Lato z “cyfrowym” żużlem

Zrzut ekranu 2015-08-18 o 18.38.46

Tradycyjnie w zasłużonej “Jedynce” słucham “Lata z radiem” i odkurzam wspomnienia. Prowadzący audycję odwiedzają Polskę wszerz i wzdłuż, wydobywają ciekawostki i muszę przyznać, że Ojczyzna jest bogata w historię, wydarzenia i ludzi, którzy mogą godzinami opowiadać o zawartości mojego kraju. Imponujące, choć nie wszystko tak do końca biorąc pod uwagę dzisiejsze poczynania polityczych elit. No ale różnie w historii Polski bywało i 123 lat niewoli z powietrza się nie wzięło. W tym lecie z muzyką i historią, przeplatanymi jak maki z łanami zbóż, sięgam pamięcią w speedway…

1973 rok i wielkie przygotowania do debiutu na światowej arenie Stadionu Śląskiego w postaci żużlowego finału indywidualnych MŚ. Śląskowi potrzebny był sukces, do tej pory na żużlu rej wodził w organizacji światowych finałów Wrocław i tamtejsi działacze, niezwykle zdyscyplinowani i fachowo ukształtowani jako mentorzy. Grupa motorowych pasjonatów na Śląsku miała ambicje poparte przez miejscową władzę. Interesy się sprzęgły a Stadion Śląski w Chorzowie słynący do tej pory głównie z piłki nożnej dostał kopa w postaci żużlowego wydarzenia. “Fuzbal” był ważny, lecz wybudowanie toru na tak wielkim obiekcie podnosiło adrenalinę doświadczonym działaczom Polskiego Związku Motorowego, śląskich klubów, z których rybnicka kuźnia była wtedy niemal żużlową Barceloną. Klasa robotnicza Śląska i Zagłębia szykowała się na wydarzenie, które ogniskowało zainteresowanie szerokiego spectrum. Dziś, już starsze osoby chętnie wspominają, jak przeżywały pobyt na stadionie w 100 tysięcznym tłumie. Nie stałem wówczas obok, lecz jako reporter redakcji “Sportu” byłem zaangażowany w produkcję tej imprezy i jak się okazało w następnych latach w bardziej fascynującej formie i odpowiedzialności, podczas finałów MŚ na tym obiekcie.

Mekką dla żużlowego świata od czasów powojennych był LONDYN ze słynnym WEMBLEY, gdzie rozgrywano finały indywidualne i drużynowe. Poleciałem tam w dwa lata po chorzowskim wydarzeniu i przekonałem się, co znaczy zmasowany doping, nie tylko angielskich fanów, przypominający rozpalony wulkan. Magiczne przeżycie, którego mi było jeszcze dwa razy doznawać.

Wembley diametralnie różniło się od Stadionu Śląskiego, ryk z pionowych trybun wgniatał w murawę i tor uczestników rywalizacji. Turnieje bajecznie scenariuszowo i reżysersko wbijały się w pamięć. Chorzowski stadion frekwencją przebił londyńską świątynię sportu, ale jego rozłożysta posągowość nie ogniskowała tak mocno wrzawy jak Wembley. Tory były też diabelnie inne; w Londynie po starcie upiornie wąska ścieżka, potem każdy wiraż odmienny, zaś chorzowski tor uładzony i szeroki jak autostrada. Goście zagraniczni byli zafascynowani śląską gościnnością, gigantycznym obiektem w pięknym parku, dziś imienia najlepszego w historii gospodarza górniczo – hutniczej ziemi gen. Jerzego Ziętka. Pogoda dopisała gierkowskiej ekipie. Widownia wspaniała i chyba nikt nie przewidywał, że będzie taki sukces. Liczono na Edwarda Jancarza, młodziutkiego Zenona Plecha a tu wyskoczył jak diabeł z pudełka JERZY SZCZAKIEL. Nie do końca z pudełka, bo opolanin z Grudzic, w 1971 roku razem z rybniczaninem Andrzejem Wyglendą dali łupnia na rybnickim stadionie w finale MŚ par, faworytom z Nowej Zelandii Barry Briggsowi i Ivanowi Maugerowi. Szczakiel w dodatkowym wyścigu w Chorzowie pomknął jak szaleniec po złoty medal. Okazały kryształowy puchar z trudem zmieścił się w Fiacie 125. Na trzecim miejscu podium stanął Zenon Plech. Organizacyjnie także się udało i mega obiekt przeszedł do historii.

1973 rok zapisał się dla polskiego sportu jesienią jeszcze jednym super wydarzeniem, bo oto na Wembley reprezentacja piłkarska pod wodzą Kazimierza Górskiego wykopała z MŚ sensacyjnie, po remisie 1:1, dumnych Anglików. Co tam się działo!

A Szczakiel skromnie i sentymentalnie wspominał wydarzenia w Rybniku oraz Chorzowie i nie spodziewał się, że aż do 2010 roku będzie polskim samotnikiem na złotym tronie MŚ w solowym ściganiu.

HISTORIA nie pieści i nie dekoruje na siłę nikogo, los wybiera kogo chce, pech zabiera a szczęście nie zawsze sprawiedliwie obdarza każdego.

W latach osiemdziesiątych pojawia się nowa, ekscytująca postać na żużlowym rynku. Zawodnik z talentem efektownych jazd, błyskawiczny jak indiańska strzała na prostych. Wjechał na tory z motocyklowym doświadczeniem i zafascynował środowisko. TOMASZ GOLLOB na długie lata koloruje swój portret na światowej arenie i polskiej scenie. Sport zawsze potrzebuje nowych gwiazd, do starych się przyzwyczaja, zaś nowe objawienia hołubi jak madonny. Gollob jeździ i wygrywa. W 1993 roku w bawarskim Pocking w finale IMŚ skupia zainteresowanie jako wschodząca gwiazda. Jeszcze mu jednak i blisko, i daleko do podium.

Dwa lata później zostaje zmieniona formuła indywidualnych MŚ na kilkanaście turniejów Grand Prix. Otwiera szanse Tomaszowi Gollobowi, choć jednocześnie oddala jednorazowy laur. Premierę serialu GP’95 we Wrocławiu wygrywa imponująco w brawurowym stylu Polak. Nadzieje rosną jak topole. Kiedy był bliski złotego medalu w serialu, makabryczny wypadek na wrocławskim stadionie/ 1999/ odkłada koronację na długo. A Szczakiel czeka… Za ikoną po Europie jeżdżą kibice w liczbie bardzo zadawalającej organizatorów igrzysk GP a głośny doping i dekoracyjność kibiców uwodzą podobnie jak “Małyszomania”. Rodzi się “Gollobomania”.

  1. Kolejna edycja GP i 25 września turniej we włoskiej części Udine, peryferyjnym Terenzano. Tym razem szczęście dopisało i nie utopiło się na szerokim białym torze; oto Tomasz Gollob zostaje wreszcie mistrzem świata! Polak dołącza do Szczakiela po 37 latach! Cierpliwość i upór zostają nagrodzone i najlepszy w historii polski żużlowiec, obywatel TG ma wprawdzie tylko jedną złotą koronę IMŚ, acz powinna być ona ozdobiona diamentem.
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s