Fałszywe nuty

Kiedy zagraniczni żużlowcy wjechali do polskich lig zapachniało nowym; wzrosło podniecenie ich startami, kibice zapełniali szczelnie stadiony. Skoro tak piszę, to znaczy że już fani nie są tak wierni? Tak, bo materia się zużyła, gdyż nie można w nieskończoność oglądać tego samego filmu w tym samym kinie i na coraz bardziej zużytych fotelach oraz brudnym ekranie. Z biegiem czasu wygasły wielkie emocje, wkradła się rutyna i przyzwyczajenie. Zauroczenie minęło jak w wielu miłościach na początku i żar wygasa, choć czasami bywa znów wzniecony.

Czy nie tak?

Pytania będę zadawał, taki ten felieton dziś.

Żużlowe kluby charakteryzowały się przed laty stałością kadr i roszady były rzadkością. Pamiętam szum w Gorzowie gdy Zenon Plech zapragnął lepszego powietrza, niż jest nad Wartą i zamarzył sobie bałtycki jod. Straszna się zrobiła wtedy zawierucha.

Pamiętam spektakularne przejście Marka Kępy z lubelskiego Motoru do Startu Gniezno, za duże pieniądze. Potem byli następni, lecz już za „drobne“. Ale wyłom mentalny został zrobiony i klubowe twierdze pękły, starły wartości klubowe i tradycje, które były nie tak dawno jeszcze nadrzędne. Czasy jednak się zmieniają i ludzie też. Wielki pieniądz zaczął krążyć, złota aureola pojawiła się nad gwiazdą Duńczyka Hansa Nielsena i gdyby było można wożono by go królewską karocą, wystarczyły jednak Mercedesy. Wówczas liczono  kontrakty w zachodnioniemieckich markach a lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte miały w tej walucie dobre przebicie. Polskie ligi płacowo były na topie i żadna inna by nie wytrzymała takiego poziomu. Żadna. Tak długo…

Czy nie tak?

Rosły apetyty na asów, prezesi klubów podbijali ceny jak na warzywniaku. Zagraniczni zawodnicy szybko się w tym połapali i drenaż kas klubowych miał coraz nowe wyzwania. W tym szaleństwie tkwiły niebezpieczeństwa i oczywiście zaczęły się one pojawiać. Działacze łyknęli bakcyla wielkopaństwa, nabrali noworuskich manier. Złote Vipy i mniejsze Vipy. Trybuny zapełnione sponsorami różnej kategorii wraz z ich żonami. Towarzystwo daje malowniczy obraz bankietowy po każdym turnieju wielkoszlemowego żużla. Wystarczy spojrzeć jak się pije i marnuje jedzenie oraz jak wyglądają toalety po takich fanaberiach. Towarzystwo poklepuje się po ramionach i ukradkiem obgaduje, bo oficjalnie wszystko jest cacy. Granie na fałszywą nutę jest w żużlu ogólnie tolerowane, mówi się zdrobniale i czule a za plecami wystają rogi i błyska nienawiść. Zazdrość i zawiść L, XL i XXL…

Czy nie tak?

Dobrze wydaje się cudze pieniądze, gorzej ze swoimi. Pojawili się prezesi, którzy mieli z czego wydawać i zapraszać NadVIP – ów, kluby rosły w siłę a fani mieli uciechę opod pachy. Wszystko ma jednak kres, kończy się kasa,  kadencje i prokuratorzy też mają głos. Towarzystwo wzajemnej adoracji udaje, że się kocha, nie czubi i wszystko jest super. Mdli takie gremium jak przesłodzona kremówka. Kto ma kasę szpanuje, śmiesznie wyglądają niektórzy obwieszeni identyfikatorami Super Goście, którzy w tym obnoszeniu chowają swoje kompleksy, zwłaszcza gdy wzrost nie taki. Wcale nie kpię ze 160 centymetrów w kapeluszu. Kiedyś próbował mi zaimponować pewien prezes, który raz  po raz nadal głosi myśli mędrca amatora, prezentując telefony komórkowe, albo laptopy.  No i przy chorej ambicji parcie na szkło ogromne a wypowiedzi cienkie jak żyletka.

Czy nie tak?

Syndrom czasów. Nie liczy się co w głowie tylko… skóra i komóra i jeszcze „Mesiu“. Kiedy urywa się nagle dopływ środków na wydawanie nie swoich pieniędzy szuka się na siłę okazji błyśnięcia, mimo, że przychodzi czas i na przesłuchania i proszą żeby oddać pasek od spodni.

Czasy zmieniają się w żużlu i myślę, że kryzys mamy na progu. Jednak.

Ostatnio burzę wywołały inwokacje na temat Jarosława Hampela. Że niby prezes Unii Leszno Józef Dworakowski go zwalnia a on „pojedzie“ do Tarnowa. Hampel nabiera wody w usta, rehabilituje się, ma sezon niestety w plecy. Ktoś tam piszczy, że to prawda, ktoś jako koleś twierdzi, że nieprawda. Coś na rzeczy jest, bo kiedyś transfery były dokonywane na przełomie roku a teraz jeszcze sezon się nie skończy już podpisują kwity. Dojdzie do tego, że w czerwcu będziemy mieli, po 2 – 3 miesiącach jazd, składy drużyn na nowy sezon. Absurdalne sytuacje. Są zawodnicy, którzy barwy klubowe mają tam, gdzie kończą im się plecy. Są i tacy, którzy jak im się poda rękę, to z powrotem już nie ma dwóch palców. Legendy ciągle krążą. Mówi się szeptem, konfidencjonalnie a jak co do czego przyjdzie jest kolesiowy nepotyzm. Ładnie tak? Krzysiu, Grzesiu, Tomku, Mareczku, Andrzejku, więc leci kabarecik, robi się słodko tortowo… a na dnie bulgocze gorycz.

Czy nie tak?

Nowe reguły finansowe lig skłonią, tak myślę, do pewnych kombinacji, które już się rodzą i niektórzy prezesi może dadzą zwieść się ułudzie, reszta będzie normatywna i dostanie w d… Nie jestem od chwalb ani do przykrych połajanek, jestem od bardzo wielu lat obserwatorem żużlowego życia, jego kulis i wiem, że ile by się nie wpompowało pieniędzy w kluby pn. SPEEDWAY będzie za mało. Powstały na przestrzeni minionych lat finansowe elity i jest szara, smutna rzeczywistość. Mamy niby kłopoty, mamy Goldvipów i mamy swoisty nepotyzm kadrowo – sytuacyjny. Za mało do diabła męskości w tym wydawało by się męskim sporcie. I już nie zadaję tym razem pytania.

I kiedy tak patrzę na olimpijskie zmagania, na pot, krew i łzy, szczęścia i nieszczęścia, na niezłomne charaktery, to marzy mi się w żużlu symbolicznie taki ze złotą kulą Tomasz Majewski czy boski i szybki Usain Bolt albo pod żaglem Zofia Noceti Klepacka, niesamowita czarodziejka wiatru. Olimpijskie wzruszenia mam ciągle w sercu. Bez fałszywej nuty.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s