Polish Speedway Group

Jak sięgnę pamięcią Polska organizowała zawsze udane turnieje różnej rangi mistrzostw świata. Wygrywaliśmy organizacyjnie i czasem nakładał się także sukces sportowy;  w Rybniku, Wrocławiu, na Stadionie Śląskim w Chorzowie, Lesznie czy w  Bydgoszczy. Sukces sportowy był trudny do zaplanowania, natomiast organizacyjny stał się elementem rywalizacji pomiędzy Zachodem a Wschodem, kiedy tak się dzieliło politycznie Europę i świat. Tkwił w tym pewien kompleks, że na “zgniłym” Zachodzie jest wszystko a u nas tyle rzeczy brakuje, trzeba więc udowodnić przyjezdnym, że nie jest tak źle. I, że mamy co potrzeba. Władza chciała za wszelką cenę pokazać, że stać na wiele. Dbano zatem o kibiców by mieszkali godnie, mieli co zjeść i wypić, i zobaczyli  turystyczne atrakcje made in Poland. Celem było zagospodarowanie czasu, żeby kibice vel turyści nie wałęsali się tam, czego władza nie chciała pokazać. Scenariusze imprez były pieczołowice przygotowane, pieszczone przez kilka miesięcy. W komitetach organizacyjnych byli ludzie, którzy odpowiadali za całość imprezy przed, w trakcie i po… Schemat pozostał do dziś. Na mistrzostwa świata musiało być niemal wszystko i dla dziennikarzy i dla kibiców, gości, prominentów motorowej władzy światowej. Ci ostatni byli urzeczeni gościnnością, bo polska, biała wódka robiła mocne wrażenie i nigdy jej nie zabrakło. Nikt nikogo nie rozpijał ale darmowy alkohol smakuje najlepiej. Otrzymywaliśmy więc w przydziale imprezy na które chętnie przyjeżdżali prominenci oraz kibice z całej Europy i świata. W roku 1973 ponad 100 tysięcy oglądało indywidualny finał mistrzostw świata na Stadionie Śląskim w Chorzowie, gdzie złoty medal zdobył Jerzy Szczakiel. Publiczność była oczarowana, bo tylko londyńskie Wembley miało podobną w liczbach widownię. No, i polska gościnność, upominki, “misiaczki”, toasty etc. etc. podnosiły stopień zadowolenia. Wieczorami w hotelach było hucznie i wesoło, nie narzekały na gości oraz ich hojność również panienki lekkich obyczajów, które zaliczały międzynardowe towarzystwo w wersjach filmowego porno. Zarabiali także ci, którzy dostarczali alkohol mocno reglamentowany, nocną porą nie do zdobycia za żadne kartki, tylko za dolary, marki albo funty. Kasa dla rozbawionych gości nie grała roli. Cinkciarze wymieniali walutę jak ruchome kantory. Taksówkarze też mieli swoje żniwa a obok nich “obserwatorzy” którzy uparcie krążyli jako gumowe ucha. Deficytu towarzyskiego nie było za żadne skarby. Interes się kręcił, czekano na międzynarodowe imprezy jak na Świętego Mikołaja.

Polska już wtedy była żużlowym zagłębiem organizacyjnym, gościnnym i wylewnym.

A jak było na “zgniłym” Zachodzie, podczas podobnych imprez?

Chudo, oszczędność była widoczna na każdym kroku od Anglii, przez Skandynawię po Niemcy. Tam nie pękali. Polacy mieli pewien kompleks Zachodu i działali w myśl hasła zastaw się a postaw się! Absurdalne. U bogatych liczył się i nadal liczy rachunek ekonomiczny, bez szastania na lewo i prawo. A u nas? Dużo się zmieniło, lecz nadal nie potrafimy cenić i szanować imprezowych kont.

Tradycje mamy złe, wydzieramy sobie organizację psując konkurencję i rynek. Zmuszam do refleksji nad Grand Prix. Ostatnio słyszy się coraz bardziej, że właściciele serialu GP optują w kierunku jak największej ilości imprez w sezonie. A kto może im jeszcze na takich warunkach oferować urządzanie turniejów?! W Polsce odbywają się trzy GP, jednak nie brakuje klubów, których ambicje idą w kierunku organizacji za wszelką cenę. Chore ambicje. Słyszę, że moglibyśmy mieć nawet pięć turniejów! Gdzie w kalendarzu “wlepić” zawody, nie mówiąc o tym, że zdominujemy ten sport. Robi się mało ciekawie, powszednieje zjawisko mistrzostw świata, nawet jakby na podium miało stanąć trzech polskich reprezentantów. Są granice nonsensów i czy ktoś z polskiej władzy motorowej kontroluje chcicę zawłaszczania turniejów GP?!

Spora grupa ludzi patrzy ciągle na speedway przez pryzmat frekwencji kibiców na polskich stadionach i nie porównuje liczby widzów w Skandynawii czy Anglii. Upowszechniają się zatem fałszywe opinie, że speedway nie jest sportem niszowym. Bzdura. Jest niszowym w skali europejskiej, o światowej nie wspominając.

Polska jest nadal zdecydowanym zagłębiem żużlowym, choć sukcesy sportowe nie potwierdzają tej dominacji. W polskich ligach startują najlepsi zawodnicy zagraniczni i nie wyobrażają sobie innego miejsca, które daje im życiowe zabezpieczenie. “Karmimy” elitę, pieścimy i dogadzamy. Takie mamy grymasy a one przy okazji zabierają środki innym.

Przytoczyłem dawne zjawiska “zastaw i postaw się”, by uprzytomnić, że nadmierne nasycenie polskiego krajobrazu żużlowego imprezami doprowadzi do typowego znudzenia. Trudno wyrokować kiedy to nastąpi. Już na początku istnienia serialu GP Kompania Piwowarska Jana Kulczyka ratowała egzystencję dzierżawców projektu. Kto o tym pamięta? “Tasiemiec” GP uparcie drenuje rynek i chętnych do organizacji imprez mistrzostw świata w Polsce nadal nie brakuje, mimo ciągłego lamentu nad upadkiem finansów. “Zagłębie polskiego żużla” pracuje od wielu lat na wysokich obrotach. Podziwiam… Polish Speedway Group bezkompromisowo i ambitnie zabezpiecza funkcjonowanie światowego żużla bez, moim zdaniem, wzajemności finansowej. Jeśli się mylę, proszę uprzejmie o korektę w imieniu akcjonariuszy PSG, bo przejrzystość intencji i finansów jest konieczna.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s