Kij, marchewka i lubelski hit

Speedway_start_1

Pokutuje taka opinia od dłuższego już czasu, że polska liga, ta extra jest najlepsza na świecie. Ze speedway’em na świecie przesadzają okrutnie, raczej ten sport domyka się w obrębie Europy i incydentalnie rejestrujemy go poza Starym Kontynentem, na Antypodach, śladowo w USA, w Kalifornii. Każdy zawodnik, który chce w żużlu czegoś dokonać startuje w Europie. Speedway, który z Antypodów przywędrował  do Anglii kilkadziesiąt lat temu od dłuższego czasu na Wyspach Brytyjskich przeżywa regres z którego może go podnieść utalentowany Tai Woffinden. Zawsze wcześniej czy poźniej w sporcie pojawia się jakiś orzeł, który dopinguje swoim talentem oraz umiejętnościami i winduje dyscyplinę sportu w górę. Nie zrobił tego Scott Nicholls ani Chris Harris.  “Przeleciał” przez tory Mark Loram, który został mistrzem świata. Teraz mamy Woffindena. Czy liga angielska jest lepsza od polskiej? Jest na pewno inna, nie tak tłumnie odwiedzana, chociaż frekwencja u nas systematycznie z roku na rok się obniża. Wyspiarze mają inne tory, trudniejsze do jazdy, promotorzy nie rozpieszczają zawodników, którzy na polskim gruncie mają wikt i opierunek niespotykany gdzie indziej. Gdyby odcedzić polskie ligi z zagranicznych żużlowców ten sport zdziadziałby od razu. Polscy prezesi narzekają i płacą bez ograniczeń. Mają gest i rozpuszczają, choć nie wszystkich z taką samą estymą. Mają swoje widzimisie a polskie kluby nazywane są bankomatami, które nigdy nie zamykają swoich sejfów przed gwiazdami. Nie raz już prezesi zżymali się na pustostany zimą, nie płacili , lecz wobec groźby utraty licencji regulowali zaległości, które zwykle mają wobec polskich zawodników, zaś przed zagranicznymi czapkują w podskokach. Dziwna sytuacja, polska transformacja gospodarcza uruchomiła na początku lat 90 – tych ogromne zasoby pieniężne. Ale to już było i trochę jest. W takim tyglu działalność ligowa musi być mocno skoordynowana, Logistycznie wyrachowana z żelaznymi regułami gry by towarzystwo nie fikało. A fika od początku. A kto w Polsce tak nie robi, pytanie rzeka.

Ostatnie wydarzenia i walkower w finale Ekstraligi w Zielonej Górze, odmowa startu przez kaprysy torunian miały już prapremierę w Lesznie, kiedy goście z Rzeszowa odmówili startu. Wówczas ukarani zostali dotkliwie i kontrowersyjnie uniści. Marma z Rzeszowa poniosła mniejsze straty, w końcu spadła z najwyższej półki.

Polską ligą zawiaduje spółka dobrze opłacana, nad nią czuwa bogaty Polski Związek Motorowy, który w swoim łonie ma jeszcze statutowo biedną Główną Komisję Sportu Żużlowego. Trzy ciała a jakby jedno z gniazdem  w stolicy pod szyldem PZM. Władzę trzyma krzepko Pezetmot z Andrzejem Witkowskim, żelaznym prezesem od wielu lat. Reszta jest obok niego tylko tłem. Niby trzy struktury a jedna faktycznie władza, bo szefem Rady Nadzorczej w ekstrakligowej spółce/ zarządzanej przez torunianina/ jest prezes PZM. Koniec, kropka, mysz się nie preślizgnie pod tak czujnym okiem. W tym doborowym towarzystwie zasiada również Władysław Komarnicki były prezes gorzowskiej stajni żużlowej. Czyją stronę teraz trzyma demokratycznie gorzowski przedsiębiorca? Krążą domysły…

Klubowi władcy ostro/ słusznie/ negują spółkę ligową z toruńskim prezesem. Chodzi o kasę. PZM  lubi też kasę. I prezes Witkowski także oraz inni jego podwładni, to wszystko ma bardzo ładnie wyglądające oblicze, powiedziałbym procedury, modne ostatnio słowo w polskiej przestrzeni, obok jeszcze takiego “kolokwialnie” mówiąc. Proste słowa są owijane… kolokwialnie. No i mamy jeszcze nieruchawe zawodnicze związki pn. Metanol z Krzysztofem Cegielskim. Towarzystwo nieliczne ale śliczne.

Co do skandalu w Zielonej Górze, ekstraligowa spółka wszczęła po incydencje… procedury, czyli dała sobie czas na rozstrzygnięcie sprawy. Kto szybko daje, dwa razy daje mowi przysłowie. A co w takim przypadku było deliberować, gdy skandal jest ogromny jak księżyc w pełni. Czas jest potrzebny… czasami. Dzwoni do mnie pewien gość po tej drace z Unibaxem i powiada, że on wie, kto za tym stoi… otóż znany ojciec w sutannie z Torunia. A to heca… ludzie dorabiają od razu wygodną ideologię. Nie żartujmy. Menago toruńskiego klubu  Sławomir Kryjom tłumaczył incydent, bo torunianie zwołali konferencję medialną. Społeczność żużlowa oczekiwała szybkiej reakcji, no ale skoro wdraża się procedury, trzeba poczekać cierpliwie.

W Polsce są winy ale niestety nie ma kar i dlatego mamy takie syuacje, recydywy i zastanawiam się co jeszcze muszą zrobić np. futbolowi kibole żeby wreszcie ponieść dotkliwe kary. Cackanie się ze z jednym czy drugim” Staruchem” daje upust do następnych ekscesów.

Mamy skandal nad skandale i walkower /!/ w finale Ekstraligi. Zostają głębokie refleksje na zimę, rozbieranie tematu na drobne części. Polski żużel dryfuje niebezpiecznie, choć sportowo jest medalowy, taki paradoks.

Zwykle nic tak nie boli jak finansowe grzywny. Zawodnik może otrzymać żółtą albo czerwoną kartkę i co dalej? Co zrobić, jeśli zawodnik pojedzie celowo na faul i “zdemoluje” rywala? Czerwoną kartką nie uzdrowi się poszkodowanego, dlatego sugeruję żeby nie mieć litości dla wywożących w  “płot” zawodników, którzy kaleczą nie tylko siebie, lecz przede wszystkim niszczą zdrowie przeciwnika i jego karierę. Kary w takich przypadkach powinny być surowe by ustrzec przed celowymi najazdami na rywala. Życie jest tylko jedno! Postuluję jeszcze aby stosować punkty karne za faule, tak jak jest w  “drogówce”. W tym sezonie mamy sporo przykrych kontuzji, więc szkoda zdrowia zawodników, cierpią również na tym widzowie, bo mają ograniczone emocje z powodu absencji gwiazd.

XXX

To tyle w tym felietonie i aby nie było ponuro, tak toruńsko cierpko, jakże przyjemną imprezę szykują w Lublinie Krzysztof Cugowski z Markiem Kępą. Będzie mecz Polska /mistrzowie świata/ kontra mistrzowie świata i przyjedzie m. inn wielki, duński as Hans Nielsen, który poprowadzi zespół gwiazd. A z drugiej strony wyjadą wybrańcy, polscy mistrzowie świata pod kierunkiem Marka Cieślaka. Hit, parada, sportowy koncert. Tego Lublin jeszcze nie widział i żywię nadzieję, że taka “Budka Żużlowa” raz do roku na lubelskim torze pobudzi tamtejszy speedway do sukcesów jak bywało dawniej. Lublin jest pięknym miastem, ma tradycje żużlowe i animatorzy turnieju 12 października chcą wskrzesić to, co było kiedyś porywająco dobre. Super! Dochód z widowiska będzie wzmocnieniem dla tych wszystkich, którzy ucierpieli na żużlu. Piękna idea do kontynuacji. Do Lublina wybiera się ciekawe grono gości, które wzmocni szlachetny cel, jakiego podjęli się znany artysta i były, prężny żużlowiec. Organizatorzy… suflerów nie potrzebują, wiedzą jak zagrać, żeby było przyjemnie i cel spełniony. Lubelski arcymecz może być finałem finałów tego sezonu i zostać w pamięci, tak jak każdy przebój “Budki Suflera”. Będzie tango! Speedway to nie tylko draka ale i zabawa.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s