Różne światy, różne charaktery

on

Tony-Soprano

Wakacje na progu, wyjazdy w różne strony Polski i świata. Gorący czas dla wszystkich, dla tych co wypoczywają na luzie i dla tych co muszą pracować bez luzu. I dla sportowego świata, bo jedni harują w pocie czoła na nowy sezon, drudzy wylewają pot, gdyż mają środek sezonu. Nie ma zmiłuj się dla żużlowego bractwa. Pogoda dowala nie tylko z powodu kanikuły i anomalii, huraganów i gradu, który bombarduje wcale nie pokojowo. Jest co robić, co myśleć. Wybaczcie, że ten felieton potraktuję na letnim luzie. Bez hamulców. Ocieram pot z czoła, za oknem mam prawie 35 stopni gorącego powietrza. Uważam na błędy gorącej głowy. Słucham, oglądam, czytam…

Zasmuciłem się bardzo, kiedy wyczytałem, że zmarł James Gandolfini bohater filmowej sagi „Rodzina Soprano“. Grał w nim koncertowo, zżyłem się z bohaterem filmu, który był wycinkiem życia, czasem brutalnego, czasem sentymentalnego i czasem erotycznego, zawsze niepowtarzalnego. Gandolfini aktor zwyczajny tak, aż nadzwyczajny. No i umarł. Żal ogromny jak ocean. Znani aktorzy schodzą z planu, ze sceny. Jaka szkoda. Każda śmierć wyzwala refleksje, życie prostuje człowieka. Nie ma spokoju chyba nikt.

Dzwoni nagle telefon, doskwiera piekielny upał. Odzywa się Petr Ondrasik z Pragi, który po niedawnej Grand Prix na Markete i meczu  Czechy – Polska, organizuje w połowie lipca Puchar Świata, drużynowy turniej najlepszych teamów, które walczyć będą o trofeum Szweda Ove Fundina. Praga leczy rany po mocnej powodzi; na krańcu pięknego Parku im. Fuczika na Stromovce woda wdarła się na wysokość 1,8 metra. Kilkadziesiąt kortów tenisowych znalazło się pod wodą, fatalnie to wszystko wygląda, ucierpiały także hale sportowe, hotel. Prażanie nie pierwszy raz ćwiczeni są przez dostojną Wełtawę, która nęka praskie mosty, grozi, straszy historyczny, kamienny most Karola. Czesi szybko zabierają się do roboty, likwidują szkody by turyści z całego świata mogli podziwiać stolicę śliczną jak pocztówka. Puchar Świata na żużlu będzie miał wyjątkową oprawę, nie braknie Polaków i gospodarzy, którzy mają miejsce z tego powodu pewne.

Speedway nie jest wolny od pogodowych kłopotów i na to już nie ma rady. Żużel hartuje charaktery, codzienna praca klubowa wyrabia siłę i wyobraźnię, choć nie wszyscy uczą się tego sportu, rozumieją i wybaczają sobie oraz innym niedostatki, cenią uroki, koloryt tego sportu. Petr Ondrasiuk jest działaczem międzynarodowym, doktorem praw, byłym zawodnikiem, wielokrotnym reprezentantem Czech, uczestnikiem finałów światowych i dopilnowuje aby światowy żużel był obecny właśnie w Pradze, mieście otulonym bogatą historią, legendą postaci, wydarzeń, mieście o wyjątkowej, przyciągającej urodzie. Dlatego nie brakuje tu nigdy turystów z całego świata, którzy delektują się nie tylko słynnymi piwami. Zwiedzają i podziwiają zabytki. Dr Petr Ondrasik zaprasza w lipcu na baraż i finał, które odbędą się na stadionie Marketa. Byłoby radośnie, gdyby Polacy zostali mistrzami świata, hm, nie będzie na pewno łatwo, lecz wszystko jest możliwe pod wodzą trenera Marka Cieślaka, który na tym stadionie startował i miałem wielokrotnie okazję recenzować w „ Sporcie“ jego występy jako reprezentanta Polski.

Na polskim gruncie trwają nadal dyskusje na temat meczu widma w Lesznie pomiędzy Unią znaczoną Fogo i rzeszowską Marmą, nad wysokimi karami nałożonymi na oba kluby. Prezes Unii Józef Dworakowski kocha żużel i swoją firmę, która ma solidne fundamenty. Abdykuje z funkcji, gdyż ma dość fanabarii na żużlowym gruncie. Od dawna twierdzę, że tacy właśnie ludzie, gdyby poświęcili swój czas byliby dobrymi prezesami polskiego żużla. Dworakowski przeszedł klubową pralnię i poznał mentalność polskiego piekiełka. Niestety nie ma on szans na awanse, bo nadal w strukturze władz motorowych funkcjonuje schemat wyborczy, który eliminuje fachowców a nagradza wybrańców namaszczonych przez centralną władzę Pezetmotu w imię fałszywie pojętej lojalności. Co to znaczy lojalność? Usłużność bez granic i składanie hołdów bezkrytycznych?!

Prezes zasłużonego klubu mówi „mam dość“ a kibice proszą aby został. Co na takie dictum władza nadklubowa? Radocha, bo jednego normalnego mniej w konkurencji?!

Kiedyś odbyła się debata spec wybrańców, którzy radzili nad stanem polskiego żużla. Co dalej z tym żużlem, polskim i światowym. Fikcja dyskutantów. Józef Dworakowski gani niektórych komentatorów, koniukturalnych i stwierdza, że w tej formule serial Grand Prix przejadł się już dawno. Ma rację, pisałem o tym nie raz i nie dwa. „Kotlet“ serwowany jest bez deserów od dawna, lecą transmisje, zawodnicy tyrają cały sezon i po co tyle roboty chłopy? Na Boga, po co?! Nie wystarczyłaby połowa tych męczarni? Brakuje odważnych by schlastać co złe! Dworakowski ma swoje zdanie i nie boi się niczego, nie ma nic do stracenia wyjątkowy „self – made – man“ a takich życie nie kocha.

Sport żużlowy z domeną polskiego jest na zakręcie i nie uratuje go utalentowana młodzież z różnych stron świata. Potrzebna jest strukturalna zmiana, przestarzałe schematy nie powodują wzrostu zainteresowania. Rozgrywki par reanimowane przez  twórców z Torunia powinny mieć zagwarantowany patent. Upupione wyścigi na lodzie w Sanoku animowane przez miejscową władzę a przede wszystkim Pawła Ruszkiewicza z Gniezna, to skandal. Powinno być w tej demokracji/?!/ tak, że nie ważne skąd kto przychodzi, tylko ważne jaki ma pomysł, wiedzę i zapał, charakter, siły do walki o coś, co przetrwa i jest cenne dla zawodnikow oraz kibiców. Schemat, rutyna są wygodnictwem, przetrwaniem do emerytury dla działaczy, którzy w żużlu widzą dla siebie ścieżkę zarobkową. To dla niektórych egzystencja kanapkowa, VIP – owska.

Ludzi, którzy nie potrzebują tego, wycina się jak młode brzozy, bez żadnych niestety skrupułów. Kto potrząśnie tym rynkiem? Znajdzie się taki mega odważny?

Mamy w żużlu różne światy i różne charaktery. Co wygrywa teraz? A co wygra w przyszłości? Krytykuje się pokątnie i ukradkiem, z bojaźnią. Władza jest głucha na to co mówią doły, zatem jest także ślepa. Dlatego niektórych działaczy trzeba obdarować różowymi okularami dla wyróżnienia w środowisku, by oddzielić ich od tych, co nie potrzebują takich gadżetów a swoją pracą zasłużyli na lepsze czasy. Józef Dworakowski mówi szczerze jak jest i warto nad tym pochylić się nisko.

A może potrzebne są metody Soprano? Wcale nie przeginam. Sorry, Soprano vel Gandolfino nie patyczkował się wcale. Dworakowski solo ma nikłe szanse na sanację polskiej rzeczywistości klubowej. Kumoterskie lobby żużlowe rączo spija śmietanę aż słychać mlaskanie. Brrr.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s