Uroda wyścigów z bagażem tragedii

on

 Speedway ma specyficzną grupę kibiców, ba! fanatyków. Uwielbiają oni wszystko, co kręci się wokół żużla. Pamiętam, kiedy pierwszy raz byłem na Wembley w Londynie przed finałem światowym  indywidualnym i zobaczyłem tłum fanów ozdobiony na wszelkie sposoby akcentami żużlowymi; stragany z gadżetami, hałas trąbek, piszczałek przyprawiał taki “kocioł” o zawrót głowy. W Polsce było tego wszystkiego znacznie mniej i nie tak kolorowo, lecz pamiątki były kolekcjonowane od zawsze. Kibice mają dokładnie wypełnione programy, nie brakuje najlepszych czasów i skrupulatnie zapisanych wyścigów. Wymieniają się tymi folderami, także znaczkami, proporczyki jakby wyszły z mody ale są czapki, miniaturki zawodników na motorach etc.etc. W Skandynawii, Niemczech podobnie. Gdzie nie jest się na żużlu towarzyszy nam otoczka kolorowego świata gadżetów. Nie jest obciachem mieć dobrą kurtkę klubową, by o koszulce nie wspomnieć. A krawat klubowy? Może być. Szalik obowiązkowo! Przed tylu laty na stadionach angielskich, w Szkocji widziałem pamiątki ze świata żużlowego w wydaniu extra kolekcjonerskim. Z czasem dotarł ten jarmark różności i do nas. Podstawowym atrybutem kibica jest program zawodów, toteż fani z innych dyscyplin dziwią się temu skąd taka “biurokracja”. Kochamy speedway na różne sposoby, nawet wtedy, gdy zasiadamy tylko przed ekranami TV. Takie wygodnictwo panoszy się, jednak prawdziwy kibic musi być na stadionie obojętnie od jakości pogody.

Byłem onegdaj w Tarnowie na meczu, w którym gospodarze pokonali Unię z Leszna. Sektor wiernych fanów “Jaskółek” imponował wypracowanym dopingiem i było fajnie. Widziałem na jednym ze straganów nawet ciasteczka w kolorach klubowych. Może być, ale… niebieskiej kiełbasy na szczęście nie widziałem. Ściganie na tarnowskim torze jest zwykle zażarte; w jednym z wyścigów poturbowany został Słowak Martin Vaculik, który w powtórce pewnie wygrał. Twardy chłopak, szkoda, że nie startuje w Grand Prix. Kiedy obserwuję skandynawskie tory czy angielskie przygotowane do jazd z mijankami, to przypominają mi się czasami targi na temat polskich nawierzchni i dyskusje na temat preparowania przez gospodarzy pod swoich zawodników. Jak żyję ciągle to samo. Polski zawodnik krytykuje tor u siebie a potem za dwa dni jedzie Szwecji i tam bez żadnych ceregieli startuje. Mamy jakże różne spojrzenia, dwie dusze i jak się okazuje po co takie cudowanie. Przewrotna mentalność niszczy czasami polską tożsamość.

Kiedy byłem w Tarnowie dobiegła mnie tragiczna wiadomość o śmierci Grzegorza Knappa w Belgii. Widziałem go na początku tego roku w Sanoku, podczas wyścigów na lodzie. Skromny zawodnik, po trzydziestce, ciężko tyrał by kontynuować swoją przygodę na lodzie. W Belgii pojechał na klasycznym torze, bo przecież tak zaczynała się kiedyś jego kariera. Pierwszy start i tragiczne uderzenie w bandę, która śmiertelnie pogruchotała Grzegorza Knappa doszczętnie. Nie było ratunku, zmarł na stadionie.

Zadzwonił do mnie również zasmucony burmistrz Sanoka dr Wojciech Blecharczyk, który współorganizuje z Pawłem Ruszkiewiczem zawody Ice Racing a Grzegorz Knapp był najlepszym polskim ścigantem na lodowych torach.

I z jednej strony mamy piękno wyścigów, koloryt zawodów, zaś z drugiej strony ciągle istniejące zagrożenie życia. Speedway bywa okrutny w swojej urodzie, każdy zawodnik nosi w plecaku kontuzje, plącze się tam i najgorsze, co może być ale na szczęście nie paraliżuje, choć dotyka żałobnie raz po raz.

Zawodnicy w lidze holenderskiej startują rzadko, ich wyszkolenie nie jest najlepsze. A bandy jak parkiety nie mają litości. Światowa elita ściga się na krawędzi, brutale nie zostawiają miejsca pod bandą dmuchaną, natomiast prawdziwi zawodnicy dają zawsze rywalowi szanse. Bywają jednak i przypadki losowe, które trudno logicznie zrozumieć.

Mamy środek sezonu, wszystko jeszcze przed nami i walka na różnych frontach rywalizacji będzie ostra. Gra idzie przecież o tytuły i medale. O ile początek sezonu jest testem na przygotowanie fizyczne zawodników, to potem końcówka przynosi niektórym zmęczenie. Kontuzje na żużlu mają charakter dokuczliwy i wypaczają wyniki. Piszę o tych sprawach poruszony mocno tragiczną śmiercią Grzegorza Knappa i kołacze mi się uporczywie myśl dlaczego tam startował. Przypomniał mi się dramat sprzed lat, też ponad trzydziestolatka Czecha Zdenka Kudrny, który w Holandii zginął na trawiastym torze. Kudrna był zawodnikiem, który kochał szybkie jazdy w różnych konkurencjach motorowych, imponował karkołomnymi popisami. Niestety człowiek jest zniszczalny i tory nie tylko żużlowe, również samochodowe mają swoje ofiary.

Śmierć nie wybiera, wypadki przerażają ale i nie tamują następnych startów i bohaterowie torów ścigają się w atmosferze uwielbienia przez fanów.

Znamy przypadki, że zginął zawodnik a brat czy syn kontynuowali karierę. Żelazne charaktery, niezłomne i uparte. Tak. Speedway jest wyjątkowy w kolekcjonowaniu uczuć  bardzo namiętnych.

Polskie wydanie żużla ciągle wprawia zagranicznych obserwatorów w podziw, kiedy widzą tylu kibiców na trybunach. Spieszę jednak z donosem, że frekwencja mimo, że jest najlepsza na świecie, notuje spadki. Bezpośrednie transmisje telewizyjne lokują wygodnych kibiców w domowych fotelach z “bonusem” piwa. Na stadiony idą tylko wierni żużlowi obojętnie jaka jest aura. Na nich zawsze mogą liczyć zawodnicy i klubowi bossowie. Właśnie tacy fani robią cudowną atmosferę pikniku, fantastycznie dopingują, bo kochają ten sport nad życie, obojętnie od jego plusów i minusów.

No cóż… szkoda jednak wielka, że nie wszystkim żużlowcom życie jest darowane do końca kariery.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s