Kabaret NeoMoto

BEZGRANICZNA miłość do żużla w Polsce, od jak pamiętam zawsze, jest niezrozumiała dla tysięcy ludzi i u nas, i poza granicami. Kiedy Stadion Śląski otworzył swoje wrota dla tego sportu w 1973 roku zagraniczni goście zobaczyli widownię niesamowitą, większą od kultowego londyńskiego Wembley. Byli porażeni ponad 100 tysiącami kibiców, którzy zasiedli na stadionie i pobili żużlowy rekord frekwencji. Na trybunach było gorąco, choć przyznać muszę, że 80 tysięcy fanów na Wembley na trybunach zbudowanych pionowo, robiło przy świetle elektrycznym kocioł pełny wrzątku. Jakby powiedział niezapomniany komentator redaktor Jan Ciszewski tam był pełny … komplet. Speedway przy świetle jupiterów robi kompletnie inne wrażenie i zamienia imprezę w bajkę. W tej bajce nie ma wilka, który chce zjeść babcię, jest galaktyka wyścigów, które jeśli tor nie jest zabetonowany, wprawiają kibiców w niemal deliryczny nastrój barwnej walki nie pozbawionej także dramaturgii karamboli wywołujących ciszę strachu. Kochamy bezgranicznie tę moc dreszczy do utraty tchu. Piłkarze mówią zwykle, “taka jest piłka”, żużlowe towarzystwo, ”taki jest speedway”. Wszystko jak na targu do kupowania garściami i do wspominania jesiennymi wieczorami. Miłość do żużla jest ogromna od Lublina po Gorzów Wlkp., od Gdańska po Rybnik i od Wrocławia po Rzeszów. A jeszcze jest środek Polski. Cudownie zazdrosne uwielbienie sportu, który wzbudza emocje takie jak mecze piłkarskie Polska kontra Niemcy, albo siatkarskie Polska vs Brazylia. Uff, zajechałem trochę nie tam, gdzie chciałem. Wybaczcie, robię korektę.

MUSZĘ wyznać trochę zgromadzonych refleksji. Szef Giekażetu PZM Piotr Szymański został “prezydentem” europejskiego żużla. Przy okazji gratuluję i nie mam zamiaru deprecjonować gremium, które kiedyś zostało ugruntowane przez polskich lobbystów na arenie międzynarodowej dwóch Andrzejów: Witkowskiego i Grodzkiego, z gruntu Polskiego Związku Motorowego. Taka organizacja pod barkiem FIM, czyli Międzynarodową Federacją Motocyklową. Inaczej: faceci niedocenieni przez grupę X, mogą być dopieszczeni przez grupę Y. Taki sobie“gender”. Ranga mistrzostw świata w żużlu jest niepodważalna i europejskie wyścigi o korony choćby angielskiej królowej nijak się mają do podium MŚ. Andrzej Grodzki z Opola był szefem europejskiej grupy pod bacznym okiem prezesa PZM. Potem nastał niemiecki szef , ktory po prostu tylko był. Polscy działacze mają szczęście do niemieckich dygnitarzy sportowych, bo zamiast być na czele, głosują na… fotele sąsiadów z Zachodu. Tak było w FIM/ Sorber/ i Europa /Ziegler/. Tego roku latem w Krakowie odbył się zjazd europejskiej unii motorowej i szef Pezetmotu Andrzej Witkowski nagle zrezygnował z kandydowania a pewnie by wygrał i szefem został Austriak o krótkim nazwisku Srb. Zapamiętają goście/ ponad 200/ od motocykli “mój” kochany Kraków na wieki, bo nie tylko tam było pięknie, co równie bogato. Nie każdą federację stać na taki zjazd. Ostatnio dojechały wieści, że specem od żużla na europejskiej polu został Piotr Szymański. I tu padły chóralne hymny pochwalne pod adresem prezesa PZM, że zadbał o polski interes. Obaj panowie AW i PS zadowoleni, z tym, że dla prezesa PZM na pewno najważniejsze jest forum FIM.

Socjotechnikiem jest doświadczonym, godnym wielu rad nadzorczych. Zostawiam te “gruchania” polsko – polskie do obgadania na potem.

“POMNIKIEM” dla PZM i jego prezesa będzie na pewno uruchomienie żużla na Stadionie Narodowym w Warszawie, gdzie wszystkim celebrytom i politykom bardzo blisko na wybieg. Zbliżają się wybory w PZM. Ten ma szczęście. Szykuje się celebra na 1000 fajerków. Premiera Grand Prix nastąpi w kwietniu 2015, cieszę się i nie szukam podtekstu, on sam wychodzi zza kotary.

Jeszcze będzie o Piotrze Szymańskim, który też jest w FIM, również tam dojeżdża Wojciech Stępniewski as z Torunia, z miasta, które ma szczęście od wieków do gwiazd, pierników i bogatych ojczulków. Popierajmy się, ale też coś dajmy innym!

Szef Giekażetu, czyli Mr. PS i człowiek od “żużlowej międzynarodówki w wywiadzie na łamach “TŻ” wyznał, że są tacy, co krytykują Armando Castagnę a nie znają go wcale i nie zamienili z nim zdania, zaś Włoch przecież kocha speedway… jak makaron. Coś w ten deseń.

Kochani… Armado razem z drugim Armando, tylko Dal Chiele, nauczycielem z Lonigo i dobrym żużlowcem, bronili barw Włoch w światowych imprezach. Castagna z Sarego ostro konkurował z Dal Chiele. Oczywiście kocha speedway jak swoją mamę i pizzę. Namaszczony został Castagna na szefa światowego żużla przez odchodzącego na emeryturę zacnego Renzo Gianniniego, mojego serdecznego przyjaciela z Lonigo. Włoska familia okazała się silniejsza od polskiej, lecz gdzie na Boga jest polski speedway, a gdzie włoski?! Prezesa PZM przy tym nie było? UBOLEWAM. Jako długoletni recenzent sportu żużlowego znam kulisy międzynardowego towarzystwa, które jak każde sportowe jest hermetyczne, łagodnie określając, bo… jak wylecisz, już tam nie wlecisz. Rozbawił mnie ostatnio telewizyjny reporter w transmisji z hurra słabego meczu, który wspomniał ni z gruchy, ni z pietruchy celebrytę spod Rybnika, podkreślając jego przyjaźń z Tomaszem Gollobem. Parcie na szkło niektórych niedopieszczonych jest nieodparte i wielka szkoda, że medialna bogini od piekła i nieba Monika Olejnik, nie może jeszcze postawić kropki nad” i” w tym żużlowym towarzystwie Krzysiów, Tomusiów, Jareczków, Grzesiów, Andrzejków, Piotrusiów i Wojtusiów.

MOŻNA kochać speedway, lecz nie nadawać się do kierowania organizacją, acz Włosi mają historyczny patent na bezwzględne struktury zarządzania nie tylko typu nowojorskiego Little Italy made in USA. Castagna jest szefem światowego żużla, pilnuje i promuje za wszelką cenę swojego syna na torach. Czy to mafia? Powstaje pytanie czy maestro nadaje się na szefa CCP FIM, gdyż sama miłość nie wystarcza, kiedy brakuje narzędzi? Po swoich poprzednikach, choćby wspomnieć Polaków: obkutego na wszystkie języki świata Władysława Pietrzaka, technicznego alfa i omegę Zbigniewa Flasińskiego, pojętnego Słoweńca Franci Novaka, czy akuratnego Niemca Guentera Sorbera a skończywszy na charyzmatycznym, przystojnym Renzo Gianninim. To on postarał się by jego następcą został rodak, najlepszy w historii Włoch żużlowiec. Castagna przecież jako pierwszy jeździł na silnikach Giusseppe Marzotto/ z Polski prekursorem był torunianin Wojtek Żabiałowicz/ i nadal jeszcze jako super weteran potrafi ścigać się na torze. Znam Castagnę nie od dziś i żałuję, że na jego miejscu w FIM nie ma mojego rodaka.

Kiedy to nastąpi? Chyba wtedy, kiedy dojdzie do zmian na piedestale Pezetmotu i decyzje będą zapadały z empatią, gdy kompetencje i klasa działaczy będą nawiązywać do tradycji, jaka jest zapisana w historii Polskiego Związku Motorowego.

Na razie mamy to, co widzimy, więc przeżywamy rozterki i z bólem nie pojmujemy. Jak z tą miłością, która kiedy jest ślepa, robi głupstwa na prawo i lewo.

Panie i panowie samo życie, albo inaczej mondo cane, pieskie życie.

  1. 1. Ostatnio mam słabość do postscriptum; otóż prezes PZM wyznał na łamach “TŻ”, że licencje nadzorowane zdały egzamin/ sic!/ a jego “dzieci” komisarze od torów są potrzebni. Kabaret NeoMoto. Czy władza zawsze ma rację?! Smak demokracji bywa czasem gorzki a pecunia non olet. Czasami jednak śmierdzą.
  2. Kluby tną koszty i ruch transferowy zapowiada się przed świętami bez prezentów. Wraca normalność? Kończą się bankomaty bez limitów.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s