Ward chciane dziecko żużla

darcy_ward

Nie będę powtarzał, że sport najbardziej lubi młodych. A kibice? Kibice najlepszych, dobrych, widowiskowych zawodników. Arystoteles stwierdził, że „siła jest w młodych, roztropność w starszych“. Nie trzeba być filozofem by trochę przeżyć i przekonać się o takiej maksymie. Speedway kokietuje brawurę, ceni rozwagę, docenia wszystkich, którzy dostarczają emocji i przenoszą kibiców w ocean adrenaliny.

W historii żużla mieliśmy raz po raz chwile olbrzymich emocji za sprawą asów, celebrytów, którzy szokowali postawą na torach oraz poza nimi, byli uwielbiani dzięki zwycięstwom. Walczyli, wygrywali, toczyli pojedynki zapierające dech w piersiach. Speedway zna gwiazdy z talentami wielkimi i zna przypadki, kiedy te gwiazdy szybko spadały na ziemię. Zna żużel asów, którzy zyskiwali takie miano dzięki talentowi ale jeszcze większej pracy. I zna takich, którzy triumfowali raz, z rozgłosem, by zamilknąć potem bezpowrotnie.

Kiedy pojawili się na torach bracia Moranowie z USA powiało atrakcją na stadionach i w hotelach. Kelly i Shawn byli oryginalni w sposobie bycia i jazdy. Ich rodak Bruce Penhall, dziś stateczny Jankes wyniósł na wyżyny amerykański speedway, który jest sportem w Ameryce prawie niedostrzegalnym. Bez tej ekscytacji znaczonej kwikiem radości polskich stadionów. Sześciokrotni mistrzowie świata: Nowozelandczyk Ivan Mauger i Szwed Tony Rickardsson byli wyrachowanymi zawodnikami, którzy dowieźli złote medale bez skandali, bez piekących komentarzy brukowych tabloidów. Byli dobrzy, wiedzieli czego chcą i konsekwentnie podążali ścieżką sukcesów do celu.

Tomasz Gollob wywiózł  polski speedway tam, gdzie do tej pory nie wywoził nikt, konsekwentnie był kompatabilny z poszczególnymi elementami zwycięskich meczów i turniejów. Nie jest multimedalistą indywidualnych mistrzostw świata wskutek życiowego losu, który nie każdemu daje a potrafi odebrać w najmniej oczekiwanej chwili. Polski as żużlowej przestrzeni zgromadził olbrzymie grono wielbicieli, którzy zostali zdeterminowanymi kibicami na wszystkich stadionach, gdzie startował ich idol, ikona, gwiazda za którą można było pojechać za ostatnie pieniądze nawet do piekła. Tomasz Gollob stworzył markę polskiemu żużlowi i nadal promuje speedway made in Poland.

Talenty nie rodzą się na kamieniach. W walce. W pracy. I zanim staną na podium i wzruszą się i zaczną ocierać łzy płynące razem z narodowym hymnem muszą ostro orać i bywają ściorani jak na najgorszej farmie.

Gwiazdy i talenty, asy i pracusie. Gdzieś pośród nimi krąży los mający w torbie szczęście. I niespodziewanie rozdaje albo brutalnie zabiera. Dziś temu, jutro tamtemu. Nie każdemu talentowi jest pisany historyczny życiorys. Nie ma nic na siłę.

Bywają gwiazdy sportu „sterylne“ w działaniu i niesamowicie charyzmatyczne, które uwielbiane przez tłumy lokują się znacząco w historii dyscypliny, która ich wyniosła pod niebo.

Mamy…postaci sportu owiane legendą; z jednej strony zwycięstwa, z drugiej życie pozasportowe, bogate, bujne, śledzone z uwagą przez media, które reagują i czekają na wszystkie sensacje. Kibice lubią takich i przyklejają się do nich od razu, „kupują“ takich którzy nie żałują życia na pokusy jakie przynosi rzeka kariery.

Speedway roku 2013 ma obiecującą grupę zawodników, którzy mają przed sobą przyszłość gwarantowaną w sukcesy i historię, w uwielbienie fanów pod warunkiem, jeśli nie zbrukają swojego talentu.

W solowych mistrzostwach świata liderem jest Rosjanin Emil Sajfutdinow, który z ruskim impetem wjechał w światowe towarzystwo, które szybko utemperowało „mołodca“ a ten nie stracił kontaktu z rzeczywistością, zebrał doświadczenie na torze i wtedy, gdy leczył przykre kontuzje. Dorósł do lepszych medali od tego, który zdobył w premierze swojej kariery. Emil jest na dobrej ścieżce by zyskać złoto i wywieźć rosyjski żużel tam, gdzie jeszcze nie był. Charaszo. OK.

Australijski fighter Chris Holder w  roku 2012 zdobył mistrzostwo świata, podtrzymując sławę „żużlowych kangurów“. Obok siebie ma Dracy Warda o którym za chwilę.

A przeżywająca kryzys żużlowa Anglia doczekała się niespodziewanie Taia Woffindena, który jest objawieniem i ma wszelkie dyspozycje żeby kontynuować „królewskie“ tradycje na Wyspach. Jest znakomite towarzystwo, które rozrabia na torach i oddala dawnych mistrzów od medalowego stołu. Jedźmy dalej, pełny gaz…

Wspomniałem DARCY WARDA. Tak, bo to jest chciane dziecko AUSTRALIJSKIEGO I ŚWIATOWEGO ŻUŻLA. Kiedy w dniu swoich urodzin złamał 4 maja złamał łopatkę w Szwecji na Ullevi w Goeteborgu, podczas Grand Prix los wykluczył go na dwa miesiące z walki. Rok temu zrezygnował z udziału w mistrzostwach świata. Taki młody a taki przebiegły. Wrócił i dojrzał. Leczył uparcie kontuzję po Goeteborgu, kocha speedway i w Kopenhadze wygrał Grand Prix Danii. Jeździ widowiskowo i wciska się tam, gdzie za młodu wjeżdżał Tomasz Gollob. Jestem pod jego wrażeniem od dawna, gdyż upatruję w takich mocach siłę sportu i cieszę się, kiedy tacy właśnie zawodnicy windują żużel i dostarczają tak potrzebnych emocji, że serce bije radośnie.

Ward spod Brisbane ma 21 lat i wszystko przed sobą, zawdzięcza swoje sukcesy rodzicom. Przyleciał do Europy, jeździ, poznaje Polskę i kształci się na ligowym uniwersytecie. Medale i nagrody są dla najlepszych i Ward jest nie tylko sukcesorem australijskich czempionów ale i pretendentem do tytułów, które są tradycyjnie pisane najszybszym na torach. Przyjemnie więc patrzeć na jego jazdy, lecz mniej cieszą jego  „boki“ pozasportowe, za które dostaje kary i zawieszenia. Widocznie ma takie wybryki wpięte w życiorys, lecz oby one nie zdominowały jego kariery, która jawi się na mistrzowskim luzie. Z hukiem, charyzmą i fantazją młodzieńczej zadziory. No to co? Ano… Lepiej stracić z mądrym, niż zyskać z głupim mówi przysłowie. Ward potrzebny jest żużlowi jak kangury Australii.

PS. Półfinał tenisowego Wimbledonu na trawie i dwaj Polacy 22 – letni Jerzy Janowicz /potęga serwisu/ i 31 – letni, fantazyjny Łukasz Kubot. Piękna walka w trzech zwycięskich setach dla tego pierwszego. Po meczu dwaj Polacy dziękują sobie i trwają w objęciach. Na stojąco publiczność oklaskuje moich rodaków. Janowicz nie może opanować wzruszenia i łez, nawet w wywiadzie dla TV a jego rywal cierpliwie czeka na zwycięzcę przed zejściem z kortu. Pięknie. Tenisiści wymieniają się koszulkami! Widzowie podziwiają Polaków i mocno biją brawo. Wygrany i przegrany schodzą z areny RAZEM. Męskie granie a wrażliwość ujmująca.

Dedykuję ten obrazek innym sportowcom, politykom i ludziom niedobrej woli.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s