Nic nie muszę

Jak nie Smoleńsk, to Ukraina i Rosja, Putin, Merkel, ferment z jabłkami, jak nie podsłuchy u Sowy, to Sikorski i Tusk na tapecie i tak dalej, i tak podobniej. Słucham, czytam, kwitnie piekiełko wojny polsko – polskiej za pieniądze podatników. Kiedy aktor Marek Kondrat zapytał aktora Gustawa Holoubka, co dla niego znaczy być Polakiem, usłyszał: “WSZYSTKO”. Nic więcej nie dodał. Hm, pomyślmy…

Trwa kontredans opinii po drużynowych mistrzostwach świata w Bydgoszczy, gdzie o włos Polska przegrała z Danią. Jeden z najbogatszych Polaków Michał Sołowow, którego pasją są rajdy samochodowe z bardzo dobrymi wynikami/ trzykrotny wicemistrz Europy/, powiedział, że “przegrywanie jest częścią życia”. I nie odnosi się to stwierdzenie tylko do sportu przecież. Wygrywamy, przegrywamy i jedziemy dalej. Nie ma pustki, jest wczoraj, dziś i jutro.

Każdy medal dla sportowca jest wielkim osiągnięciem i powszechnie mówi się, że najgorszym miejscem jest czwarte, często o “pyłek” przegrane podium.

Ile takich sytuacji jest na olimpijskich igrzyskach, mistrzostwach świata czy Europy? Wiele. Piłkarskie zespoły o jeden rzut karny przegrywają kilka lat przygotowań i nikt racjonalnie nie umie wytłumaczyć dlaczego taka gwiazda nie trafiła z 11 metrów do siatki. Sport w swojej pozornej prostocie a zarazem psychicznej i fizycznej złożoności jest nieprzewidywalny, dlatego wywołuje takie gorące emocje, bo jedno pudło bramkowe, jeden defekt, zgubienie pałeczki na bieżni w sztafecie powodują zawały serca, spuszczenie nerwów z wodzy, dyskwalifikacje i krytykę. Kiedy jest inaczej zawodnicy zostają bohaterami i czasami stawiają im pomniki. Adam Małysz ma w Wiśle skocznię swojego imienia, Edward Jancarz pomnik i nazwę ulicy w Gorzowie, by nie wspomnieć o pomniku Kazimierza Górskiego w stolicy. W życiu trzeba mieć szczęście nawet w nieszczęściu i często istotnym faktem jest wypadek, gdzie i kiedy się wydarzył, bo liczy się szybka pomoc, znakomita klinika i solidny ubezpieczyciel. Znamy takie przypadki: dobre i złe. Jedni mają głodowe renty i zapomogi a nieliczni finansowy dostatek. Takie fałszywe szczęście.

MAREK CIEŚLAK był zawodnikiem od początku zapowiadającym się świetnie. Częstochowski mentor Zdzisław Jałowiecki wpoił mu również zasady życiowe, skończył szkoły i uczył się jazd w Anglii. Był znakomity, gibki, inteligentnie uwijał się w żużlowym środowisku, które nie jest łatwe. Nie brakuje zawiści, dużo mówi się po kątach a mało prosto w oczy. Szczerość jest w żużlu deficytem. Od zarania tego sportu, speedway był klasyfikowany jako zawodowy, ponieważ oficjalnie płacono za punkty. Różnie z tym bywało, dużo, mało, przyszły czasy Eldorado, kiedy rozkwitł polski biznes transformacji gospodarczej. Nowobogaccy zaczęli rywalizować z sobą, psuć rynek, tak było w klubach i na arenie Grand Prix. Nic nie trwa wiecznie, pieniądz gorący jak lawa zaczął spływać kanałami. Teraz go brakuje, lecz mentalność zawodników została ukształtowana na tyle, że trudno dziś zrozumieć pewne sytuacje nawet młodym zawodnikom. Mówi się o złej atmosferze w polskim żużlu; były kiedyś ogromne pieniądze a dziś mamy licencje nadzorowane, które są pomostówkami, by kluby mogły przetrwać. Gra na zwłokę nic nie daje. W żużlu już teraz nikt niczego nie zrobi społecznie, to słowo umarło wraz z przeskoczeniem muru przez byłego prezydenta.

Wracam po tej dygresji do Marka Cieślaka. Jako szkoleniowiec ma o wiele mocniejszą psychikę, niż zawodnik. Umocnił swoje przekonania, posiada trenerski zmysł, którego nie zapewni żadna szkoła, uczelnia ani kasa. Z tym COŚ, trzeba sie urodzić. Ilu znanych zawodników, nie tylko w żużlu, próbowało trenerskiego chleba i skończyło w niesławie? Nie wymieniam asów z żużla, kilku nie żyje. W futbolu nawet Zbigniew Boniek doznał goryczy reprezentacyjnego coacha. Kiedy zawodnik kończy karierę wydaje mu się, że szkolenie młodzieży, prowadzenie drużyny będzie kontynuacją dalszego jego bycia w sporcie. Niestety nie zawsze, gorycz smakuje czasem piołunowo. Kamuflaż trenerski szybko wychodzi na jaw, udawanie rozmienia sławę i prestiż.

Obecny trener żużlowych reprezentacji Polski/ seniorów i najmłodszych/ ma 64 lata i kondycyjnie trzyma się mocno, bo na rowerze potrafi przejechać 100 i więcej kilometrów dziennie! Wtedy wie, że żyje. Oczyszcza umysł od żużlowej codzienności. Ma swoich wielbicieli i wielbicielki oraz takich, którzy chcą porządzić ze “swoim” trenerem. Cieślak ma character podobny, jak jego okazałe psy. I nie gryzie bez powodu. Ma poczucie swojej wartości. Prowadzenie reprezentacji narodowej jest zaszczytem dla każdego trenera. Marzył o tym przed piłkarskim EURO Franciszek Smuda i nie dał rady, zamurowało go w najważniejszych chwilach, choć w klubach miał sukcesy, jak nikt inny w Polsce. Mentalne przypadki, presja, tłumy, paraliż, brak wyciszenia, nie ma gdzie uciec, gdy jest taka potrzeba, rodzą zachowania nieracjonalne. Sport jest unikalny pod tym względem, dlatego wyzwala emocje większe niż nowojorska giełda.

Nie chcę snuć wątków cieślakowych, znam go jako zawodnika/ Włókniarz Częstochowa i White City w Londynie…/ i muszę powiedzieć, że niezwykle pozytywnie mnie zaskoczył wynikami jako szkoleniowiec. I jako człowiek. Dojrzały. Nie wiem, kto może pobić go w sukcesach, tak jak i Tomasza Golloba w roli mistrza Polski. Oni zrobili swoje, mają kolekcję medali “diamentową”. Wjechali do historii i tego nie wymaże nikt a lata następne jeszcze podniosą rangę tych osiągnięć. Wystarczy?

Odnoszę wrażenie, że mimo kończącego się w październiku 2014 kontraktu obywatela MC z Polskim Związkiem Motorowym, decydenci polskiego królestwa żużlowego mają co myśleć; z jednej strony chcą zmiany a z drugiej obawiają przyszłości bezcieślakowej. Macanie przez kotarę trwa. Szukanie dziury po polsku, po ciemku i boleśnie. Niepotrzebnie Marek Cieślak po bydgoskim sukcesie i srebrnym medalu dawał upust swojego żalu: “Bo przegraliśmy”… Nie Marku. To był piękny finał, bez katastrofy Greka Zorby. A więc cisza, do jesieni. Jedziemy po swoje, z juniorami, z klubem. Szczekanie do księżyca niech nie przeszkadza. Polska jesień zaskakuje tradycyjnie cudownymi odcieniemi. Fakt, czas nie zawsze balsamuje, czas jest zawsze historią i przyszłością.

No i końcowa fraza. Polski speedway klubowy jest na rozległym rozdrożu. Reprezentacyjny team potrzebuje braci Pawlickich, zobaczcie jak ścigają się oni w Anglii/!/, popatrzcie na innych młodych, którzy przed Bydgoszczą dostali zadyszki. Żużel made in Poland dysponuje talentami i trener obojętnie jaki by nie był musi budować konsekwentnie zespół ze znacznie niższą średnią wiekową. Nie każdy jest Hancockiem. A w polskich klubach najlepszy byłby lokaut, kompletnie inne finanse, zdrowe ustawienie kontraktów. Przez taką “rzekę” trzeba wcześniej czy później przejść i niech wreszcie tatusiowie nie wymądrzają się za synów i nie psują ich charakterów. Wystarczy już mądrości papów, dość zazdrości i fałszu. Biedy w polskim żużlu nie ma, jest pozorna. Radzę wpierw zrobić wynik a potem mnożyć majątki… Mądre żony zawodników są… majątkiem.

I jeszcze jedno: struktury związkowe wokół żużla/ spółki i synekury/ obrosły sprytnymi, młodymi i starszymi działaczami, którzy wyciągają kasę bez pokrycia swojej wiedzy i autorytetu. Nazwiska są znane, potrzeba wreszcie drastycznych korekt, brakuje kadencyjności, kwitnie nepotyzm i kolesiostwo w popieraniu jeden drugiego, co widzimy n.b. także na antenach TV. Mierny, ładny/ a/ ale wierni. Bez wstydu. A pod szyldem PZM trwa od lat zabezpieczanie się działaczy na czas emerytury. Potrzeba nam czystego sportu bez chytrości, fałszu, żużla fantazyjnego i radosnego, tylko taki może odrodzić frekwencję na stadionach. No i zaowocować sukcesami, bo każdy medal w historii jest przecież medalem niezapomnianym. Zapiałem sentymentalnie? Idealistycznie? Mało realnie? No cóż… wymyka się życie spod kontroli i uczciwych zasad.

Co do tytułu. Nic nie muszę, jestem recenzentem sportu, w tym żużla, od lat… Policzcie. Zachowania ludzi są niestety takie, jak w “Folwarku Zwierzęcym” Orwella. A kto nie wie o czym piszę, niech zerknie do internetu. Ja nie muszę, jadę przed siebie, uwielbiam takie jazdy. Paaa!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s