Niebo i piekło sportowych dusz

STOCH

Poleciał Kamil Stoch skoczek z zakopiańskiego Zębu na Gubałówce po olimpijskie złota w Soczi. Zdeklasował na zimowych igrzyskach w Soczi rywali i nie tylko sportowa Polska została uszczęśliwiona. Pokazano przy okazji jak 12 – letni Kamil wypowiadał swoje marzenie zostania kiedyś mistrzem olimpijskim. Dziś 26 – letni Kamil mówi, że pamięta te słowa i trochę się zawstydza.

Od dziecka miał błysk w oku i jako małolat lądował blisko 130 metrów/!/ na Wielkiej Krokwi. Zuch! W sesji treningowej przed konkursem na dużej skoczni w Soczi po skoku jedna z nart ucieka, Stoch upada i kulejąc z ręką na temblaku opuszcza arenę. Stłuczony łokieć doskwiera mocno. Zawodnik jak na górala przystało nie poddaje się i walczy z zębem o kolekcję medalową. Skoczyło złoto do złota.

justyna_kowalczyk_mercedes_1_104

Niezłomna Justyna Kowalczyk ulega przed igrzyskami kontuzji stopy, pęka jedna z kości. Ciężko harowała do igrzysk, one dla każdego sportowca są najważniejszym wyzwaniem w karierze. Ciężki jest śnieg w Soczi, słońce wypala resztki, “Śniegowa gąbka” nie ułatwia biegów i jazd, mamy wywrotki jak na żużlu. Pretendenci upadają, gubią szanse w aurze sportowego nieba i piekła.

Góralka Kowalczyk jest zacięta jak Stoch. Walczy do upadłego, na ekranach TV pokazują lekarze stopę zawodniczki, gdzie widać wyraźnie, że wysiłek biegaczki musi być nadludzki. “Albo wygram albo zdechnę” powie na mecie zwycięskiego biegu na 10 km, wprost kosmicznego i złotego. Deklasuje rywalki, spadają łzy szczęścia i bólu.

Rozterki sportowców. Co robić? Wycofać się czy startować? Pani Justyna biegnie, pokonuje dystans z bólem, walczy z sobą i znów zostaje mistrzynią olimpijską. Niesamowite! Ale prawdziwe! 50 lat temu na olimpiadzie w Tokio bokser Marian Kasprzyk ze złamanym palcem zdobywa złoto. Obojczyki, palce, żebra, stopy, kolana, pogruchotane na arenach wyzwalają w prawdziwych sportowcach jeszcze większą złość, adrenalinę i moc bycia najlepszym. Zdrowie zostaje na boku, liczy się tona ambicji.

Wywrotki kolarzy, żużlowców, motocyklistów innych sportowców przynoszą skomplikowane kontuzje. Ekstremalny pech wkrada się wszędzie, pustoszy, niszczy pracę wielu lat przygotowań do finału, do prestiżowej imprezy roku w karierze. Na wynik czekają miliony fanów. W ubiegłym sezonie Duńczyk Nicki Pedersen, wielokrotny mistrz świata jeździł z kontuzją ręki, po prostu ze złamaną i moczył ją w wiadrze z zimną wodą po każdym starcie. Jeździł i walczył z sobą, z losem.

Co zatem robić? Odpuścić czy walczyć w serialu o mistrzostwo świata. Co ważniejsze zdrowie czy kariera, wynik na który czeka naród. Czasami medale wiszą bardzo wysoko a w ich cenę wmontowane jest cierpienie łagodzone ostatecznie przez medalowy wynik. Nie zawsze jednak tak jest! Kibice jakby nie doceniają gladiatorów, szantażują niemal swoich idoli.

Czy tak być musi?

Żużlowcy łamią obojczyki jak zapałki, leczą je błyskawicznie, lekarze specjaliści “spawają” i zawodnicy startują jakby nic się nie stało. Młode organizmy wytrzymują i nie  nie pękają. Dolegliwości przychodzą dopiero potem, kiedy emerytura sportowa przypomina fakty sprzed lat. Tomasz Gollob po dramatycznym wypadku na wrocławskim torze w 1999 roku pojechał wprost z kliniki, niemal na noszach, do duńskiego Vojens by bronić medalu. Przywiózł srebro z bólem, radość i niedosyt, bo mogło być złoto ale też w makabrycznym wypadku, kiedy wyleciał poza bandę finał mógł być tragiczny. Upadek zamienił się w w szczęście, które powiozło Golloba ponad 1000 kilometrów na trudny stadion, gdzie rywale nie mieli dla niego litości a matka natura okazała się jednak łaskawa.

Niebo i piekło, czyśca nie ma.

Zawodnicy startują w specjalnych butach ortopedycznych, z gipsem, opancerzeni, poskładani przez lekarzy aby nie odpuszczać najważniejszych imprez. Pół biedy jeśli to dotyczy największych wydarzeń, fatalnie jeśli szafują zdrowiem przy byle ligowej młócce. Mają jedno zdrowie i mają swoich szarlatanów, którzy nie tylko masują, nakłuwają, szprycują, faszerują ale i namawiają z hasłem na ustach ”MUSISZ”. A nikt tak doprawdy niczego nie musi.

Szanuję charaktery sportowych idoli, celebrytów, ikon, wszak to ich suwerenna wola, że stawiają na szali wynik albo zdrowie. Lat wyrzeczeń nie wróci nikt a pech zakrada się zawsze i potrafi zniszczyć ciężki trud, pokiereszować człowieka i doprowadzić do oceanu łez. Albo zwyciężyć albo… no właśnie…

Na sportowe Oscary, ba, Noble zasługują sportowcy, którzy po wywrotkach wraacają  znow na areny by walczyć. Thomas Morgenstern austriacki skoczek upadł fatalnie przed igrzyskami i nie dawano mu żadnych szans na olimpijski start. Zawziął się jak człowiek z żelaza, poleciał do Soczi i pokazał światu, że warto wygrać pojedynek z pechem. Tego czego dokonał polski kierowca, niesamowitego hartu ducha Robert Kubica podziwia cały świat. Udało się, choć nie zawsze tak jest. I banalne z pozoru wypadki “żużlowego artysty” z Australii Leigha Adamsa czy mistrza świata nie do pokonania na torach F – 1 Niemca Michaela Schumachera, kiedy wywrócili się już po zakończeniu kariery, są przykładami na wredny los i okrutnie nieszczęśliwe przypadki, kiedy niebo zamienia się  w piekło dla nich i fanów. Australijskie bezdroża i alpejskie skały okazały się w tym przypadku nie do przeskoczenia.Nie można, jak uczy historia, uniknąć pecha, który jak ten rak podstępnie wkrada się tu i tam, niweczy dorobek albo nawet życie. Jak więc ocalić zdrowie, które okaleczone podpowiada zawodnikom, że jeszcze nie wszystko stracone, że można powalczyć. I charakter sam w w sobie mówi, żeby nie stracić szansy, wystartować i zwyciężyć.  Trudne dylematy bohaterów aren oraz sztabów szkoleniowych i medycznych. Sport jest obwarowany ponadto komercyjnymi umowami reklamowymi, jest zakładnikiem sponsorskich układów z których ciężko czasami się wyplątać.

Czy warto jednak skubać swoje zdrowie w imię szlachetnej rywalizacji? Pytanie raczej retoryczne wobec takich charakterów jak Kowalczykówna, Stoch, Kubica czy plejada żużlowego towarzystwa.

Advertisements

One Comment Add yours

  1. speedway rider pisze:

    Panie Adamie, u nas nie ma pytania czy warto, u nas się musi.
    Ale mimo fatalnych konsekwencji cieszy to, że było się uczestnikiem własnych marzeń. Pewnie to taki błąd mózgu ale to właśnie 0,01 % z tych o takim „odchyleniu” dają Polakom radość jak Tomek Gollob, Adam Małysz czy Justyna Kowalczyk….
    Pewnie powinienem powiedzieć, że żałuje ale nie żałuje, a obecność na stadionie żużlowym (najlepiej na GP z uczestnictwem Tomka) daje sto razy więcej niż najlepszy psycholog
    pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s