Wierzę wbrew nadziei

erik_gundersen

Będzie inaczej; okolice sportu i żużla. A w środku samo życie. Przełom roku i trochę luzu zmuszają do wariacji myślowych na temat tego co było w starym roku i tego, co nas czeka w nowym. Poza sportem katastrofy lotnicze o zagadkowych okolicznościach były tematem dramatyczych dyskusji, bo człowiek czasem nie jest w stanie wyobrazić sobie skali tragedii. Cały świat w przestrzeni przeszyty jest korytarzami, którymi setki samolotów transportują miliony ludzi z jednej strony globu na drugi. Czas wyznacza bieg historii, współczesny świat pędzi na złamanie karku i w tym olbrzymim chaosie mamy czasem łzy wzruszeń powitalnych i łzy żalu pożegnań na zawsze. Łzy mają dla wszystkich jednakowy smak, nie znają wrogów ani przyjaciół, są ponad wszelkimi podziałami politycznymi, rasowymi a w obliczu tragedii łączą się w ocean smutku. Sportowy świat korzysta z globalnej komunikacji i nie jest pozbawiony łez w swojej istocie przypadków radosnych, jak i smutnych zarazem. Łacińska sentencja mówi: “Wierzę wbrew nadziei”. Głęboka myśl odżyła, kiedy zamarzniętego “na kość” chłopczyka uratowali krakowscy lekarze i nie tracili nadziei by uratować mu życie mimo beznadziejnej sytuacji. Udało się, “stał się cud”, jak to określił prof. Janusz Skalski, znakomity kardiochirurg opiekujący się poszkodowanym. Cuda. Zdarzają się na przekór.

Ile takich przeżyliśmy w sporcie? W żużlu? Pech, cud, szczęście w jednym worku.

Styczniowy czas jest niejako dla zawodników ulgowy, choć nie wolny od treningów wytrzymałościowych. Sezon wymaga piekielnej kondycji, jeśli ma się ambicje ligowe i międzynarodowe. Inaczej wyglądało przygotowanie do sezonu 30 – 20 lat temu, inaczej dziś, gdyż eksploatacja organizmu jest ileś razy większa i żeby nie spadać z motocykla w drugiej części sezonu trzeba przygotować się na wielu frontach. Kto zlekceważy zimową przerwę zrewanżuje mu się natura bezbłędnie. Przygotowanie kondycyjne na miarę sukcesów wymaga wyrzeczeń, zapewnia jednocześnie psychiczny luz, odblokowuje opory, jakie przynosi niepewność sztywnego kręgosłupa. Jak mawia jednak pewien trener ”wszystko jest w głowie”. Dodam, że chyba nie tylko.

Wymyka mi się jednak w tym felietonie temat “cudów” z żużlowych torów. Odkurzam więc pamięć. Wspominam dramatyczny wypadek Edwarda Jancarza, kiedy potrącony przez włoskiego zawodnika długo leżał w szpitalu nieprzytomny. Ocalał. Organizm uporał się z trudną przeszkodą.

Duńczyk Erik Gundersen na torze w Bradford tuż po starcie w DMŚ wyleciał w powietrze i nie dawano mu szans. Żużlowy świat modlił się o życie dla małego Erika. I on tę szansę w końcu dostał. Bóg bywa czasem łaskawy. Nie dla wszystkich. Nie zawsze.

Jancarza nie uratowało jednak potem nic, kiedy został przez żonę pchnięty nożem. Był początek stycznia, karnawał, sprzeczka rodzinna okazała się tragiczna w skutkach i drugi raz już cudu nie było. Limit się skończył. Szok morderstwa w środowisku był tematem nr 1 na długo. Speedway skrywa także bolesne samobójstwa. Depresje, dziką rywalizację.

Mistrzostwa Polski w Gdańsku i młody Roman Jankowski, wschodząca gwiazda z Leszna, oczarowująca angielskich fanów nie tylko w Hackney, gdzie startował, nie ma miejsca na wirażu z Zenonem Plechem. I uderza mocno w bandę. Nie lubię takiej ciszy na stadionach żużlowych, bo wwierca się w głowę okrutnie. Tak było na stadionie Wybrzeża; ambulans odwozi “Jankesa” do kliniki, trwa walka o uratowanie jego życia. Udaje się, lecz okoliczności tego zdarzenia są tajemnicze, gdyż nie ustalono sprawcy. W sporcie zwykle tolerancja bierze górę nad sprawiedliwością. A łzy mają w takich chwilach różne smaki. Ten wypadek miał kolosalny wpływ na dalszy przebieg niesłychanie utalentowanego Romana Jankowskiego.

Niemal pewny złotego medalu Tomasz Gollob w starciu na wrocławskim torze z Piotrem Protasiewiczem wylatuje jak z katapulty poza tor, mija słup i pada jak rażony. Cisza aż dzwoni w uszach, cudem reanimowany Gollob obolały, prosto ze szpitala jedzie do Danii by podtrzymać zdobycz punktową i zadowolić się ”tylko” srebrnym medalem. Yes, yes, yes. A gdyby trafił w słup? Opatrzność była chytra: zabrała złoto, ocaliła życie.

Zawodnicy mają swoje sympatie i antypatie. Nie oszukujmy się, że wszyscy kochają się i jadą fair play. Nie twórzmy hipokryzji. Ona ciągle krąży i często nie stać speców na wygłoszenie prawdy. Wiecie jak to jest? W studio TV w przerwie mówi się o zawodniku X niepochlebnie a ten sam “mówca” za chwilę głosi na antenie zupełnie coś innego/?!/. Zakłamanie puchnie. Wstydu nie przykryje żel na włosach. Charaktery bywają różne ale trudno czasem zrozumieć obłudę. Pełno jej i obwiesza amatorów oraz zawodowców. Pieści zło, niszczy dobro. Żyjemy w takich scenariuszach zachowań i trwamy.

Na żużlu zdarzają się wypadki, które w pierwszej chwili mrożą krew w żyłach ale po dłuższej chwili niemocy wywołują brawa. Zawodnik wstaje o własnych siłach, choć zdarzenie wyglądało makabrycznie. Mały cud. Mamy przypadki, kiedy niewinnie wyglądający karambol czy pojedyńczy upadek kończy się urazem na całe życie i kaleczy zawodnikowi karierę dozgonnie. Cud ciężko “kupić” na kredyt. Nie ma takiego banku!

Na żużlu młodość, jak w każdym sporcie oraz życiu ma swoje fantazje a brak doświadczenia powoduje konsekwencje przykre dla “bohaterów”. Bywają jednak osoby mające szczęście; albo inaczej… omija ich zwykle pech, co jest absolutnym właśnie szczęściem. Ile zależy w dramacie od faktu, gdzie się wydarzył i kiedy przyszła pomoc? Przywracam więc to credo, które umieściłem w tytule. Wierzyć wbrew nadziei. Zawsze.

Speedway jest sportem kaskaderskim, często z fałszywym szczęściem oraz podstępnym pechem. Jakże fatalnym splotem okoliczności był po zakończeniu kariery przez znakomitego Australijczyka Leigha Adamsa wypadek motocyklowy, na crossowej trasie, poza torem, stadionem i już poza metą pięknej i barwnej kariery. Zabrakło happy endu, cudu, którego byśmy życzyli wszyscy. Sympatyczny Leigh szuka jeszcze nadal szansy, która ucieka. Nie on jeden i nie ostatni… nie zapominajmy: “contra spem spero”, wierzyć wbrew nadziei.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s