Praskie „ jizdy“

ObrazekNo i mamy znowu, już po raz siedemnasty, Grand Prix Czech. Maj w Pradze jest piękny jak każda bajka. Kwitną kwiaty, krzewy na wzgórzach stolicy Czech obsypane świeżą zielenią. Kasztany i bzy przeżywają swoje rozkosze. Snuje się pod mostami Wełtawa a nad całością czuwa dostojnie zamek na Hradczanach. Miasto o każdej porze roku jest przyjemnym miejscem, lecz w maju nabiera malarskiego kolorytu i jasne domy z czerwonymi dachami wtopione w zielone wzgórza Pragi tworzą obraz niepowtarzalny. Przez wiekowy, posągowy, kamienny most Karola przetaczają się tłumy turystów. Wąskimi uliczkami starego miasta unosi się duch Kafki, Hrabala i szwejkowego humoru podrasowanego niczym niezmąconym czeskim piwem. W majowym potoku turystów nie zabraknie teraz i kibiców żużlowych, którzy przyjadą na turniej GP, czwarty z kolei w tym sezonie. Nie braknie i kibiców z Polski, którzy niezmiennie dominują na stadionie Olympu Marketa/ pojemność 10 000 widzów/ w szóstej dzielnicy miasta, skąd można zobaczyć malownicze dachy czeskiej stolicy. Słońce dokładnie ubarwia miasto a noc utrwala wrażenia na zawsze. „Praha je zlata“ jak mawiają Pepiki.

Zawody w sobotę 18 maja wieczorem poprowadzi polski arbiter Marek Wojaczek, dla którego nie będzie to pierwsza praca na tym stadionie. Elita ma za sobą trzy turnieje, pierwszy wygrał Jarosław Hampel, który w Pradze stawał na podium. W 2004 roku był drugi, rok później trzeci, dwa lata później znowu drugi. W 2010 zajął trzecie miejsce, rok później drugie. Hampel na praskim stadionie, gdzie tor liczy 353 metry, był sześć razy w finale. W klasyfikacji GP 2013 zajmuje drugie miejsce i od prowadzącego Tomasza Golloba/ 40 pkt/ dzielą go tylko dwa punkty punkty, tyle samo straty do lidera ma rozpędzony Rosjanin Emil Sajfutdinow, niewątpliwa gwiazda serialu. Całej trójce leży tor Marketa i na pewno ściganie będzie atrakcyjne.

Tomasz Gollob jeszcze nie wygrał turnieju w tym sezonie; w premierze nowozelandzkiej był drugi, kontroluje przebieg rywalizacji, jest mistrzem świata z roku 2010, liczono, że na swoim torze w Bydgoszczy wygra, tak jednak się nie stało, ani potem w Goeteborgu. Napierających znacznie młodszych od siebie rywali ma takich, że spokojnie spać nie może. Gollob na Markete był siedem razy w finale. W 1997 roku był trzeci, dwa lata poźniej zwyciężył w pięknym stylu i stadion w polskiej przewadze biało – czerwonych barw oszalał. Gospodarze też dobrze zarobili na na naszych kibicach. Polak dorzucił kolejne zwycięstwo w Pradze w roku 2010, kiedy jesienią został mistrzem świata. Rok później stanął jako trzeci na podium. W 2012 roku także był trzeci. A teraz jako lider GP?! Praski stadion przyzwyczajony jest do polskiej wrzawy kibiców, którzy lubią przyjeżdżać do stolicy Czech, bo spotykała ich dobra niespodzianka a ponadto miasto w swoim kolorycie dnia i nocy jest zawsze sprzymierzeńcem wesoło spędzonego czasu.

W dotychczasowej historii GP Czech po trzy razy zwyciężali Australijczyk Jason Crump i Duńczyk Nicki Pedersen, po dwa razy Gollob i Amerykanin Greg Hancock, do którego należy rekord toru 62, 40 z 1997 roku.

Niebezpiecznie zagrażającym dwóm Polakom jest wspomniany Emil Sajfutdinow, zawodnik marzący o tytule mistrza świata, mający już brązowy medal MŚ. Pamiętam kiedy wygrał zawody w Pradze w 2009 roku w brawurowym stylu. Miał potem przykre kontuzje, które eliminowały go z jazd. W tym czasie nabierał mimo wszystko rutyny a starty w polskiej lidze były jak uniwersytet i Emil dziś już nie jest zawodnikiem, który nie wie… gdzie pojechać na rozpędzonym motocyklu, tylko wie dobrze jak i gdzie, i jaki jest ostateczny cel. Przeżył ostatnio śmierć swojego taty Damira, czuwał kiedy tylko mógł w moskiewskim szpitalu, niestety po wygranych zawodach w Goeteborgu na Ullevi dowiedział się, że ojciec niestety zmarł. W Emilu tkwi potężny potencjał żużlowego asa, nie ma żadnych zahamowań i ostro pędzi po punkty, medale. Starty w bydgoskiej Polonii dały mu obszerną wiedzę o tym sporcie i ukształtowały talent. Teraz jeździ w częstochowskiej drużynie i na pewno nadrobi absencje spowodowane chorobą ojca.

Pięć punktów straty do lidera GP ma nowa gwiazda angielskiego żużla Tai Woffinden. Super zawodnik, coraz lepiej mówiący po polsku. Nie można go w żadnym wypadku lekceważyć a wyspiarze w jego sukcesach upatrują końca długiego kryzysu w tym sporcie. I marzą o powrocie do czasów w których królowali. A tradycje uwielbiają.

Sześć punktów straty do Tomasza Golloba ma trzykrotny mistrz świata Nicki Pedersen. Dużo i mało, zważywszy, że Duńczyk w Goeteborgu złamał rękę i dwa wyścigi z takim bólem zaliczył. Bohaterstwo. Nie zamierza odpuścić czeskich „ jizd“ i pilnie walczy z kontuzją, z organizmem, który jakby nie patrzeć jest gwałcony. To charakterystyczne zjawisko w żużlowym środowisku. Złamane ręce, obojczyki, nogi leczone na siłę, byle jechać, protezy na kończyny, spawanie obojczyków i jazdy na motocyklu. Dlaczego /FIM/ nikt tego nie kontroluje? Zdrowie zawodników jest najważniejsze, jaki to upiorny truizm w żużlowym środowisku, które jakże często maltretuje się na potęgę. Jaki kaleki masochizm. Czy szalony Nicki „zlepi“ rękę, uśmierzy ból i pojedzie na Markete?

Nie pojedzie Australiczyk Darcy Ward niepokornme dziecko speedway’a, który jest kontuzjowany/ plecy/ i w jego miejsce zobaczymy doświadczonego Alesa Drymla. Gdyby Nicki nie wystartował szanse ma chyba Troy Batchelor… zobaczymy na miejscu.

Siedem punktów straty do lidera GP ma obrońca tytułu mistrzowskiego „ Kangur“ Chris Holder, który na pewno jeszcze się odnajdzie w tym roku i doskoczy do każdego.

Trzeci Polak w edycji mistrzostw świata Krzysztof Kasprzak zebrał 13 punktów i jest czternasty ale łapie już rytm, którego mu zabrakło na początku sezonu.

A z „dziką kartą“ wystartuje miejscowy idol Josef  Franz z Olympu, który wygrał eliminację czeskich „bojowników“. Może więc wygra jakiś wyścig i będzie „radost“.

Sędzia Marek Wojaczek ma nad czym czuwać i nie będzie to spacerek po urodziwej, starej jak świat Pradze. Oj, nie…

No cóż, kończę i zaznaczam, że stolicy Czech nie można nie pamiętać od kiedy po raz pierwszy się ją zobaczyło; obojętnie czy z okazji żużla/ plocha draha/, czy z powodów innych, które wywarły wrażenia niezpomniane, bo jak przewrotnie napisał w „Obsługiwałem angielskiego króla“ Bohumil Hrabal: „Moje szczęście polegało na tym, że zawsze spotykało mnie jakieś nieszczęście“. Hm, a więc krótko: ahoj!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s