Nie lubimy siebie…

on

az234

Żyjemy w czasach okrutnie pogmatwanych i mało ustabilizowanych. Przyglądając się temu, co dzieje się na świecie dochodzimy do wniosku, że wszystko wisi na włosku. Ogromne różnice w poziomie życia wywołują społeczną destabilizację,; z jednej strony ludzie targani są przez nędzę, bezrobocie; z drugiej strony mamy takich, choćby w sporcie, którzy zarabiają milion euro tygodniowo. Szalone dysproporcje powodują animozje i nie brakuje przemocy. Świat nie jest spokojny.

A Polska?

Nagle w mgnieniu oka wysłane maile spowodowały olbrzymi zamęt w instytucjach, szpitalach i doszło do masowych ewakuacji ludzi zagrożonych wybuchami. Straszny kłopot i koszty jeszcze większe. Mamy do czynienia z wybrykiem, który wywołany został kliknięciami komputerów. Strach wyziera raz po raz i tragiczne zdarzenia budzą głębokie refleksje.

Świat jest podzielony, ludzie przestają siebie lubieć.

A Polska jaka jest? Czy my lubimy się?

Krytyczne głosy na łamach, głoszone przez tęgie głowy w radiu i telewizji,  oracje przepojone nienawiścią człowieka do człowieka budzą już nie zdziwienie, lecz odrazę. Eskalacja wypowiedzi nasączonych jadem nienawiści nakręcana jest systematycznie i mocno.

Jak reagujemy zatem w takim szambie słów na krytykę? Na głosy dyskusyjne, na postulaty słuszne mniej czy więcej?! Różnie! Jedni zwyczajnie olewają krytykę i robią swoje dalej wypowiadając opinie niezbyt przychylne pod adresem konstruktorów odmiennych zdań.

Jak jest w polskim żużlu?

Znałem działacza, który zawsze stwierdzał ze złością i przekorą, że nie czyta gazet ani nie słucha tego, co w mediach elektronicznych wypowiadają dziennikarze. Lekceważył do cna wszystkie opinie. Oświadczał, że nie przejmuje się tymi zdaniami. Nie czytał, nie słuchał i nie oglądał a doskonale wiedział o co chodzi. Kłamał. Postponował „z buta“ krytyczne głosy, obojętnie jakie by nie były. Czysty fałsz i pospolite zakłamanie.

Kiedyś mówiono, że nie ma demokracji, szaleje cenzura i brakuje tolerancji, dziś jest demokracja i każdy wali prosto z mostu co mu ślina na język przynosi, bez jakiejkolwiek węwnętrznej cenzury ale i bez taktu oraz elegancji.

A zatem lubimy się czy nie? W tych trudnych czasach budującej się demokracji, europejskości bez granic i sloganów często bez pokrycia. Bez cenzury.

Był czas w polskim żużlu bez krociowych apanaży, chociaż i tak speedway nazywano zawodowym. Dlaczego? Bo oficjalnie mówiło się o wypłatach za zdobyte punkty. W innych sportach „kwitło“ amatorstwo wynagradzane przez fikcyjne zatrudnienie w zakładach pracy. Wszystko było cacy. Takie “misiowate“ towarzystwo.

A dziś? Sponsorzy i reklamodawcy ustalają swój świat sportowego biznesu.

Zawrotne zarobki w żużlowym świecie nie budzą respektu, gdyż w stosunku do piłkarzy czy tenisowego świata są one „drobnymi“ kwotami, biorąc pod uwagę zagrożenie życia w każdym wyścigu i na każdym wirażu. Starzy mistrzowie żużlowego rzemiosła oświadczają: „szkoda, że tak wcześnie urodziliśmy się“, widząc roczne milionowe  zarobki dzisiejszych asów. Pierwszy mistrz świata rodem z Polski Jerzy Szczakiel zarobił na tytule drobny procent tego, co dziś zgarnia mistrz globu.

Czy wielkie pieniądze krążące po świecie i Polsce na żużlowych torach są właściwie wydatkowane?

Czasy się zmieniają i nie można porównywać mistrza Szczakiela z mistrzem Tomaszem Gollobem. Jakże inne czasy, lata:1973 i 2013.

Jak reaguje młodzież na ten nowy świat? Czy jest lepszy? Bez animozji? Życzliwie czy z pogardą, z zawiścią w oczach czy kompromisem…

Mamy zwichrowany, niespokojny świat i polski układ. Z jednej strony wdzierająca się demokracja, która wcale nie jest łatwa i dysproporcje majątkowe, które obnażają słabość systemów panujących na świecie. I w Polsce.

Warto czasem, nawet latem zastanowić się dokąd zmierzamy, z kim i z czym. Jakie mamy autorytety, które są mentorami. Trudny ten tekst, prawda? Inny, wybaczcie. Nie zawsze żyje się punktami, tabelami. Życie w swojej prozie nie jest pozbawione obaw o przyszłość. Wystarczy mail, by zakłócić byt. Wywrócić ład. Wzbudzić nienawiść.

Świat sportu w finansowej karuzeli zatracił proporcje i dzieli apanaże niesprawiedliwie. Ktoś musi nad tym zapanować by nie było kontrowersji, które wywołują burze.

Nadal twierdzę, że w polskim żużlu brakuje autorytetów, które swoim dorobkiem tamowały by wybryki tych, którzy wierzą w potęgę pieniądza. Potrzeba nam ciągle mądrych decyzji i budowania szacunku.

Głosy krytyczne powinne być zrozumiane z ufną wiarą w lepszy żużel. Zadufanie zwykle marnie się kończy. Tak uczy historia.

Kończę kwestią, która dotyczy tasiemcowej walki o indywidualne mistrzostwo świata. Mamy raz po raz krytyczne głosy, jednak nie mamy takich, którzy by mądrze i odważnie powiedzieli stop kilkunastu turniejom. Po co nam taki rozbuchany serial? Niech będzie, lecz bez męki zawodników, z radością dla uczestników po obu stronach bandy. Komercja wzięła kiedyś górę i tak buszuje a inni bezkrytycznie przyklaskują jak to fajnie. Otóż nie. Fajnie nie jest!

Jeszcze jeden ból…Frekwencja na polskich stadionach spada. Dlaczego? Transmisje TV odbierają widownię. Kibic jest uboższy i wygodniejszy więc kiedy ma wybór decyduje się na domowy fotel, swój bar i przekąskę. Znajomy twierdzi, że już za niedługi czas będziemy mieli tylu widzów na stadionach ile Skandynawowie. Oby do tego nie doszło, aczkolwiek na tym zwariowanym, „demokratycznym“ świecie wszystko jest przecież możliwe.

Ale może być inaczej. Pokazali to Janowicz i Kubot na Wimbledonie.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s