Zanim urodziły się jazdy GP

url-2

Co się działo na światowej arenie 30 lat temu pisałem w poprzednim felietonie, dziś przypomnę w zimowe dni, co się wydarzyło 20 lat wstecz. 30 lat temu finał indywidualny światowy odbył się na północy Niemiec w Norden, dziesięć lat później na południu, w zakątku granicznym gdzie łączą się Niemcy z Austrią i Czechami i płynie tam majestatycznie Dunaj. Malownicza okolica, atrakcyjne Passau i znane bawarskie uzdrowiska. W Pocking odbył się przedostatni finał indywidualny MŚ, rok później ostatni, jednodniowy zaplanowano w duńskim Vojens na torze Ole Olsena.

Mamy rok 1993 i finał w małej miejcowości Pocking, skąd pochodził Georg Transpurger, sędzia, który w 1973 roku poprowadził finał IMŚ na Stadionie Śląskim w Chorzowie a wygrał wtedy Jerzy Szczakiel. Historyczny turniej, z przyjemnością przypominam okrągłe daty minionych lat, jakaś mistyka w moim w kalendarzu krąży, skoro obracam się wokół takich zdarzeń. Pocking znane było z Wielkanocnych Turniejów rozgrywanych w silnej obsadzie w konwencji czwórmeczów. Polaków rzadko tam zapraszano, startowali gospodarze, wiadomo a oprócz nich Duńczycy, Anglicy, Szwedzi, zawodnicy z Antypodów, czasami Czesi.

Na arenie międzynardowej powiało talentem Tomasza Golloba i atmosfera wokół jego postaci budziła zainteresowanie oraz nadzieje, że oto mamy kogoś kto powalczy w światowej elicie. W kręgach międzynarodowych mówiło się o pomysłach na nowe rozdania  w mistrzostwach świata, o zerwaniu z dotychczasowym schematem i wprowadzeniem projektu, który wstrząśnie środowiskiem i będzie obowiązywał w następnych latach. Jak się okazało po kolejnym finale IMŚ w Vojens projekt rysował się jako Grand Prix, w postaci rozwlekłego serialu, który trwa i trwa…

POCKING. Już tam byłem kiedyś, wykorzystuję więc czas i pędzę do uroczego Salzburga, gdzie paskudna pogoda, zacina deszcz. Jeszcze lato, dopiero koniec sierpnia. Tam lubi padać. Trening w Pocking bez większych problemów. Fani z Polski liczą na podium. Jeszcze jednak za wcześnie. Poczekają i się doczekają.

Przyjeżdżają na turniej przyszli sponsorzy Tomasza Golloba, biznesmen w dużym wydaniu Jan Kulczyk i Mieczysław Wachowski, sekretarz stanu za czasów prezydencji Lecha Wałęsy. Przylatują do Monachium a potem jadą samochodami via Landshut do Pocking. Po turnieju będę uczestnikiem mini spotkania z ich udziałem oraz władzy PZM  i Tomasza Golloba z ojcem Władysławem. Tyle faktów. Zdarzyły się w Pocking na progu kariery polskiego asa i w przedsionku projektu pt. Grand Prix. Nowe otwarcie w indywidualnych mistrzostwach świata było tajemnicą, miało swoich promotorów, przecieki były, lecz specjalnego wrażenia nie robiły. Panowała ciekawość i niepewność. Premiera GP miała nastąpić we Wrocławiu, który był pierwszym z sześciu turniejów serialu.

Finał w Pocking wzbudził duże zainteresowanie, nie zabrakło niemieckich kibiców i zagranicznych, bardzo widoczni byli fani z Polski dopingujący swojego asa. Obsada fantastyczna, silna i debiut wśród takich pereł polskiej, późniejszej ikony.

Zawody wygrał w kalifornijskim stylu Amerykanin Sam Ermolenko, który wyginał się na motocyklu jak sprężyna. Był najszybszy w czterech wyścigach, ostatni zaliczył na zero. Wystarczyło 12 punktów aby zdobyć złoto! O srebro powalczyli Duńczyk Hans Nielsen i Anglik Chris Louis, syn Johna, reprezentanta Anglii. Wygrał Hans. Tomasz Gollob zdobył osiem punktów i zajął siódme miejsce, jeszcze nie otarł się o podium. Walczył. Wygrał jeden wyścig i gdyby nie zaliczył w ostatnim zera, byłoby lepiej. Pozostawił wrażenie zawodnika, który potrafi ostro pojechać na torze tam, gdzie inni nie znajdują dla siebie miejsca. Przedostatni w finale’93 był Australijczyk Leigh Adams, a ostatni, szesnasty Greg Hancock z USA. Startowali w tym turnieju m. inn. Anglik Gary Havelock, mistrz świata z roku 1992, Amerykanin Billy Hamill, Szwed Per Jonsson, mistrz świata z 1990 roku, jego rodak Tony Rickardsson, późniejszy multimedalista. Tony był czternasty z 4 punktami, za Gollobem znaleźli się Jonsson, Hamill i Bawarczyk  Gerd Riss, który potem na długim torze był mistrzem świata.

Debiut Tomasza Golloba budził nadzieje dla Polski, dla kibiców i chyba wtedy narodziła się silna grupa pod wezwaniem TG, która towarzyszyła mu na wielu stadionach dopingując barwnie i żywiołowo.

Wspomniani w felietonie goście z Polski na spotkaniu z polskim zawodnikiem i jego ojcem zadeklarowali pomoc sponsorską, która nie była obiecanką a poważnym zastrzykiem w następnych latach, podczas licznych startów w prestiżowych zawodach. Sądzę, że familia Gollobów to pamięta i docenia po latach, bo zawsze na progu kariery  bardzo istotne jest zaangażowanie i finansowe wsparcie. Minęło od tego 20 lat…

W roku 1994 odbył się finał IMŚ, ostatni w historii „jednodniowych“, w duńskim Vojens a startowali tam: Tomasz Gollob, Piotr Świst a rezerwowym był Roman Jankowski. Ermolenko nie obronił złota, był dopiero trzynasty. Wygrał Rickardsson po barażu ze swoim rodakiem Nielsenem i Australijczykiem Craigiem Boycem. Czwarty był Hancock a jedenasty debiutant Jason Crump z Australii. Niestety wyprawa Polaków do Vojens przyniosła fiasko kompletne; oto Gollob zaliczył dwa zera a potem miał przykry wypadek i obolały wrócił do Polski. Świst zajął piętnaste miejsce z jednym punktem. Nie było więc radości a stało się pewne, że za rok we Wrocławiu rozpocznie się nowa era w indywidualnych mistrzostwach świata. A mistrz wyłaniany po sześciu turniejach będzie miał szanse sprawiedliwej walki o złoto. Czy tak było i tak jest?

I czy fakt, że od 1995 roku panuje ten schemat z podwojoną liczbą turniejów i czy jest właściwym sposobem na mistrzowskie jazdy, pozostawiam do rozważań przy imbirowej herbacie zimowej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s