Zapaść?

logo_pzm

Fatalnie wygląda sytuacja w polskim żużlu przed nowym sezonem 2015. Nie ma co owijać w bawełnę i ciumkać się po kątach. Regulaminu wydrukowanego jak nie ma, to nie ma i prawdopodobnie będzie pod koniec marca, czyli na tydzień przed ligowymi rozgrywkami. Wspominałem nie tak dawno, że w przeszłości, kiedy polska żużlowa “biblia na sezon” nie była gotowa na początku stycznia larmo leciało na całą Polskę. Konsekwentnie jednak z biegiem lat przyzwyczajano do czegoś innego i każda kolejna władza żużlowa pokazywała, że czas nie jest pieniądzem a środkiem do ich robienia. Najlepiej jak nic nie jest pewne i poruszać się po omacku. Gęsta mgła. To dobrze? Jak dla kogo. Kiedy mówią mi, że są tacy, którzy chwalą obecne kierownictwo Giekażetu, nie mogę zdiagnozować choroby tych osób. Życie jest wielka niespodzianką codziennie. No dobrze “biblia” będzie “zmajstrowana” na ostatni moment, mamy kilka tygodni do premiery sezonu i nie wiadomo ile drużyn ostatecznie wystartuje.

W Krakowie, pod Wawelem, gdzie Wisła robi zakole pod zamkiem na statku zamienionym w restaurację spotkają się 20 marca prezesi klubów i pewnie na czas tego jednodniowego “romantycznego” mityngu być może królowa polskich rzek spieni się okrutnie. Jedno jest pewne nie zabrzmi Dzwon Zygmunta. Zapowiada się pranie brudów, jak to bywało drzwiej nad rzekami, szkoda tylko, że tak późno i nie będzie czasu na korekty. Jak mi donoszą sikorki, nie wszystko co złe leży po stronie Giekażetu, bo przecież jest komisja do wydawania licencji i od niej zależy los, czy klub wystartuje czy nie. Dawno temu jeden z moich znajomych proponował by zrobić w polskim żużlu lokaut i zacząć życie od nowa. To było w czasach, kiedy kluby szastały pieniędzmi, kontrakty zawierali prezesi jak chcieli, nie było przejrzystości a raczej wszystko robiono przy zaciemnionych oknach. Czy nie tak? Bicie w piersi nic nie daje, słabych uderzeń nie słychać. Zagraniczni zawodnicy wiedzą dużo ale nie powiedzą a ci, którzy już zakończyli kariery mają się dobrze i chwalą polskich promotorów pod niebiosa. A promotorzy też mają się super, bo już czas przedawnił wszystko na amen. Trzeba chyba powołać spec komisję do spraw dawnych i teraźniejszych by uzdrowić sytuację, która przypomina bagno. Aż tak źle? Bóle nie leczone pogrążają problemy aż po uszy, ba! grożą zapaścią kompletną. Uff, robi mi się gorąco. I zimno zarazem.

Rok 2015 jest rokiem wyborczym w strukturach Polskiego Związku Motorowego i środowisko liczy, że wnioski zostaną wyciągnięte i pewne błędy nie powtórzą. Tak sądzą optymiści. Jestem jednak pesymistą, bo obecna sytuacja jest kuriozalna a wszystkie kłopoty wynikają z ludzkich błędów. Bardzo mnie interesuje jak potoczy się dyskusja i czym zakończy się spotkanie pod Wawelem w którym prawdopodobnie zabraknie na życzenie prezesów mediów. Dla mnie dziwne, gdyż jeśli jest wola uzdrowienia sytuacji, niech media bezpośrednio zrelacjonują zjazd decydentów polskiego żużla. W tak pięknym miejscu będzie królował… smok wawelski i ział siarą? Jeden smok, kilka? Tak jak Wanda nie chciała Niemca, tak prezesi nie chcą mediów. Szkoda, brakuje odwagi i powtarzam raz jeszcze, środowisko dużo mówi po kątach a oficjalnie milknie byle nie podpaść guru… Fałszywe pojmowanie chorej sytuacji. W środowisku medycznym mówi się tak, że jeśli pacjent chce wyzdrowieć, to medycyna jest bezradna. Dobra filozofia, prawda? Bywa, że “przekazy medialne z drugiej ręki już nie mają pierwszej” i to jest moja filozofia przy prawie 50 – letnim trwaniu w zawodzie. Wawelskie spotkanie może jednak przyniesie coś nowego, może… Takie oto moje “łaknienie” w poście.

A do sezonu tuż, tuż. Dobra jest aura pogodowa, a jaka będzie w premierze i czy przysłowiowy “lany poniedziałek” nie zakłóci meczów Ekstraligi przekonamy się w pierwszy weekend kwietnia. A tak a propos. Od dziecka pamiętam, ba, “od zawsze”, że żużlowcy zaczynali sezon w drugi dzień Świąt Wielkanocnych, chyba, że pogoda wcześniej była paskudna, zima robiła psikusa i zawodnicy nie mieli gdzie i jak trenować. Wtedy prolongowano start do sezonu o tydzień albo dwa. Wszystko też zależało, kiedy wypadały te radosne święta ruchome w kalendarzu. Aura lubi kaprysić i czasem na wiosnę się czeka, bo w marcu jak w garncu a kwiecień plecień.

W tym roku mamy inną nowość, która bulwersuje środowisko, bo część meczów jest już w niedziele, czyli nic ze świętowania Zmarchwystania!!! Święcone jajka, chrzan i szynkę schowajmy do torby. Owszem, bywało w przeszłości, że kiedy jakaś drużyna miała wyjazdowy mecz w poniedziałek bardzo daleko, to ekipa wyjeżdżała już w niedziele wieczorem, lecz śniadanie świąteczne było w rodzinie zagwarantowane! Tradycji się nie burzy, tradycja święta rzecz. Ale mamy inne czasy, gdzie wszystko można wywrócić do góry nogami. Jak bałagan, to na całego. Nie tak dawno wywalczono dla handlu niektóre dni świąteczne wolne od pracy, bo za “ komuny”/ nie lubię tego słowa/, to były one zawsze wolne. Za “komuny” pierwszy dzień wielkanocny była dla żużlowego towarzystwa nie do ruszenia. Dla innych sportów także; pracowałem w gazecie “ Sport” wystarczająco długo i wiem. Nie ma już “ komuny” i paradoksalnie jest decyzja: “żużlowcy do roboty a ludzie na stadiony”. Kto ich tak urządził? Jeśli taki jest wpływ na tradycję superligowej spółki oraz telewizji, są przecież organizatorzy meczów, którzy jak z tego wynika nie mają nic do powiedzenia. Dlaczego nie zrobiono jak w futbolu, że gra się w sobotę i poniedziałek a niedziela jest święta i boska dla wszystkich?

Znów zatem komuś coś uciekło i wyciekło. Polski speedway przypomina bajzel z którego trudno będzie chyba wyjść a tak łatwo przecież niektórym do niego się wchodzi i żyje jak w niebie. Alleluja!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s