Mundial na motorach, cz. 2: Posrebrzana radość

Polska mentalność jest zadziwiająca na świecie. Nie potrafimy się cieszyć tylko narzekać. Wszystko przeszkadza nam od wieków, ale po kolei. W finale drużynowych mistrzostw świata przegraliśmy w Bydgoszcz, który oglądało około 8 tysięcy widzów /tyle i aż tyle ! / w ostatnim wyścigu przegraliśmy złoty medal na ostatnich 50 metrach. Janusza Kołodzieja prowadzącego stawkę rywali ograł wściekle atakujący Duńczyk Niels Kristian Iversen, inteligentny zawodnik, który nie spuszczał z oka toru jazdy Polaka i mądrym ruchem wyprzedził przeciwnika, zdobywając dla swojej drużyny złoty medal. Polacy mieli go już prawie w kieszeni; przed tym ostatnim startem trener Marek Cieślak przeżegnał się, ale niebiosa nie pomogły. Nie chcę gdybać i wymądrzać po fakcie, jednak pomyślałem sobie, że w finałowym wyścigu może lepszy byłby w miejsce Kołodzieja Jarosław Hampel. Wcześniej Piotr Protasiewicz poległ pod bandą ryzykancką szarżą, która mogła rozstrzygnąć kwestię złota. Angielski sędzia Jim Lawrence nie powtórzył wyścigu w czterech tylko wykluczył Polaka. Słusznie? Raczej tak. Arbiter dobrze prowadził turniej barażowy w Bydgoszczy a potem finałową “rozróbę” pomiędzy Polakami, Duńczykami, Australijczykami i Anglikami. Ci otatni wjechali do finału u siebie w King’s Lynn i jak się okazało w Polsce, to było wszystko na co ich stać, gdyż mają tylko jednego zawodnika na finały światowe Tai’a Woffindena. Reszta jest chimeryczna i jeździ tak, jak w polskich klubach, w szkocką kratkę. Zupełnie inne jest ściganie w lidze angielskiej a polskiej. Dla mnie wyspiarska zawsze pozostanie super.

Wracam do wielkiej, bydgoskiej bitwy, bo to był jeden z najlepszych turniejów tej rangi. Tor do walki, rywale godni siebie i mijanki zawodników, co jest ozdobą każdego turnieju. Wysoki poziom a Polacy huknęli od razu jak Dzwon Zygmunta i wygrali cztery pierwsze wyścigi. Powiało optymizmem i dużą nadzieją, w myśl hasła, że “dobry początek to połowa sukcesu”. Rywale natychmiast dostosowali się do toru i zaczęli Polakom wybijać z głowy złoto. Trzecia seria dowiodła, jak zresztą wieszczył w telewizyjnym studio Tomasz Gollob, że będzie ciężko, bo wpadaliśmy w gorsze tory jazdy. Czasem trzeba wierzyć celebrytom, acz nie wszystkim. Z niezłej przewagi zrobiło się mgliście, zwłaszcza, kiedy Duńczyk Nicki Pedersen wykorzystał szansę jokera. Hamleci dostali wiatr w plecy. Australijczycy “skakali” jak kangury a kąsał mistrz tatuażu Woffinden. Brrr, Kołodziej przyjechał ostatni w XIV wyścigu i było pod górę. Biało – czerwoni fani entuzjastycznie wierzyli w polską husarię. Kiedy 39 – letni Protasiewicz zaliczył wywrotkę można było tylko przeżegnać się a propos tego, co będzie dalej… W tym ostatnim wyścigu, który wydobył z wszystkich maksimum stresu Janusz Kołodziej był bliski złota, ale też zbliżał się niebezpiecznie rozpędzony Iversen. I tenże minął szaleńczo Polaka przed metą. KONIEC. Rozpacz. Wybaczcie tę powtórkę, która będzie się śniła zwycięsko Duńczykom, których dopingował sam Hans Nielsen, wyśniony mistrz świata sprzed kilku lat. Żużlowy emeryt Hans golfista trzyma się fantastycznie, wyluzowany i mający zwyczajny dystans do wydarzeń. Zawsze taki był.

Kołodziej męczony przez reportera komercyjnej TV nie wytrzymał nerwowo. Nie ma co wstydzić się łez; sport ma różne oblicza, radość miesza się z żalem, głębokim stresem i czekam, kiedy zawodnicy może będą przepytywali reporterów w sytuacjach życiowo niewygodnych dla nich. Zawodnik po walce chce być czasem absolutnie sam i warto szanować jego prywatność, bez obnażania przykrych stanów psychicznych. Mentor Kołodzieja znajdzie chyba receptę na jego pocieszenie, zresztą następnego dnia tarnowianin pokazał na swoim torze Unii na co go stać. Sport jest loterią bez granic. Porażki są wpisane w kariery sportowców jak zła pogoda. Trudno, takie życie.

Jeden z zawodników polskich powiedział, że srebra się nie zdobywa tylko przegrywa złoto. Coś w tym jest. Wyczytałem na jednym z portali ostrą krytykę polskiego żużla. Powiem wam coś wcale nie na ucho, że za dwa lata ten srebrny medal zdobyty w Bydgoszczy będzie wspominany jako sukces. Skład Cieślaka z Bydgoszczy był incydentalny i już się nie powtórzy. Czas więc na jazdy innych, niech dają czadu.

Marek Cieślak przepracował osiem lat z reprezentacją Polski i zdobył pieć złotych medali! Kto go pobije? Jest absolutną trenerską ikoną w polskim sporcie. “Król” Pezetmotu A.W. od dwóch lat namaszcza Rafała Dobruckiego/ Falubaz/ na następcę Cieślaka. Festiwal kandydatów będzie trwał, słyszę już o kosmicznych wręcz pomysłach. Kontrakt obecnego szkoleniowca kończy sie w październiku 2104 i Marek jak mi powiedział, nie będzie ubiegał się o to zaszczytne, prestiżowe stanowisko, acz chyba najsłabiej opłacane z wszystkich polskich dyscyplin sportowych. Polskiemu Fergussonowi czyli obywatelowi Mr. MC nie o to chodzi, on jest charyzmą, zawodnicy darzą go wielkim zaufaniem i Unia Tarnów lideruje w Ekstralidze No cóż, trener ma także prawo do odpoczynku i nabrania dystansu do niełatwego chleba, jako guru narodowego teamu. Nie chce być nadal na topie, pod silną presją złota i na pewno ułatwi zmiany na najwyższym szczeblu, choć gdyby miał inny charakter, to… dopiszcie sobie sami. Ekipa Falubazu Zielona Góra mierzy wysoko i ma jeszcze senatorskie lobby. Powodzenia. Nie zawsze asy czytają dobrze grę, bo co innego gładkie wypowiedzi medialne, co innego przekaz zawodnikom, jak uczy nas historia innych sportów.

Bydgoski finał będzie rozpamiętywany długo, taki jest urok dramatycznych wydarzeń w sporcie. Trzy drużyny w finale DK, PL, AUS z różnicami po jednym punkcie! Fantastycznie. Finał finałów i reperkusje, różne: gorzkie i słodkie, euforia i smutek.

Czy Polski speedway czekają chude lata? Na pewno został przeinwestowany już dawno temu. Światowy speedway brnie indywidualnie schematycznie w ślepy zaułek i staje się nudnawą zabawą dla kibiców, zaś dla zawodników męczącą serią turniejów i nie wyzwala mega ambicji. Źle to wygląda od dawna. Frekwencja spadła nawet w Polsce, nie ma szału, kibice wybierają grillowanie, niż pobyt na stadionie. Każdy sport zespołowy wziąłby w ciemno srebrny medal MŚ jako wydarzenie, pomijam futbol, bo to marzenie ściętej głowy. Około żużlowi celebryci dywagują i nie ma odważnych by wreszcie zrewolucjonizować “królestwo” a każdy medal zważyć z radością i szacunkiem godnym ciężkiej walki łokieć w łokieć, koło w koło. Znany aktor Marek Kondrat powiedział kiedyś, że Polska z mendowatej staje się cudowną. Tak? Pogadamy zresztą za rok po kolejnym finale na obcym torze. SREBRO bywa z czasem i ZŁOTEM.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s