Ciuciubabka ponad wszystko

Jesienna aura dopiekła ostanio słońcem i poleciały śliwki z drzew a grzyby wyrosły w lasach ku uciesze ich sympatyków. Nic tylko zbierać. O czym się teraz mówi na żużlowym padole? O kilku sprawach, które na pewno przeniosą się na okres zimowy.

Zaczynam od kary dla Patryka Dudka z zielonogórskiego Falubazu, mistrza świata juniorów z roku 2013. Branie dopingu jest karalne na całym świecie a nad wymiarami kar czuwa WADA czyli Światowa Agencja Antydopingowa. Na polskim gruncie guru w tych sprawach jest profesor Jerzy Smorawiński, autorytet, którego opinie poznali niektórzy polscy sportowcy, zawieszani za używanie niedozwolonych środków w sporcie. Profesor uznał, że kara wymierzona przez polskie władze żużlowe 22 – latkowi jest surowa i że nie podejrzewa, by WADA zaostrzyła karencje. Prezes Falubazu Marek Jankowski oświadczył, że klub bardzo ubolewa, zajmie się zawodnikiem i będzie sporo czasu na pokutę. Dojście do siebie. Tak mniej więcej. I jeszcze podkreślił, żeby media specjalnie nie zajmowały się tym tematem ale na to niestety prezes nie ma wpływu. Słyszę opinie celebryckie, że całe środowisko jest za Patrykiem, co mnie zdziwiło niepomiernie, bo niech każdy mówi za siebie. Środowisko żużlowe nie jest boskie i podziały nie tylko w opiniach są od lat mocno po kątach podzielone. Rodzina Dudków, w tym “bohater,” muszą w dużej mierze sami wziąć się w garść jak ochłoną z tego galimatiasu, nawarzonego przez pociechę rodziny.

Tak myślę, że casus Dudka jr jest znamienny i na pewno jako ostrzeżenie przestraszył skutecznie poborców podobnych środków pomagających w zwalczaniu zmęczenia.

Czy zawodnicy są wykończeni jazdami na lewo i prawo? Tak. Niektórzy są za bardzo obciążeni na własną głupotę.

Od dawna piszę, że starty w kilku ligach wycieńczają niektóre organizmy, bo nikt nie ma końskiego zdrowia. Ileś lat temu polscy żużlowcy startujący w Anglii kursowali samochodami, nie byli uczestnikami wszystkich meczów ligowych a jednak zdarzały się przypadki zmeczęnia i lądowania w rowach. Przypomnieć? Zostawiam w spokoju bohaterów zmęczenia losem. I z jednej strony mamy ratowanie się piciem kaw, choć sen jest najlepszym odpoczynkiem, zaś z drugiej mamy w tak trudnym sporcie, gdzie człowiek manipuluje motocyklem, przykre kontuzje, ledwie zaleczone, gdzie lekarze przymykają oczy na ewidentne rany. Czy taka sytuacja jest dopuszczalna w innych sportach? Czy można sobie wyobrazić piłkarza grającego z ręką albo nogą w gipsie ? Absurdy gonią absurdy i mnożące się kontuzje żużlowców, ich absencje w mistrzostwach świata, w ligowych starciach są dowodem na alarmującą sytuację medyczną w imię czy aby: “sport to zdrowie”?! Wykreślmy taki slogan z pamięci żużlowego środowiska.

Międzynarodowa Federacja Motorowa/ FIM/ nic nie robi w ograniczeniu ilości startów zawodników, którzy pozbawieni kontroli hasają na torach od Anglii po Rosję. Późnym wieczorem kończą turniej Grand Prix w Vojens by następnego dnia startować w presitżowych meczach polskiej ligi. Podziwiam ich za swoiste galernictwo współczesnego sportu. Kierowcy TIR – ów mają wyliczony czas na jazdy a żużlowcy tyrają do spadnięcia z motocykli i nikt nie liczy ich zmęczenia oraz nie daje okazji do porządnego wyspania po trudach turnieju albo meczu. Czy to normalne?

Przypadek Patryka Dudka ma głębsze dno, bo sam nie wpadł na branie środka, który dawał mu power do jazdy. Jego przypadek dał groźny sygnał innym aby uważali na każdy specyfik i kontrolowali co piją, i jedzą. Dla dopingu nie ma tolerancji pod żadną szerokością geograficzną, ani w pływaniu, hokeju, narciarstwie, lekkoatletyce, podnoszeniu ciężarów, kolarstwie… NRD dawno już się przecież rozleciała.

Przypadki stosowania dopingu w polskim sporcie były i zawodniczki, zawodnicy surowo ukarani wracali po karencji i wstydzie do rzeczywistości, choć czas stracony nigdy się nie wróci. Za błędy na górze i dole trzeba płacić, ale nie ma co płakać tylko brać się do roboty. Prezes Falubazu nie zamyka bram przed młodym Dudkiem. Osobiście przyznam dziwię się, że tak się stało, znając jeszcze sprzed lat ojca Patryka, ambitnego żużlowca. A jednak głowa by mi spadła…

Na tle tej afery mamy jeszcze dziwne przypadki dziur w tłumikach, ich rekwirowanie przez komisarzy, po prostu “king gigant smród”.

I co mamy? Ano trzeba kontrolować zawodników czy czegoś nie biorą, czy są trzeźwi i czujnie patrzeć na tłumiki homologowane przez FIM. Dosyć duży cyrk panie Armando Castagna w granicach nie tak dużego żużlowego świata. Włoch jest szefem, który powinien widzieć i wiedzieć co się wyprawia. Paradowanie VIP – ów na imprezach zaciemnia obraz rzeczywistości żużla.

Sport rozwija się fair play jeśli nie ma żadnych podtekstów, dwuznaczności, wówczas dyscyplina zalicza progres naturalny i nie ma medialnych zacieków. No a teraz mamy jak nie aferę Darcy Warda, to zielonogórskiego młodzieńca albo aferalne tłumiki. Jak się okazuje w tym ostatnim przypadku dziury bywają potrzebne… jeżeli nie są znalezione.

Nie szukam zatem przysłowiowej dziury w całym, tylko znów sygnalizuję mocno, że sportowiec nie może brać udziału w zawodach jako niepełnosprawny za przyzwoleniem lekarza zawodów. A tak się dzieje i o tym mówią ludzie mało przychylni żużlowi W takim sporcie, gdzie człowiek dosiada motocykla i stwarza zagrożenie dla innych? Nonsens, dlatego trudno zrozumieć takie fakty postronnym.

Speedway w swoim kołowrocie od turnieju Grand Prix do następnej GP, od ligi do ligi, miota się z problemami, które okaleczają zdrowie, psują wizerunek sportu, powodują przytyki i tworzą czarny obraz. Czy tak musi być?

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s