Jaka jest cena żużla?

Uderzam się miarowo w piersi, gdyż ten felieton rozpocznę od futbolu, którego nie wszyscy fani żużla tolerują. O kochaniu nie wspomnę. Ale prawdziwy sympatyk sportu oprócz fascynacji jedną czy dwoma dyscyplinami nie omija przecież najważniejszych wydarzeń jakimi są igrzyska olimpijskie, mistrzostwa świata czy Europy. Kocha jedną dyscyplinę ale wciąga go mega wydarzenie, bo sport nie zamyka się w obrębie tylko jednej fascynacji a co piękne urzeka chyba wszystkich. Mundiale futbolowe są teatrem światowym, który ogniskuje emocje, wywołuje ekstazę, przynosi jednym szczęście a drugim go brutalnie odbiera. Słabe serca kibiców nie wytrzymują napięcia, więc pękają kruche aorty. Jakże fantastyczny musi być ładunek emocjonalny, który powoduje największe uniesienia ludzkiego organizmu! Futbol jest grą błędów, estradą, gdzie spiętrzenie nerwów kończy się euforią albo furią. Szepcze się, że dla niektórych nacji piłka nożna jest religią, która warta jest największego poświęcenia. Mamy dowody.

Kończy się piłkarskie święto w Brazylii; ten Mundial przejdzie  do historii jako turniej, który pogrążył faworytów, odkrył radosny futbol pozaeuropejski, zaoferował urodę goli. Zasłynął również od początku sędziowskimi pomyłkami, które wykoślawiły sens gry. Poseł Jan Tomaszewski, były znakomity bramkarz i uwodziciel oryginalnymi oraz radykalnymi wypowiedzimi oświadczył w kontekście Mundialu, że nasza piłka nożna jest 100 lat za murzynami. Coś w tym jest, bo tempo rozgrywania meczów, znakomite czytanie gry przez trenerów i zmiany korygujące taktykę zasługują na szczery szacunek. Europejski futbol jest nafaszerowany zawodnikami z Afryki i Południowej Ameryki. Kluby mają zakontraktowanych asów, którzy w czasie Mundialu odpływają do swoich narodowych reprezentacji. I tam dopiero zaczyna się koncert. Batutą jest piłka.

Brazylijski pisarz, dziennikarz Ruy Castro pisze, że: „Duzi chłopcy płaczą ale dopiero po meczu. Podczas meczu płaczą tylko płaczki, które moczą spodnie“. Ostro, bo Mundial  oprócz pudrowania niesie z sobą zawały serca i niebotyczną radość. Zenit emocji.

Kiedy ogląda się letnie czy zimowe igrzyska oraz piłkarskie mecze takie, jak na mistrzostwach świata nie sposób wyrzucić za siebie refleksje, które plączą się w głowie a dotyczą żużla właśnie. Zaczynam zatem prać myśli.

Speedway został od 1995 roku pozbawiony swojego skromnego Mundialu, jakim był jednodniowy finał indywidulany mistrzostw świata. Lobby biznesowe pod egidą FIM, czyli Międzynarodowej Federacji Motocyklowej wydzierżawiło pakiet na rozgrywanie MŚ pod nazwą Grand Prix. Słowa jak wytrych. Wszystko pod tym można ukryć. Była euforia i była zaraz wielka nuda, gdyż ponad czterogodzinne jazdy nie uwodziły kibiców. Zwodziły raczej. Łamał się pomysł, polska strona jak husaria pod Wiedniem przed wiekami broniła angielskich funtów. Urodziła się przy okazji gollobomania, która ratowała stadiony frekwencją wypełnionych trybun. Media piały z zachwytu, nie dostrzegając rozbicia tego, co było sednem. Rozmyto mistrzostwa świata do zenitu i raz po raz jakiś zbłąkany reporter donosił, że będzie jeszcze więcej turiniejów, bo 10 – 11 to za mało. Nie pozyskano od 1995 roku ani jednej dziewiczej federacji motorowej, nie wypromowano żużla poza wprowadzeniem go w w dawne rejony, takie jak Antypody, które lansują speedway, lecz przez swoich wysłanników do Europy. W międzyczasie obniżył się drastycznie poziom żużla w Anglii, w Skandynawii wegetuje, pracują respiratory żużlowych fanatyków w Niemczech i Czechach. Samotne białe żagle na torach są potwierdzeniem, że o pakietach drużyn nie ma mowy. Mamy turnieje Grand Prix rozgrywane od marca do października, raz lepsze raz gorsze. Ligi europejskie naszprycowane są polskimi zawodnikami, tyrają Rosjanie, single z innych krajów miotają się od Anglii poprzez Szwecję do Polski, która jest największym pracodawcą elit oraz im pochodnych młodych albo emerytalnych zawodników.

Jaka jest wartość, cena sportowa żużla, jego promocyjny brand? Marka jest niestety niszowa. Nie patrzmy na polskie stadiony, które są wyjątkiem, ale z roku na rok wyludniają się powoli bez samokrytycyzmu włodarzy klubowej egzystencji.

Sport jest promowany przez gwiazdy, ich jazdy, grę, charyzmę. Czy dziś mamy takich idoli jakimi byli Szwed Tony Rickardsson czy Tomasz Gollob? Nie sięgam daleko w historię. Rozwalenie mistrzostw świata mści się okrutnie i nie ma już święta, wydarzenia, które spinało sezon jak agrafka rozdartą koszulę. Potargano wszystko przy fanfarach telewizyjnych przekazów. Festyny trwają, ludzie jeszcze się bawią ale czy są szczęśliwi?

Obserwuję rutynę, brak świeżości, jesteśmy na etapie walki światowych rozgrywek z europejskimi. I jedne i drugie są ważne, lecz zawsze najważniejszymi będą MUNDIALE oraz IGRZYSKA. Ranga w sporcie jest clou wszystkiego i nie da się wmówić, że czarne jest białe!

Decydenci obecnego świata żużlowego żyją bez wyobraźni, zadowoleni z obsługi imprez, absurdalnych obrad jury, które nic nie wnoszą a trwają i kosztują. Tak jak nota bene polscy komisarze na polskim ligowym rynku. Bzdura do kwadratu. Rozmycie władzy, rozdrobnienie regulaminów i brnięcie w biurokratyczny zaułek może tylko służyć nieudacznikom, którzy w mętnej wodzie rozkoszują się apanażami i VIP – owskim czasem. No cóż, bolesna rzeczywistość i amnezja historyczna, brak wyobraźni i jasnej perspektywy, która z jednej strony podnosiłaby speedway tam, gdzie padał i pieściła, gdzie jest prawie raj. A jest gdzieś?

Cena poszatkowanych mistrzostw świata ekscytuje tych, którzy na tym zarabiają, jednak coraz bardziej obserwatorzy nie widzą w tym tego, co powinno być harmonijnym rozwojem. I wydarzeniową sceną, gdzie gra bywa mega popisem.

Zapamiętamy brazylijski Mundial anno 2014, jako widowisko uporządkowanego i zarazem „dzikiego“ futbolu z domieszką fantazji, szałem radości zwycięzców i gorzkimi łzami przegranych, kolorowymi, rozbawionymi fanami z całego świata, którzy z daleka i bliska przyjechali żeby dopingować i cieszyć się wydarzeniem, które ogląda cały świat.

A co speedway świętuje? Zjada tort po kawałku, co dwa tygodnie i chwali się, że może będzie jeszcze więcej turniejów Grand Prix. A za przeproszeniem kur… po co?!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s