Ferajna ze szklanego ekranu

W czasach rozbuchanych medialnie i skomercjalizowanych totalnie, zdominowanych przez zagraniczny kapitał na polskim rynku, warto czasem zastanowić się jak to było dawniej a jak jest dziś. Nie ukrywam, że jako młody reporter katowickiego “ Sportu”, potem już dojrzewający redactor, byłem pod wpływem oblatanych działaczy, którzy reprezentowali polski speedway na forum Międzynarodowej Federacji Motocyklowej. Bogdan Matuszak, Władysław Pietrzak, Zbigniew Flasiński, Lech Baran byli znaczącymi postaciami z symbolem Polskiego Związku Motorowego kierowanym przez nieodżałowanego prezesa Romana Pijanowskiego. Inżynierowie, znający języki, niemal dyplomaci mieli wielki autorytet na arenie międzynarodowej. Elita działaczy wiodła za sobą garstkę dziennikarzy, redaktorów na imprezy światowe. Wyjazdy miały swoje limity, imprezy żużlowe nie były hołubione, toteż wspomagał reporterskie eskapady PZM. Tygodnik “Motor”, dzienniki sportowe “Przegląd Sportowy” i “ Sport” z doskakującym raz po raz  “Sztandarem Młodych”  wiodły prym na rynku medialnym w prasowym przekazie krajowym i międzynarodowym w obszarze żużla. Grupa była nie duża, wspomagana przez Polską Telewizję, która” kupowała” informacje, komentarze. Sprawozdawcą sztandarowym był Jan Ciszewski, pod którego byłem, nie ukrywam tego wcale, urokiem. Imponował mi barwą głosu i zaangażowaniem a także tym, co mówił z wielką swadą a zbierał te wartości jako spiker na rybnickim  stadionie. Podczas kilku pobytów na finałach światowych, choćby na Wembley liczyłem mu punkty na stanowisku sprawozdawczym i miałem okazję być w “kotle” wydarzeń. Potęga TV zawsze była i monopolistycznie elektryzowała.

A jak jest dziś? Potęga mediów elektronicznych jest olbrzymia, prasowa nieco opadła w tej przestrzeni.

Prowadziłem 10 biur prasowych na finałach światowych na żużlu, wtedy proporcje zagranicznych wysłanników do krajowych miały się tak, jak jak 4:6. Dziś zalew polskich reporterów, głównie fotografujących jest olbrzymi. Przyjeżdżają, oglądają, tylko posiew tego potem jest nikły. Mamy teraz jeszcze aktywne internetowe portale. I tak się kręci karuzela żużlowych imprez z tłumem polskich reporterów, których często w biurach medialnych kłopotliwie redukują.

Od jakiegoś czasu nowością jest cykliczna obsługa transmisji telewizyjnych z ligowych meczów, co dawniej było niemożliwe a dziś jest normą. Kiedyś jeśli do czegoś takiego dochodziło emitowano w TV relację z poślizgiem żeby więcej ludzi było na stadionie.  Ligowe mecze transmitowano jak na lekarstwo, najczęściej w regionalnych stacjach TV. Nie można pominąć radiowych rozgłośni, regionalnych na Pomorzu czy Śląsku, które pilnowały wydarzeń żużlowych jak oka w głowie. Do dziś radio rozpala serca.

Czasy jednak się zmieniły i dziś mamy internetowy boom. Wielkie bum! Kibice wybierają domowe fotele, “ browary” na deser i siedzą w domach. Paliwo drożeje, stadiony pustoszeją, interesy drepczą w miejscu. Prezesi mają parcie na szkło, bo reklamy wypełniają pustkę. Co się bardziej opłaca: ryk tłumów czy marna kasa?

Od czego mam zacząć, bo środowisko jest uczulone, zazdrosne i bardzo … śledcze. W prasie prym wiedzie bez konkurencji “ Tygodnik Żużlowy” i nie ma dyskusji.

No to teraz skok do TV, do serialu Grand Prix, gdzie monopol należy do stacji Canal+. Rozkręcał machinę Robert Rymarowicz, niestety ciężka choroba kilka lat temu nie dała mu szans przeżycia. Robert był fanem klanu Gollobów, sprawozdawcą niezwykle umiarkowanym, z fachowymi komentarzami. Zwolennikiem Rymarowicza był Edward Durda, charakterystyczny głos, który nie tylko żużlem jest wspomagany. Nie mogę nie wspomnieć Łukasza Płóciennika, który zginął tragicznie w wypadku samochodowym. Pojawienie się Piotra Olkowicza zwiastowało dynamicznie wiele dobrego i Piotrek jako wiodący sprawozdawca, dobierający sobie do pomocy różne osoby, czasem ciekawe, czasem mniej czaruje z mikrofonem, zna od podszewki serial GP i swobodnie porusza się w tej przestrzeni. Potrafi wydobyć dramaturgię widowiska i pociągnąć za sobą towarzystwo oglądające turnieje w różnych miejscach. Wspomagająca grupa ekspertów ze studia dobierana jest przez opanowanego zawsze Grzegorza Milko, który miał przerwę, bo jego miejsce zajęła ówczesna reporterka szalejąca w parkingu Daria Kabała – Malarz /obecnie przepytuje Michał Łopaciński/ i Grzesiu miał więcej czasu na włoską piłkę, gdyż włada językiem rzymskiego cesarstwa. Daria K – M urodziła bliźniaki i na pewno wróci do gry. Studia mają swoją oprawę, bywają w centrum Canal + oraz na stadionach. Miałem przyjemność uczestniczyć w wielu takich forum, gdzie sprzedawałem swoją wiedzę kibicom.

Przez studio Canal + w serialu GP przewinęło się multum ludzi różnych profesji, którzy mają zakodowany speedway na zawsze jako typowy job, nie obrażając nikogo. Transmisje kreują ludzi ale i obnażają wady, więc karuzela gości/ estrada, scena, mistrzowie innych sportów/ kręci się jak ruletka. Niektórzy przebierają nogami, żeby tam być. A limity i koneksje decydują o losie.

Ligowe transmisje w TVP 1 z meczów hitowych obejmują Ekstraligę i tam guru jest Rafał Darżynkiewicz, zielonogórzanin, z charakterystycznym głosem, znający się na żużlu, wydawca pod egidą Włodzimierza Szaranowicza. Jego wspomagajacym ekspertem jest Krzysztof “ Metanol” Cegielski, którego życiowa kariera żużlowa została dramatycznie kiedyś przerwana tragicznym wypadkiem w Szwecji. Krzysztof postawił na mikrofon, toteż jest rozrywany pomiędzy Canal + a TVP 1.

Druga ligowa ekipa sprawozdawcza publicznej telewizji składa się z południa Polski; Robert Noga i Robert Wardzała mają rodowody tarnowskie. Noga dziennikarz, Wardzała syn trenera żużlowego Mariana i były zawodnik a teraz parlamentarzysta. I tak oto mamy transmisje z Ekstraligowych meczów, wywiady reporterów z parkingowych zaułków. Jest więc co oglądać i wybierać, chwalić i ganić. Stadiony pustoszeją, domowe kanapy trzeszczą.

Osobny rozdział przekazów z ligi angielskiej ma Polsat z Marcinem Feddkiem i Tomaszem Lorkiem, ten drugi zakochany po uszy w żużlu od dziecka.

Liga z Wysp uczy, niektórzy nasi  błyszczą wiedzą, znają język i swobodnie poruszają się jako Europejczycy. Można ciekawie posłuchać np. Dawida Stachyrę, Piotr Baron komentuje super. Jarek Hampel z angielszczyzną jest jak ambasador i kiedyś może być świetnym działaczem. Ale gdzie tam jeszcze do tego… przed nim miejsca na podium.

Obok lecą radiowe transmisje od Leszna po Pomorze, Lubuskie, Śląsk, Podkarpacie, lubelskie Roztocze. Szum faluje. Elektryzuje, podkręca spiralę speedway made in Poland.

Speedway jest jak magia, wciąga, elektryzuje. Tłum reporterów z Polski był “postrachem” organizatorów imprez zagranicą, kiedy Tomasz Gollob zwiastował cudne wyścigi i zwycięstwa. Dziś gazety mają speedway na należnym miejscu, choć nie wszystkie go preferują z tych głównych. Przekaz telewizyjny dociera na kanapy i fotele w domach, no i tłumi inne wydarzenia. Sfera medialna jest jakże inna od tej, kiedy do Londynu na Wembley leciałem spłoszony jak wróbel i wbijałem się w rodzimy rynek z relacją na siłę tu i tam, by zadowolić czytelników, słuchaczy i mieć satysfakcję, że przekaz odbierany jest jak skrawek czegoś niebotycznego. Dziś wystarczy spojrzeć na “plazmę” i kliknąć w compa. Wszystko jest. A jednak… chyba nie wszystko… Nie ma już niestety żużlowego, starego i mitycznego Wembley a ja sentymentalnie z jego królewskimi tajemnicami mam go w sercu i pamięci.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s