Dżen dybry

boniek

Jechałem autem i słuchałem rozmowy Andrzeja Janisza z radiowej “Jedynki” z nowym prezesem PZPN. Zbigniew Boniek poruszył kilka istotnych spraw, jedna utkwiła mi w głowie na dłużej. Dotyczy również żużla. O tym jednak potem.

Pamiętam, kiedy Norweg z polskim paszportem Rune Holta wygrał w Bydgoszczy pierwszy swój finał IMP i został mistrzem Polski. Wyraziłem wtedy w felietonie opinię, że wolałbym, gdyby jednak mistrzem mojego kraju został ktoś inny. Oczywiście doceniam wielkie ambicje i umiejętności Rune, ale… Po prostu jestem zazdrosny o polskie zwycięstwa i chciałbym aby rdzenni moi rodacy kolekcjonowali najważniejsze tytuły. Czy jestem Europejczykiem? Takim się czuję, choć mój patriotyzm być może ma znamiona skrajności. Wybaczcie. Po powrocie do Częstochowy Holta został uhonorowany przez macierzysty wówczas klub, dostał owacje publiczności, w pełni zasłużone hołdy, a mnie ktoś przy okazji pouczył, że nie potrafię cieszyć się z takich sukcesów, obniżam ich rangę i w ogóle piszę głupoty. Zacietrzewienie działaczy bywa czasem bardziej chore niż kibiców, którzy w przekroju historii mają trzeźwiejsze opinie.

Z ĺwalczakiemĺ do upadłego Holtą, który nauczył się żużla w Polsce bywało potem różnie, bo on na przekór rywalom, moim rodakom dawał łupnia i potrafił wygrywać jak chciał. Waleczne serce Vikinga nabrało również słowiańskości, bo długie przebywanie w naszym kraju dało znać o sobie. A więc “Rysiek” prawie nasz.

Rune Holta to osobny, reprezentacyjny rozdział, zdobywał punkty dla Polski w drużynie, w serialu Grand Prix zaznaczył swoją obecnosć wygranymi i Mazurkami Dąbrowskiego, którego to hymnu niestety nie umiał ani nie rozumiał, bo nikt mu chyba nie wytłumaczył sensu.

Roman Poważnyj mówi po polsku, żonę ma Polkę, więc nie wyobrażam sobie żeby nie była wdzięczną nauczycielką w każdej sytuacji. Polskie obywatelstwo otrzymał podczas rybnickiej, klubowej przynależności.

Pierwszy, który otworzył kaskadę transferową do polskich klubów Duńczyk Hans Nielsen, znakomity zawodnik, wielokrotny mistrz świata pożegnał się z Polską po obfitych latach startów w Pile. Otrzymał Krzyż Kawalerski i to mnie zabolało, bo inni może więcej z moich rodakow zrobili a nie otrzymali, takich wysokich odznaczeń. Pożegnalne dary w stylu bizantyjskim chyba go zażenowały, bo moi rodacy lubią przedobrzyć i nie znają umiaru. W każdym razie góra prezentów spadła na skromnego w gruncie arcymistrza żużlowych torów od Brovst po Lublin, od Oxfordu po Piłę. Hans po polsku się nie nauczył, choć to był jego najlepszy okres w karierze pod każdym względem.

Rechoczemy kiedy zagraniczny gość mówi do nas “dżenkuję”, przyjechał na chwilę do Polski i zwrotów grzecznościowych nauczył się w trzy migi.

Spotykam Grega Hancocka amerykańskiego mistrza i ten mówi dzień dobry, spotykam innych i nie potrafią.W klubach kiedy lawina zagranicznych zawodników spadła na nasze utrzymanie zatrudniano tłumaczy. Jakoś nikt nie wpadł na to, żeby ich “zmuszać” do nauki polskiego. Pracujesz w Polsce, ucz się języka, niektórzy zawodnicy przebywają u nas już długo i nikt ich nie zmusza, nie ma takich opcji. Czy Robert Lewandowski mówi w Borussi Dortmund po polsku do swojego trenera? Wszyscy uczą się języków i Zbigniew Boniek również nuczył się prędko włoskiego, kiedy wylądował w Juventusie Turyn. Nie było innnej możliwości. Zibi Europejczyk.

W tej konfiguracji pomijam polskich działaczy, którzy bez znajomości języka obcego dostawali się do władz międzynardowych i były śmieszności. Czy się poprawiło? Byłem kiedyś świadkiem, kiedy prominent pomylił w menu po angielsku indyka z… tureckim. To “tarki” i to “tarki”… Działacze, sędziowie, już z tymi jest lepiej, nadchodzi nowa fala ludzi młodych i język angielski jest opanowywany. Gorzej w klubach i zaciągiem zagranicznych zawodnikow, bo nasi młodzi nie bardzo kumają a powinni ich mistrzowie mobilizować. Przyjemnie jest słuchać w angielszczyźnie Sebastiana Ułamka czy Jarosława Hampela. Są jeszcze także także, przyjdzie kolej na pochwały. Mamy inne czasy, inna jest mentalność mechanikow, którzy kiedyś wiedzieli tylko co to jest “box”.  Obecnie najlepsi zatrudniają  gremialnie w swoich “stajniach” polskich majstrów.

Zbigniew Boniek w radiowej rozmowie powiedział, że nie wyobraża sobie aby reprezentant Polski w futbolu, ściągnięty z zagranicznego klubu, urodzony poza rodzimym krajem nie mógł porozumieć się w ojczystym języku z trenerem. I tu nie chodzi o accent, jak zaznaczył Zibi, tylko o elementarne słowa. Skoro przywdziewa koszulkę z białym orłem na piersiach?! No to jak ma się porozumieć? Po niemiecku?

Rozszerzam wątek prezesa Bońka i dedykuję przesłanie nauki języka polskiego żużlowym pracodawcom klubowym, którzy zatrudniają i dobrze płacą nie tylko elicie. Niech wymagają nauki w kilka miesięcy, niech zarobią nasi nauczyciele i niech nie straszy już żadne “ dżen dybry”. Opłacamy a nie wymagamy, cieszymy się jak ktoś bąknie byle co po polsku w fatalnym wydaniu, byle nie “fuck”. Szanujmy się zatem i niech mistrzowie na torze, “ kominiarze” w kasie uczą się jak Boruc, Szczęsny, Piszczek, Błaszczykowski, Lewandowski, Hampel, Ułamek, czy z innych sportów, którzy zarabiają poza Polską, przecież jest sporo koszykarek, siatkarek, siatkarzy, koszykarzy. Dlaczego nie mamy zrobić zapisu w skali całego żużla, że z polskim pracodawcą po jakimś czasie należy mówić po polsku, choćby z obcym akcentem. “Oki”?

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s