą, Krzysztof Kasprzak wymaga liftingu, który być może ułatwi mu odzyskać moc.

Rzadko zdarza się taki kasprzakowy przypadek, że dwa sezony są diametralnie różne. Przecież nie zapomina się jazd, rzemiosła, codzienności zawodowego sportowca.

Casus KK jest bardzo intrygujący i rozbudza refleksje. Talent, sportowa rodzina, otoczenie i gniazdo leszczyńskiego domu, który emanuje żużlową tradycją. Zatem rodzą się nerwowe pytania dlaczego Krzysztof Kasprzak jeździ do tyłu? Jak to się stało, że w ubiegłym sezonie był na podium, obsypany srebrem a dziś jest czerwoną latarnią na torach. Nie jest nowicjuszem ani nuworyszem na globalnej scenie a jednak nie potrafi odnaleźć właściwej ścieżki. Cofnięcie oddala go od racjonalnej oceny i niestety zasługuje na ostrą krytykę. Podważył swój autorytet, który budował z mozołem i przyzwyczaił fanów do oklasków a dziś jest smutnym aktorem zjeżdżającym z toru. Liczę jednak na jego ambicjonalny hart ducha i że będę miał okazję napisać inną recenzję o KK.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s