Przewrotne życie

Merry_Christmas_1

Blisko świąt, refleksyjnych, radosnych i takich z łezkami wspomnień. Dlaczego łezkami? Bo nastrój tych świąt i wigilijny stół mimo woli zmuszają serca do otwarcia się na przeszłość i przyszłość także. Prawda? Jak ten czas leci, dopiero był początek roku a już nowy stoi na progu. Jedne święta, drugie, potem lato, jesień i już mamy świeczniki w oknach. I rodzinne spotkania i myśli wirujące w ognikach choinek.

Żużlowy świat wypoczywa, sport oddycha inaczej, choć nie wszyscy. Zimowe sporty walczą na trasach i skoczniach. W wyścigach na lodzie Sanok będzie miał w styczniu 2013 roku światową imprezę. Świetnie, kto mógł pomyśleć, że właśnie tam, gdzie ściera się Podkarpacie z Bieszczadami będziemy mieli żużlowe przedłużenie sezonu w formule jakże dramatycznych wyścigów, takich choinkowych w swoim obrazie, gdzie na bieli lodu lecą iskry emocji, gdzie kolorowy świat kontruje tafle lodowe.

W klubach mobilizacja przed sezonem, trzeba ustalić gry treningowe w sali, na stokach, zbudować kondycję. Speedway jest mimo wszystko sportem indywidualnym. W klubach mimo drużynowych planów przygotowania do sezonu doświadczeni zawodnicy realizują swoje projekty treningowe w oparciu o budżet, dopilnowanie sprzętu, kombinowanie jak przygotować się do ligowych pojedynków, do Grand Prix, jeśli ktoś jest w tym serialu. Jest jeszcze grudniowa eskapada do Kalifornii na turniej w średniej obsadzie z udziałem Tomasza Golloba. Coś się dzieje. Brakuje zimowych eskapad na Antypody, które kiedyś były wielkimi wyprawami do Krainy Kangurów. Był czas organizacji takich wypraw Europejczyków przez Ivana Maugera. W Europie siarczysty mróz a tam w Australii, Nowej Zelandii ciepło, ocean, plaża i wyścigi na różnych torach, które wychowały znanych mistrzów, choćby aktualnego Chrisa Holdera. Polacy nie omijali Australii, teraz Nowa Zelandia tkwi w kalendarzu Grand Prix i organizatorzy przyciągają elitę na taką prapremierę sezonu. Trochę sztuczna, nie bardzo wierzę, że się utrzyma na dłużej. Czas pokaże. Napisałem sztuczna… Tak, bo bardzo elitarny speedway, by nie powiedzieć w sumie niszowy, stał się w ostatnich latach bardzo europejski. Proszę się zastanowić, nawet nie tak głęboko. Niszowy. W obrębie Starego Kontynentu. Speedway, który przywędrował do Europy blisko sto lat temu właśnie z Australii, transferowany stamtąd przez Anglika Johnny Hoskinsa. I tak się zaczęło od pierwszych wyścigów na północ od Londynu. Zaskoczyły te wyścigi mentalnie i porwały z biegiem czasu konserwatywnych  Brytyjczyków. Za nimi poszli inni a Polska jest przykładem niesłabnącej miłości do tego sportu.

Przypomnę, że serial Grand Prix zaczął się w 1995 roku od sześciu turniejów i myślę, że to było rozsądne, mimo początków, które bywają zwykle trudne. Podwojenie liczby niszczy świeżość, autentyzm ścigania się po mistrzostwo świata z dozą niespodzianki jednak… A tak mamy znużenie, zmęczenie sprzętu i maraton, który gdyby trwał o połowę krócej byłby znacznie lepszy w odbiorze wszystkich uczestników seriali GP. Zostawiam jednak tę twórczą obsesję, która mnie trapi od lat, gdyż nie tylko ja widzę, obserwuję, że nie liczba turniejów świadczy o jakości. Kiedy ktoś wreszcie dojedzie do rozsądku?!

Sezon anno 2012 nie przyniósł medalu dla Polaka. Czy następny będzie inny? Jaroslaw Hampel odniósł kontuzję, która wykluczyła go przez ważną część sezonu a kiedy wrócił na tor nie był w stanie nawiązać walki. Mam wiarę, że przez zimę dojdzie do siebie pod każdym względem i znów będzie w centrum uwagi. Polski speedway zasługuje na indywidualny medal MŚ.

Transferowy świat nabiera barw, choć nie tak jak dawniej, teraz mniej więcej już się dostrzega inklinacje i mimo braku oficjalnych glejtów można przewidzieć wędrówkę zawodników, kuszonych finansowymi ofertami w sytuacji, kiedy wciąż się słyszy, że polski speedway ciężko dyszy i grozi mu krach. Nie wierzę w taką klubową hipochondrię. Co roku po sezonie słychać katastroficzne głosy a potem transfery przeczą trudnej sytuacji.

Są zawodnicy, którzy zadają kłam temu co zwykle mówią. Kochają kasę ponad wszystko I mogą jeździć nawet u diabła, jeśli ktoś poda na tacy odpowiednią kasę. Czekam, kiedy ksiądz dyrektor z historycznego, polskiego miasta założy klub i ściągnie  zawodników jakich zechce. Ale to byłby hit!!! Wszystko w życiu jest możliwe, takie ono przewrotne. Toruń imponuje stadionem extra żużlowym, ma również szefa Ekstraligowej Spółki, byłego prezesa Unibaxu. Czy będzie nowatorskim prezesem? Zależy jak ułożą się stosunki z nadrzędną władzą pt. PZM a także relacje z Giekażetem. Dualizmy, rozdwojenie władzy zawsze czemuś służy, brakuje potem odpowiedzialności, która rozmywa się jak brzegi rzeki podczas powodzi. Niektórym to pasuje, bo wówczas mają powody do zademonstrowania swojej siły. W futbolu mamy podobne układy. Nie jestem zwolennikiem takich sytuacji, które podrażają życie i rozmywają odpowiedzialność. Nadbudowa nad ligą paraliżuje Giekażet, który statutowo istnieje w Pezetmocie. Tam trochę władzy, i tam trochę a nad wszystkim panuje Nadprezes ze swoimi sługami. Wygodne, niby demokracja a tak po prawdzie autokracja. Jak w tym wszystkim znajdzie się nowy szef Ekstraligowej Spółki Wojciech Stępniewski i czy będzie lepszy od poprzednika trudno wyrokować, bo klub ma inne zadania a tu jest o wiele wygodniejsze życie. Spektakularne. W każdym razie miasto Kopernika staje się centrum żużlowej areny, choć nie tylko z tego powodu jest znane w Polsce. Dzieło o obrocie ciał niebieskich nie na darmo “poleciało” kiedyś z Torunia w świat.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s