Lonigo bez Tomby

on

giannitomba

Było już późno, lutowa mroźna noc, dopisywałem jeszcze ostatki do książki, która ukaże się w marcu a dotyczy okolic „Piwnicy pod Baranami“. Włączył się na Facebooku niemiecki kolega Christian Kalabis. Zamurowało mnie doszczętnie. Zasmuciło dogłębnie. I już miałem noc z głowy. Mój serdeczny, włoski przyjaciel od wielu lat GIANNI TOMBA z Lonigo zmarł. Zacząłem sobie przypominać nasze spotkania, przygody. I taki cytat z krakowskiego Ambrożego Grabowskiego, że „czasy dawne same garną się do serca“. Tak, garną garściami, zwłaszcza, gdy sytuacja jest trudna i smutna do bólu. Kiedy właśnie kogoś zabraknie i rodzi się żal. Los tak chciał?

Gianni TOMBA mieszkał w Lonigo, kultowym dla włoskiego żużla mieście. Małym ale ładnym i sympatycznym, pracował w firmie niedaleko Lonigo ale pasją dla niego były motory i fotografowanie. Temu hobby oddał się z sercem, czasami miała o to żona Anna pretensje, zaś dorosły dziś syn Roberto cieszył się, że tata robi takie dobre zdjęcia.

LONIGO było od końca lat siedemdziesiątych kolebką włoskiego żużla, niedaleko od tego miasta w Monticello di Fara jest firma Giusseppe Marzotto, która robi silniki GM. Startowali tam Armando Dal Chiele i Armado Castagna, ten drugi bodaj najlepszy zawodnik w historii żużla Italii. Czerwony tor i stadion licznych i prestiżowych turniejów, włącznie z serią Grand Prix. Kiedy daleko na północ od Lonigo panuje zima, to między Wenecją, Vicenzą a Weroną są już sygnały wiosny i można wyjechać na tor. Dlatego też przyjeżdżali tu chętnie czołowi zawodnicy ze Skandynawii, Niemiec, Anglii. Polacy organizowali zgrupowania i przy okazji finansowali silniki u Marzotto.

W Lonigo panował przez długie lata klimat niebywale sprzyjający żużlowemu światu. Tam też mieszka były szef tego sportu Renzo Giannini. A wielkim przyjacielem mediów był Gianni Tomba. Zawsze z charakterystycznym aparatem foto na piersiach. Przemierzał autem z kolegami po fachu, setki kilometrów na finały mistrzostw świata od londyńskiego Wembley po Katowice. Publikował kiedyś zdjęcia we włoskim magazynie „Motorsprint“.

Poznałem Gianniego z końcem lat siedemdziesiątych, mamy synów w jednym wieku. Bywałem u niego w Lonigo, robił dobre wina, mam jeszcze jeden z roczników, którego zawartość w butelce nabierze teraz cech symbolicznych, bo made Gianni Tomba.

Spotkałem Go ostatni raz w maju ubiegłego roku w Pradze, podczas GP na Markete. Kilka lat temu miał wylew, chodził powoli, powiedział, że czuje się nie najlepiej i był nieco zasmucony.

W Lonigo podczas turniejów, a zawsze co roku tam się coś działo ważnego,. Gianni prowadził biura prasowe, przyjmował liczne media i jak mi powtarzał najwięcej miał roboty z polskimi przedstawicielami, gdyż przyjeżdżało dużo moich rodaków, głównie robić zdjęcia. Szef biura prasowego musiał się mocno sprężać by zadowolić wszystkich, nie zawsze mu się udawało, bo liczba przyjezdnych była czasami oszałamiająca. Lonigo na żużlowej mapie było atrakcyjne, wiadomo Italia ma swoje atuty, pod drodze niemal dla wszystkich Wenecja i jej uroda. Lonigo nie wytrzymało jednak do końca kosztów goszczenia żużlowej elity i organizatorem włoskiego turnieju GP jest Terenzano na przedmieściach Udine. Jednak już bez takiego klimatu jaki panował w Lonigo, gdzie goście czuli się jak u siebie w domu, w czym była ogromna zasługa Gianniego, który starał się być zawsze uczynny dla wszystkich, zadbać o akredytacje i samopoczucie.

Kiedy funkcję Lonigo przejęła grupa z Terenzano, coś uleciało hen za Alpy. Co? Inny stadion, czerwień zastąpiła biel nawierzchni toru. I nie tylko. Lonigo w samej swojej istocie małego miasta skupiało wszystkich gości i ogniskowało atmosferę. Było sympatycznie, wesoło, domowo. Niektórzy mają stamtąd co wspominać, zwłaszcza, że wino z tych okolic ma bogate bukiety i moc nocy do poranka.

Lonigo pozostaje w mojej pamięci z charakterystycznym uśmiechem i cichym głosem Gianniego Tomby. Był nietypowym Włochem w swoim charakterze, bez wysokich tonów i decybeli głosowych, spontanicznej żywiołowości, cech charakterystycznych dla jego rodaków, choć w obszarach kuchni, jej specjałów był smakoszem jak typowy Włoch. Gianni przekonał mnie w siermiężnych czasach do walorów parmezanu i jego użyteczności. Uwielbiał swoją ojczyznę, poza motorami znał się na futbolu.

Był sympatycznym kolegą. Spotykaliśmy się zwykle raz, dwa może trzy razy do roku,  rzadko, lecz przyjaźń była niezmącona. Z Lonigo na turnieje mistrzowskie jest niemal wszędzie daleko. Gdzie Włochy a gdzie Anglia, Szwecja, Dania… Ile kilometrów do Vojens, Goeteborga, Cardiff. Sporo. Gianni przyjeżdżał gdzie trzeba, był fanem żużla, nietypowego sportu dla Włochów, którzy kochają motory, samochody, lecz speedway jest dla nich niestety sportem ubocznym. Polskę poznał dobrze i naszą mentalność.

Lonigo w latach osiemdziesiątych zawsze stało otworem dla Polaków, dla zawodników i kibiców. Obok nich był Gianni Tomba. I mógł być jeszcze długo, niestety z początkiem lutego 2013 w wieku 73 lat zakończył życie, które po części oddał dla żużla. Nieliczne są takie ludzkie symbole wiążące miejscowości z charyzmą człowieka. On takim był.

Gianni Tomba i Lonigo, Lonigo i Tomba. Skończył się kolejny rozdział w historii żużla, odszedł na wieczny spoczynek człowiek prawego charakteru i zakochany w sporcie dwóch kółek.

Gianni bardzo mi smutno na duszy, coraz nas mniej niestety z dawnej paki… żegnaj! Ciao!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s