Boniek i Emma

Taka zbitka tytułowa i gdzie futbol a gdzie speedway i gdzie Rzym a gdzie Krym…

Zbigniew Boniek pochodzi z żużlowego miasta Bydgoszczy, gdzie speedway wysysany jest niemal z mlekiem matki. Powiedzmy, że tak. Nad Brdę wraca serial Grand Prix i znowu kibice tamtejsi będą mieli radość jakiej doznawali  już kilkanaście razy. Boniek piłkarz niegdyś znakomity i charakterny został nowym prezesem skompromitowanego związku piłkarskiego. Rudowłosy talent z Bydgoszczy wsławił się ongiś transferem z charakternego łódzkiego Widzewa do Juventusu Turyn i szybko został ulubieńcem tej drużyny. Strzelał tam bramki i i zdobywał je również dla polskiej reprezentacji. Ma zawsze swoje zdanie, rodzinę w Rzymie, robi interesy i znany jest właśnie z tego, że nie daje sobie dmuchać w kaszę. Charakter /widzewiaka/ ma od zawsze i pamiętam jeszcze z czasów redakcji „ Sportu“, jak reprezentacja Polski wyprawiająca się do Holandii w autokarze w proteście przeciw dziennikarzom „zaszczekała“ a sprawa dotyczyła obrony bramkarza Józefa Młynarczyka, który zabalował w stolicy. Mówiono, że „Zibi“ był czołową postacią w tym proteście szczekania. Taki epizod z dawnych lat. Po zakończeniu chlubnej kariery Boniek został szanowaną postacią, przeżył swoje pięć minut jako trener reprezentacji umiejętnie wtedy wmanewrowany przez prezesa PZPN Michała Listkiewicza i niestety nie dał rady. Dziwiłem się bardzo, że podjął się tej roboty. Nie podołał i jakby zesmaczył się tym incydentem, jako człowiek ambitny i zadziorny. Tak bywa też z góralami. Podejmował też próby zostania prezesem piłkarakiej centrali ale został wybrany Grzegorz Lato kolega z boiska, który miał duże poparcie zdetronizowanego prezesa czyli Michała Listkiewicza. Kiedy Lato okazał się kiepski jako prezes i mówca, dyplomata działacz Zbigniew Boniek znów zaczął grać, no i wygrał w cuglach. Kiedyś powiedział Lacie, że: “chciałeś Grzesiu rower, to teraz pedałuj“. Historia się zmienia, rowery zostają i pedałowanie też.

Bońka poznałem kiedyś w Pile na dobrych zawodach, gdzie kibicował Tomaszowi Gollobowi. Bywał często na turniejch i meczach, gdzie bydgoszczanin spotykał się ze swoim rodakiem. Kiedy w 1999 roku Tomasz Gollob miał makabryczny wypadek  we Wrocławiu i wyleciał za tor; w klinice ratowano mu życie a złoty medal mistrzostw świata uciekał z rąk, Zbigniew Boniek natychmiast przyleciał do swojego pupila. Z czasem jakoś przeszło mu bywanie na żużlu i nie wiem dlaczego a nie miałem okazji zapytać, co było powodem oziębłości do sportu, który w jego rodzinnym mieście jest kultowym.

Boniek został prezesem PZPN, mocno wzruszył się i ten wybór okrzyczano jako przełomowy, bo pękł mur „betonowych działaczy“. Pojawili się nowi ludzie w zarządzie i nastąpił odwrót “leśnych dziadków“. Wreszcie!.

Minister sportu odetchnęła i otworzył się chyba dach nad jej głową. Lato bramkostrzelny piłkarz przeżył w swoim życiu epizod w roli prezesa PZPN mało chlubny, aczkolwiek bardzo intratny. Zaliczył także największą, historyczną imprezę jaką było w Polsce EURO, udane organizacyjnie, mało udane sportowo. Zostały nam po EURO  „pomniki“ stadionowe w kilku polskich miastach.

Jakim będzie prezesem Boniek pokaże czas. Mieszka w Rzymie, pracować będzie musiał w Polsce. Jak mówi… nic nowego.

Wybór Bońka na prezesa w tak trudnym związku jakim jest centrala piłkarska oznacza, że przychodzi czas na nowe zarządy i prezesów w innych związkach, gdzie “leśne dziadki“ okopali się aż po zgon. Uważam, że ten wybór powinien być hasłem do kolejnych zmian w polskim sporcie. Polski Związek Motorowy ma statut i wybory zabezpieczające kadencje na lata. Dlaczego kadencyjność obejmuje funkcje państwowe, samorządowe a związki sportowe mają zapewnioną dla prezesów rutynę nie ograniczoną niczym i tak kwitnie klakierstwo bez końca. Nijak to się ma do demokracji i haseł dawania szansy młodym ludziom, którzy mają dużo do powiedzenia i chcą działać z pomysłami. Nie dziwię się zatem gwizdom kibiców, którzy sprawiedliwie oceniają prace prezesów związków sportowych.

A skąd w tytule tego felietonu Emma? Takie imię ma żona tragicznie zmarłego w tym roku na torze Anglika Lee Richardsona. Polacy mocno przeżyli ten wypadek 13 maja we Wrocławiu, lubianego żużlowca, który startował w polskiej lidze. W Rzeszowie, gdzie jeździł uczczono jego śmierć turniejem charytatywnym, także w Częstochowie, gdzie ongiś jeździł,  specjalnym wyścigiem na jego cześć. Do Rzeszowa przyjechała Emma i koszt jej pobytu był nadto wysoki. Jej rodacy potrafią liczyć funty i na pewno nie byliby tacy szczodrzy. Pani Emma upomniała się o pieniądze za ten turniej, naskarżyła do Pezemotu i w ogóle nad Wisłokiem przekroczyła nie ładnie budżet. Prezes Marmy Marta Półtorak poirytowała się tym faktem. I nie tylko ona. Prezes Włókniarza Częstochowa Paweł Mizgalski też dostał niesłusznego prztyczka w nos. Narozrabiała pani Emma i jak się okazuje mąż Lee był bardziej skromny.

Moim rodaczkom i rodakom radzę więc z całego serca aby dbali przede wszystkim o swoje rodaczki i rodaków, którym trzeba pomagać w trudnych sytuacjach życiowych. Jesteśmy narodem bardzo honorowym, lecz nie pozwólmy sobie skakać po głowach i szanujmy się, bo raz po raz zagraniczni goście dają odczuć nam swoją wyższość i zarazem poniżanie. Bardzo mnie bolą takie fakty i nie ważne dla mnie okoliczności, liczy się klasa ludzi, charakter oraz ich morale. Niskie pobudki i monety w oczach powinny być ocenione trafnie już na progu. Po prostu szanujmy się a najlepsze trunki wypijmy skromnie sami, bez towarzystwa ludzi zblazowanych i mało charakternych. Prawda prezesie Boniek?

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s