Para za parą = One Sport

on

 

My tu o żużlu a w mediach huczy od kampanii wyborczych do europejskiego parlamentu. Jeszcze w ten szum wbijają się echa niedawnego konkursu piosenki Eurowizji, który wygrała brodata Austriaczka Conchita Wurst. Pośrodku ciągle plącze się wyborcza kiełbasa/ wurst/ i zdegustowane opinie o zwycięzczyni, która z męskim głosem i mocnym zarostem dopięła glorii. Kontrowersje trzymają się tranwestytów.

Profesor Tadeusz Gadacz z Krakowa, w super interesującym wywiadzie na łamach  „Gazety Wyborczej“ zapytany jak się czuje w Polsce, odpowiada: „Mam własną definicję Polski. Polska jest krajem , w którym albo Smoleńsk, albo leje“. Potakuję.

Polska chyba nie jest łatwa dla nikogo i po tej introdukcji mogę już „wjechać“ w zakręcony świat żużla. Dzieje się w nim bardzo dużo, wszak rozkręca się machina światowa, europejska, polska. I czasami leje deszcz!

Drugi turniej Best Pairs Cup rozgrano na torze Ellermuehle na obrzeżach bawarskiego Landshut. Tamtejsi powiadają, że nie są Niemcami, tylko Bawarczykami. Niech im będzie, zakątek w każdym razie uroczy do odwiedzania o każdej porze roku. Tym razem na tor wyjechało siedem par, wiatr i deszcz straszyli diabelnie, w końcu impreza odbyła się finalnie a kto zdobędzie koronę SBPC rozstrzygnie się w szwedzkiej Eskilstunie 23 maja na stadionie Ikaros Smederny. W Toruniu oraz Landshut wygrali Australijczycy, którzy w Bawarii już na początku stracili Jasona Doyla, który w czwartym wyścigu został paskudnie podcięty przez rozpędzonego Łotysza Maksimsa Bogdanowsa. Wypadek wyglądał makabrycznie, motocykl wyleciał w górę, zawodnik turlał się po torze i ostatecznie mocno poturbowany odwieziony został do kliniki. Wypadki na żużlu wpisane są w rejstr, jednak bywają zdarzenia nie wynikające z przypadku, sporo powodowanych jest głupią brawurą, która kosztuje poszkodowanych ciężkimi urazami, często do samego końca życia. Jak tego uniknąć? Władze żużla muszą z tym problemem coś zrobić, gdyż w ostatnim czasie w najlepszym gronie zawodników dochodzi zbyt często do przykrych kolizji, które wykluczają startujących na długie tygodnie z walki, kastrują emocje kibiców a sprawcy bezkarnie dalej szaleją. Inspiracja /bezmyślność/ jazd na krawędzi musi mieć swoje karencje, powinna być ujęta w kleszcze zdrowego rozsądku. Sankcjami należy temperować rozbuchanych zawodników nie szanujących zdrowia rywali. W Landshut ucierpiał także niebezpiecznie/ kolano/ Krzysztof Kasprzak, który w serialu Grand Prix jest w ścisłej elicie. Bywają na żużlu wypadki niewinnie wyglądające i makabrycznie, nie zawsze jedne i drugie pozostawiają po sobie konsekwencje z długim czasem cierpienia. W Landshut było dobre ściganie, acz zepsute przez fatalny wypadek spowodowany przez rozpędzonego Łotysza, który nie zapanował nad motocyklem. Tak być nie może panowie sędziowie, jurorzy i wszyscy kanapkowi prominenci spod szyldu FIM. Właśnie światowe władze wypuściły spod kontroli speedway już dawno temu a miotanie się od czasu do czasu między tłumikami, imprezami, zakazami psuje wizerunek organizacji, która istnieje od 1904 roku. Nad dzierżawami też trzeba umieć panować.

Zrzut ekranu 2014-05-20 o 11.34.50

Wyścigi par są bardzo widowiskowe; w historii miały swoje dobre i złe czasy, przerwy. Był taki okres, że ścigały się na szerokich torach po trzy duety, co na szczęście było pomysłem krótkotrwałym. Po tych dziwactwach zostały w Polsce kosztowne tory jak „lotniska“. Te buble/ złe dla szkolenia,/ potem sukcesywnie modernizowano. Ile kosztował pomysł holenderskiego działacza, który uwielbiał polską „czystą“. A kto mu wówczas stawiał? Byli i są tacy, teraz biją brawo innym. Mentalność na każdą epokę.

Historycznie rzecz ujmując Szwedzi byli pierwszymi promotorami mistrzostw świata par, oficjalne zawody rozegrano w Malmoe w 1960 roku. Wybitnym działaczem szwedzkim, kreatywnym jak na owe czasy, był Carl Gustaw Ringblom, popularnie zwany “Pompe“. Był częstym gościem w Polsce, miał autorytet, przyjeżdżał do nas także zza Bałtyku /mieszkał w bogatej dzielnicy Sztokholmu/ starym, wielkim Fordem i wszyscy zastanawiali się dlaczego nie zmienia auta. „Pompe“ był oryginałem, kochał speedway jak mało kto, był myślącym działaczem międzynarodowego formatu, dużo mówił o szkoleniu młodzieży i budowie torów dla talentów. Działaczy takiego formatu już niestety nie ma.

Po okresie upadłości ścigania się par o mistrzostwo świata, toruńska firma One Sport zainicjowała rozgrywki pn. Speedway Best Pairs Cup. Brakuje mi w tym towarzystwie Amerykanów, którzy swoją kowbojską fantazją napędzali ongiś widzów na stadiony, jeździli jak aktorzy/ Bruce Penhall, Bobby Schwartz/ i zdobywali medale. Brakuje Nowozelandczyków, ale zarówno oni, jak i Jankesi mają kadrowy regres, ograniczający starty na dobrym poziomie nawet parami.

Nowa punktacja One Sport /niestety wybrzydzana/ w ściganiu się par jest bardziej atrakcyjna, bo eliminuje remisy. Australijczycy prowadzą, za nimi Duńczycy a Polacy na trzecim miejscu. Zwycięzcy kasują w sumie do podziału 20 tysięcy euro. Jak będzie w Eskilstunie? Jeśli nie wystartuje Australijczyk Darcy Ward, to jeszcze wszystko jest możliwe. A kto z naszych orłów? Marek Cieślak coś wymyśli, choćby na przekór utartym standartom i jeszcze wszystko może się zdarzyć. W Landshut gospodarze z Martinem Smolińskim na czele nie poszaleli, choć zapowiadali glorię. Martin pilnował krawężnika pod dyktando eksmistrza świata Egona Muelllera. Niemcy pokazali nastoletniego, nowego mistrza kraju juniorów Michaela Haertla, który jest talentem tak „krystalicznym“, jak miejscowa rzeka Izara. No, no… Smoliński robi niezłą robotę wokół żużla i może niemieckie vel bawarskie towarzystwo znów będzie na fali. Ja, ja, i to fest!

Nie milkną nadal reperkusje bydgoskiej, słabiutkiej frekwencji podczas kwietniowej GPE. Około 4 000 widzów jest sygnałem ostrzegawczym przed butą polskich klubów. Doświadczony działacz bydgoski Leszek Tillinger, który tradycyjnie organizował turniej nad Brdą oświadczył, że ceny biletów ustalili Anglicy z BSI. Przerażające. Leszku! Do czego doszło, co na to Polonia tak znany kiedyś mundurowy klub?! Moi, drodzy rodacy nie wypuszczajcie niby demokratycznie z rąk swoich „zabawek“, bo dojdzie do tego, że będziecie stać na bramach.

Przypomnę zatem z Cypriana Kamila Norwida taką myśl : „Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł“. Ostre, prawdziwe, norwidowskie do bólu. Ach!

No to na dziś byłoby tyle; do zobaczenia wkrótce nad Wełtawą, w stolicy Czech, gdzie maj bajecznie zazielenił kolorową Pragę, na kolejnej, wieczornej imprezie GP u Petra. Oj, będzie się działo, ahoj!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s