Grand Powtórki

Nie chcę upierać się przy swoim i namolnie wiercić dziurę w brzuchach prominentnych działaczy żużlowych. Tkwią przy swoim jak kołek w płocie. Przykład wprowadzenia cyklu Grand Prix, czyli serii turniejów w kategorii juniorów przyniósł porażkę z efektem argentyńskim. Czy wyciągnięte zostaną wnioski? Wątpię. Karawana jedzie dalej a psy szczekają, jak mówią niektórzy. I nawet piasek w oczach nie pomaga. Jestem zwolennikiem jednodnodniowych finałów światowych na żużlu i koniec. Wierzę, że do tego dojdzie. Dlatego śmieszą mnie podniecone głosy i euforia, “warto jeszcze dołożyć jeden turniej albo trzy”. Na razie mamy aż dwanaście z daleką Nową Zelandią na otwarcie cyklu Grand Powtórek. Wątpię czy kiedyś uda się skok do USA; Australia po jednym razie spasowała, Łotwa wróciła do gry a Rosjanie nie kwapią się mimo bogatych sponsorów. Czy Szwedzi mogliby mieć trzy turnieje tak jak i my, i być zagłębiem żużlowym? Pozostają przy dwóch i pojawia się nowe miejsce Sztokholm zamiast Malilli. A podobno Malillia by chciała też. Polacy królują i biją się o organizację imprez GP. W miejsce Leszna będzie znów sanacja Bydgoszczy, która jest ostoją dla posiadaczy praw do organizacji Grand Powtórek. Zostaje Gorzów, otwiera serial wspomniana Bydgoszcz a zamyka finalnie cykl Toruń. W Italii w kiepskim miejscu Terenzano znów pojawi się elita a już sądziłem, że wróci Lonigo, sympatyczna mieścina, która dla włoskiego żużla znaczy wiele. O rezygnacji duńskiego Vojens pisałem i żal mi tego kultowego miejsca znaczonego sławą Ole Olsena. Na Bałkanach jeszcze nie  jest pewna lokalizacja, bo albo Chorwacja albo Słowenia, czyli Gorican lub Krsko. Nic zatem nowego, nowy będzie Sztokholm a obok niego rutynowany Goeteborg. Stolica Czech jest jak piwo Staropramen, dobra na wszystko i wszyscy lubią przyjeżdżać nad Wełtawę. Urok miasta i zawody są tam zawsze zacięte a tak się składa, że po sztucznym torze w Goeteborgu na Ullevi zawodnicy chcą się nakręcić na normalnej nawierzchni. I nakręcają. Anglicy wypełniają stadion w Cardiff gdzie żużlowcy ścigają się pod dachem na ”materacu”. W kalendarzu GP na rok 2013 mamy dwie stolice Kopenhagę i Sztokholm. W Polsce Warszawa czeka na swoją kolej ze swoim stadionem owianym skandalem z dachem. Mamy dominację Pomorza, bo to i Bydgoszcz, i Toruń przecież.

Dobrze by się stało, gdyby geografia serialu GP była zmienna i odkrywano nowe miejsca, dając zarazem szanse nowym ośrodkom i ambicjom. Wszystko zależy jaka jest koncepcja i czy obraca się ona “ wokół” dojenia bogatych wujków, czy jest nastawiona na pokazanie czegoś nowego, zachwycenia publiczności atrakcjami. Nie ma takiej koncepcji by zachwycać, raczej wszystko obraca się rutynowo.

Zawodnicy tourem GP, przy kilkunastu turniejach, co dwa tygodnie  już w połowie tracą oddech, bo przecież nie tylko samym cyklem GP żyją najlepsi. Obserwuje się, że niektórzy świetni zawodnicy jakby nie specjalnie garnęli się do tego cyklu, bo ich ambicje ograniczają się do zarabiania, nie wydawania, realnie oceniają swoje szanse i dlatego można wyczytać z oczu ”ile na tym można stracić?” Wydatki są duże, ubytek sił potężny. Harówka o mistrzostwo świata w myśl  hasła czym więcej imprez Grand Powtórek, tym bardziej sprawiedliwy mistrz! Bzdura totalna. Przy ogromnej rotacji zawodników w imprezach wszelkiego rodzaju, startach w kilku ligach, w drugiej połowie sezonu niektórzy żużlowcy “spadają” z motocykli.

Już po kilku turniejach mamy wyselekcjonowaną grupkę zawodników, która będzie się liczyła w walce o medale, grupa pościgowa się miota, a reszta traktuje udział nie jako zaszczyt, lecz zło konieczne. Nie wypracowano takiego regulaminu aby wstrzykiwać w listę startową, w miejsce zmęczonych, żużlowców świeżych i potencjalnych na podium. Dlatego zawody bywają nudne, choć mamy również extra wyścigi i emocje sięgające zenitu.

Jak znaleźć złoty środek, który byłby atrakcyjny dla widzów, nie męczący dla uczestników jazd po mistrzostwo świata?

Przede wszystkim trzeba ograniczyć ilość turniejów GP, miejsca startowe powinny być zmieniane, zawodnicy słabi odsyłani do domów. Jedna “dzika karta” niczego nie załatwia. W tym roku kontuzje czyli przypadki życiowe dały sznase innym, którzy chcą się ścigać w każdych warunkach… “ na drągu, w pociągu, przeciągu”, trywializując powiedzenie kurtyzan. Dlatego mamy takiego Martina Vaculika ze Słowacji bez kompleksów ścigającego się z najlepszymi. A gdyby nie los, siedziałby w ligowym parkingu.

Przykład fiaska serialu GP w kategorii juniorów powinien być sygnałem, że formuła się zużyła a sport i jego istota opiera się na tej niewiadomej, tajemniczej sile, która nazywa się niespodzianką. Czym bardziej nie jesteśmy pewni czegoś, tym bardziej zjawisko frapuje, ekscytuje, kręci .

Publicystyczne traktowanie problemu pt. “Grand Powtórki do pilnej korekty”… już mnie nie satysfakcjonuje, bo z sezonu na sezon mamy swoisty onanizm tego zjawiska, które w kuluarach jest krytykowane a jak wygląda na żywo coraz bardziej widzimy w wydaniu niektórych edycji turniejów. Brak świeżości i brak mocy u niektórych zawodników realizują się jako widowiska przeciętne.

Rewolucja jest potrzebna na miarę atrakcji, kreacji nowej formuły i nie wiem czy nie należy zrobić open mistrzostw świata i wymieszać seniorów z juniorami, zrobić imprezy, które będą niepowtarzalne i urodzą mistrzów takich jak Chris Holder. Nie zasłaniajmy się zresztą tym “ Kangurem”, gdyż on będzie “skakał”, to duży talent, więcej takich jest na zapleczu tylko trzeba dać im wreszcie szanse.

Za takimi finałami tęsknimy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s