Jak zabawa, to zabawa i niech śpiewa Presley

12_img_4068

Wpadliśmy w nowy rok z nadziejami i niepokojami, tłumikami, dwuzaworową Jawą, transferami zawodników, które wywracane są przez kibiców zimowymi wieczorami bez końca. Dochodzą nowe fakty, które na progu 2015 roku mają odcień mieszanych odczuć. Oto szef łódzkiego Orła Witold Skrzydlewski oświadczył, że nie wyklucza fuzji klubu ze znajdującym się na ligowym dnie Włókniarzem Częstochowa. Podtekst jest taki, że ambicje Orła sięgają Ekstraligi i budowy nowego stadionu, w czym musi partycypować miasto. Czy Łodzią może zawładnąć speedway? Wiadomo, że piłka nożna była i jest tam numerem 1. Trudno przebić dwa słynne kluby Widzew i ŁKS, które mają tradycje daleko wybiegające poza miasto byłych fabrykantów, ludzi interesu a takim jest Skrzydlewski i jego rodzina. Żużlowi Skrzydlewscy na pewno nie zrobią pochówku, ale kombinują “co by i jak”, przywołując przebój braci Golców o lornetce. Zarządcy Orła liczyć pieniądze potrafią, więc nie będą topić kasy, jak zrobili inni w żużlowej przestrzeni. Za długo nie da się wydawać własnych pieniędzy, gdyż ile by nie wrzucić, zawsze będzie za mało a na koniec jeszcze można być zmieszanym z błotem. Zawodnicy od lat nie czują symbiozy z klubowym bytem i wyciągają ile się tylko da, bo jak mówił uparcie jeden z klasyków tego sportu, zanim nie dorobiła się jego familia,”trza się zabezpieczyć na stare lata, bo to ciężka dyscyplina i niebezpieczna”. Podajesz rękę takiemu a już ci brakuje dwóch palców. Zgadnijcie kogo mam na myśli.

Ale wracam do łódzkiej familli, której widać jest blisko do boskiej Częstochowy, którą miejsko zarządza prężny człowiek lewicy. Orzeł jest marką a jeszcze większą Włókniarz, ten drugi często wtapiał w nazwę różne loga firm ze Złomrexem na czele. Były i patelnie, i ciuchy, każdy biznes pod Jasną Górą jest złotem. Od wieków. Pan Skrzydlewski, którego córka zasiada ostatnio w Giekażecie, zapowiada, że gotów jest przyjąć pod swoje skrzydła Włókniarza i na obcym stadionie ścigać się o awans. Co na to kibice? Łodź z panią prezydent? Karkołomne pomysły, które utrącają lokalny patriotyzm. Co ja zresztą piszę…

Kiedyś żużel słynął z tego, że zawodnicy byli wierni swoim barwom po grób. Wstrząs nastąpił w historii pierwszy raz, kiedy Zenon Plech opuścił gorzowską Stal by studiować w Trójmieście/?!/ i łykać zbawienny dla zdrowia jod. W Gorzowie nie najlepsze podobno powietrze. Zrobił się szum okropny a ponieważ Wybrzeże było wtedy mundurowym klubem/ MO/ spacyfikowano atmosferę wokół transferu. Dużo też było zawieruchy, kiedy za duże pieniądze Marek Kępa przeniósł się w Motoru Lublin do Startu Gniezno, jak na speedway ówczesny, bardzo spektakularny ruch a podjarany potem rzadkimi startami bohatera przeprowadzki. Wkrótce szlag trafił przywiązanie do klubowych barw, do nazw historycznie kształtowanych. Zawodnicy z biegiem czasu zaczęli zmieniać kluby jak rękawiczki w czasie mrozów. Dziś prezesi biorą sponsorów, kiedy tylko pojawią się na progu klubu, byle nie było śmiesznie erotycznie. Mentalność zawodników, którzy mieli we krwi pożyczki i zaliczki z dawnych lat a tacy jeszcze jeżdżą, została przez nowobogackich zepsuta na amen, chcieli mieć na kevlarach loga swoich firm, dzieci i wnucząt. VIP – y różnej maści i urody wpakowały się w bufety, loże i parkingi motorowe. Syndrom nowej ery? Tak, zrobiło się więc familiarnie i zabawa uszykowana i windowana przez prokurentów serialu Grand Prix trwa bezkrytycznie.

Witold Skrzydlewski, którego Orzeł był na pierwszoligowym polu hitem ostatnich meczów minionego sezonu jest/ taki Palikot/ prowokatorem zdarzeń, które albo zaistnieją albo i nie. Jeszcze w starym roku wspominał o jazdach w Częstochowie, która jest w depresji i np. rozważała exodus do czeskiej ligi. Paliwowi baronowie dali Włókniarzowi nieźle popalić. Łodzki pomysł byłby może dla upadłego klubu jakimś rozwiązaniem, lecz nie dajmy się zwariować i sprowokować. Klub musi mieć charakter i pamiętać o korzeniach, kibicach, historii, która nie może być kupczona za wszelką cenę, jednak w Polsce wszystko jest realne i w biedroniowym Słupsku też może zaistnieć speedway.

52_img_4559

Miasta różnie reagują na sportowe dotacje i przedwyborcze deklaracje boleśnie koryguje rzeczywistość. Lepiej nie obiecywać za dużo. Oto Opole jak mi donoszą zmartwieni fani Kolejarza nie zamierza inwestować w klub z którego wyrósł mistrz świata Jerzy Szczakiel. Stadion jest ruiną a tradycja leży zarośnięta pod płotem. Byłem tam nie tak dawno i można ryczeć na całą okolicę. Opolscy rajcowie! Warto przemyśleć problem, póki nie będzie za późno, popatrzcie z troską na Kolejarza i dajcie zielone światło dotacji, wszak na rogatkach miasto chlubi się mistrzem świata. Reklama na rondzie bez pokrycia.

A teraz luz karnawałowy. Bale, zabawy i plebiscyty. Gra muzyka!

Elvis Presley gdyby żył obchodził nie tak niedawno 80 urodziny. Wiecznie żywy; są tacy, którzy mocno wierzą, że jednak król rock and rolla nie umarł. Jego przeboje są cudownym balsamem dla serc niemal wszystkich, “Welcame to my world”, “The wonder of you”…

Niedawno świętował również “osiemdziesiątkę” czterokrotny mistrz świata/!/ Nowozelandczyk Barry Briggs, świetny zawodnik, pomysłodawca, autorytet, człowiek lubiany i szanowany w środowisku. Bywał multum razy w Polsce, znamy się już tyle lat, że wstyd przyznać. Rodzina Briggsów/& synowie/ na trwałe wpisała się w historię światowego żużla. Barry ”kiwi” to taki… godfather żużla! Potęga; 18 razy w finałach IMŚ, dwa razy mistrz Nowej Zelandii, sześć razy mistrz Wielkiej Brytanii.

Wpisuje się także w historię ”Tygodnik Żużlowy”, który obchodzi 25 – lecie a jego plebiscyty na najlepszych w środowisku speedway’a mają uznanie i szacunek. “TŻ” w Lesznie świętuje, fetuje też sukcesy Krzysztof Kasprzak, choć nie jeździ już w macierzystej Unii a w Stali Gorzów. Team Kasprzaków unosi się jak kaczka na fali zwycięskiej. Jakby nie patrzeć Leszno jest stolicą żużla, choć drużynowy tytuł mistrza Polski zgarnął spontanicznie Gorzów, nie bez ofensywnego udziału KK. Poszalał on na torach jak szatan i wszystko co lepsze jeszcze przed nim. Jak zabawa, to zabawa, niech się dziej, dedykuję głos Presleya i jego “It’s Over”. Odlot.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s