Bolesne złudzenia

Włoski poeta Dante Alighieri, który napisał poemat „Boska Komedia“, który dzieło tworzył przez całe swoje życie, jest autorem takiego oto stwierdzenia: „ Nie ma większego nieszczęścia, niż wspominać dni szczęśliwe w czas nieszczęścia“. Polscy żużlowcy nie obronią w tym sezonie złota, które przykleiło im się przez trzy ostatnie lata. Byli głównymi aktorami w drużynowych rozgrywkach o mistrzostwo świata i mogli wystawiać nawet dwa teamy walczące o podium. Tak było ale się skończyło. Na razie.

Chwila, po kolei. Nie rozpaczajmy, bo nie zawsze świeci słońce, bywają burze mniej czy bardziej gwałtowne. Polacy pod wodzą Marka Cieślaka wcale nie wygrywali złota na luzie z dominacją bohaterów epoki. Bywało różnie i nie przychodziło im wcale łatwo, choć rodzime tory robiły swoje. Przegrywali, podnosili się z kolan, błota i stawali na podium w świetle jupiterów. Byli boscy tak, jak teraz nasi siatkarze. W żadnym sporcie jednak nic nie trwa wiecznie, bywają przypadki losowe, kontuzje a zmiany pokoleniowe są normalnym zrządzeniem losu. Duńczycy zostali znów mistrzami świata!!!

Reprezentacja Polski została pozbawiona kontuzjowanego Jarosława Hampela i osłabienie tego rodzaju jest ogromnym obciążeniem in minus. „Wysypał się“ także  Janusz Kołodziej. Jak wybrać czterech wspaniałych? Robi się duszno.

Marek Cieślak ma świadomość, że drużynę trzeba odmłodzić i nie można tego robić na siłę. Zanim doszło do ostatecznej przegranej na torze w szwedzkiej Malilli, był turniej półfinałowy w Bydgoszczy i trener namaścił do walki o punkty Grzegorza Walaska, który jeszcze nie tak dawno jeździł w tamtejszej Polonii a teraz punktuje i to nieźle w Rzeszowie. Miał do wyboru jeszcze stylistę Krzysztofa Buczkowskiego, który jeździ w Bydgoszczy. Postawił na doświadczenie Walaska, który jednak kompletnie zawiódł. Zawodnik ten potrafi pojechać cudownie i wygrać z najlepszymi oraz dać „ ciała“ z powodów tylko jemu znanych. Nie raz i nie dwa zastanawiają mnie jego jazdy, takie postawy w sporcie. Walasek niestety zdobył tylko dwa punkty na torze, który dobrze zna i został zaszczycony reprezentacyjną nominacją. Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały wcześniej, że wyskoczy z kevlara by nie zawieść nikogo. Zawiódł.

Bo Wirebrand szwedzki szkoleniowiec z Vetlandy, człowiek związany z żużlem „Trzech Koron“ od lat, mag, który pod koniec lat siedemdziesiątych zaczął odbudowywać szwedzki speedway po regresie spowodowanym tragicznym wypadkiem Tommy Janssona dał światu mistrzów świata i drużynę, która wygrywała z najlepszymi. Wirebrand nie potrzebuje rekomendacji, jest wybitnym znawcą żużla od kuchni. Tenże szkoleniowiec powiedział wprost: Polacy przegrali finał na swoim torze w Bydgoszczy. I dodał, że jest mu bardzo przykro z powodu absencji naszych żużlowców w decydującej batalii.

W Bydgoszczy nasi zawodnicy przerżnęli finał jednym punktem z Rosją. Fatalnie. Późniejszy baraż w Malilli był dramatyczny, zaczęło się kiepsko ale charakter drużyny pokazali i pod wodzą kapitana Tomasza Golloba pokazali, że można odrobić straty. Zabrakło tego, co stracił kapitan na początku. Duńczycy byli lepsi o cztery punkty a mogło być odwrotnie. W tejże Malilli wystartował w miejsce Walaska wspomniany Buczkowski i pokazał, że inwestycja w niego, także w Macieja Janowskiego jest kapitałem nie marnowanym.

Dlaczego Walasek pojechał tak źle pozostanie jego słodką tajemnicą, lecz nie wiem dlaczego Marek Cieślak charyzmatyczny trener pomylił się w ocenie szans reprezentantów. Bywają takie rozdroża i nie ma co do tego wracać, choć porażka i odjazd z finału DMŚ są bolesne. Nie śpiewajmy bynajmniej: „ Polacy nic się nie stało“, bo stało. Przyzwyczaili nas żużlowcy do ostatecznych jazd na krawędzi, do hymnu i wzruszeń. Tym razem pozostaje nam żal.

Wracam zatem jeszcze do początku tego felietonu i autora „Boskiej Komedii“, poety, który żył na przełomie XIII i XIV wieku, jakże dawno… Słowa bywają nieśmiertelne.

Nic nie dzieje się na darmo, wnioski z czyśca trzeba wyciągnąć i oby tylko Marek Cieślak nie padł na kolana, bo nie on zawalił sprawę. I niech jego rywale nie używają sobie, popatrzą szczerze na swoje dokonania. Polskie casusy porażek są radością dla konkurencji, która żyje z doładowań wpadek.

Złoto uciekło, srebro się wymknęło, brąz poleciał gdzieś daleko. Tak sobie myślę, gdybyśmy jednak awansowali do finału, jakby to było? Potrzebny byłby Hampel, lecz kontuzjowany… A gdyby był w pełni sił Patryk Dudek, więc taki zespół pod wodzą kapitana Golloba przypominałby mi czasy lat osiemdziesiątych, kiedy wspominany Bo Wirebrand ćwiczył szwedzką reprezentację a tam młodzieńcy tacy jak Tony Rickardsson, Jimmy Nilsen, Per Jonsson i Henka Gustafsson pędzili zawadiacko do mety i stawali na podium. Z ambitnymi szwedzkimi juniorami coach Bo ścigał się z Amerykanami, Anglikami, Australijczykami i Duńczykami na brytyjskich, trudnych torach. „ Trzy Korony“ stawały się szybko perłami na medal.

Niczego absolutnie nie sugeruję, choć marzy mi się team spirit PL ze skrzydłami młodości, nikomu nie ujmując doświadczenia i rutyny. Powiązanie jednego z drugim czyni czasami cuda. Prysznic bydgoski i szwedzki nie pójdzie chyba na marne, tak wierzę, gdyż Polacy nadal mają team, którego zazdroszczą inni, choćby taki nowy coach australijskiej ekipy Mark Lemon czy weteran Wirebrand, którego kiedyś wyleczyłem z bólu żołądka po wypiciu „sety“ polskiej czystej wódki z pieprzem. I to nie była boska komedia, to było wtedy życie bez złudzeń, że po męsku bez barażu trzeba zawalczyć, żeby było zdrowo i na medal. A gwiazdy świeciły nie tylko nocą.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s