Rozpalone lato

Kanikuła. Jeszcze nie podliczyliśmy do końca futbolowego EURO a już mamy na horyzoncie Londyn i letnią olimpiadę. Wydarzenie niesamowite i wierzę, że złote medale, inne medale polskiej reprezentacji osłodzą nam sportowe życie. W tegorocznym konglomeracie wydarzeń, które wyraźnie dominują w świadomości, bo przecież igrzyska olimpijskie są zjawiskiem oczekiwanym z nadziejami, emocjami i niosą z sobą przeżycia jakich się nie zapomina a speedway jedzie obok.

Przypomnę niedawno zmarłą królową komedii romantycznej, scenarzystkę i reżyserkę Norę Ephron z Nowego Jorku, nominowaną trzy razy do filmowego Oscara. Tak oto mówiła: „Większość z nas żyje życiem pozbawionym momentów nadających się do kina“. Dodam przy okazji, że jej ostatnim mężem był scenarzysta /„ Chłopcy z ferajny“ reż. Martin Scorsese / Nicholas Pileggi, a burmistrz Nowego Jorku oświadczył, że śmierć Ephron jest wielkim spustoszeniem dla środowiska artystycznego NYC.  Ale do rzeczy… Czy nie mamy życia na… kino? Wszystko zależy od tego jak się rozumie to KINO. Ono istnieje w przestrzeni obok nas. Na poważnie i śmiesznie.

Oto jadę autem i nagle słyszę, że prezes PZPN Grzegorz Lato będzie jednak ubiegał się o reelekcję. Krytykowany prezes, obśmiewany na lewo i prawo jakby nie słyszał głosów i brnie w zaparte. Dla mnie to bardzo symptomatyczne zjawisko i WIELKIE KINO. Co jeszcze trzeba napisać, żeby prezes ten czy tamten się zawstydził, miał honor, poza tym, że trzyma się kurczowo stanowiska i zarobków. Podobno jest projekt by rozwiązać PZPN. Już poprzedni prezes Michał Listkiewicz także bronił się rękami i nogami żeby tkwić w fotelu władcy polskiej piłki. Pani minister sportu liczyła na abdykację szefa PZPN, jednak nie doczekała się i nie ma siły na tych ludzi kopanej.

Prawo jest takie a nie inne, od kilkudziesięciu lat modyfikowane za sprawą prezesów na rzecz umacniania władzy. Poszczególne punkty statutów bronią tych, którzy tkwią w zaklętym kręgu. Chyba, że sami zrezygnują albo jaskrawo zlinczują prawo. Jeśli ktoś umiejętnie lawiruje może tkwić na stanowisku dożywotnio. Zgadzam się, bywają tacy władcy sportu, którzy dobrze działają i wyniki oraz osobista kultura i jasne horyzonty na przyszłość umacniają ich w poszczegółnych związkach. Nie wyobrażam sobie jednak dalszej egzystencji bez kadencyjności i statutowych zmian.

Inne przykłady.

Władza spod znaku PZM jest nie do ruszenia, bo zabiegi socjotechniczne są staranne i obwarowują ją bezgranicznie. Klakierzy prezesów jeśli są umiejętnie dobierani bronią swoich synekur, ich lojalność bywa fałszywa i co tu gdybać wywołuje reakcje po kątach na miarę opozycji. Jednak włdza nie słyszy takich głosów, jest głucha i niewidoma. Warto więc prezentować takim ludziom białe laski. Nie żartuję. Twierdza PZPN jest  „wzorem“ dla innych związków sportowych, które mogą się powoływać na taki casus.

Kadencyjność władzy jest sankcjonowana mimo wyborczych reguł w wielu dziedzinach naszego życia i dobrze służy demokracji.  Nie ma ludzi niezastąpionych i nie ma takich, którzy są genialni. Porzyspawanie się do stołków powoduje przykre wynaturzenia.

Martwi mnie bardzo, że statuty polskich związków sportowych uchwalone kilkadziesiąt lat temu, liftingowane umiejętnie przez sprytnych prezesów służą umocnieniu władzy, choć społeczny odbiór jest bardzo krytyczny. Wspominany Lato, kiedyś świetny strzelec bramek, powiedział, że nigdy nie oddał meczu walkowerem. Każda władza przykleja się do foteli, do pensji i trudno jej zrezygnować. Sytuacje bywają komentowane tak „Polacy, nic się nie stało…?“ Czyżby. Przyśpiewki są dobre na stadionach. A co kibice wykrzykują? „Jeb… PZPN“. Polacy nie wyszli z grupy i brakowało im sił. Atmosfera jest podła. Organizacyjnie na EURO wypadliśmy super, sportowo za takie pieniądze beznadziejnie, Franciszka Smudę przerosła ta funkcja, bo reprezentacja to nie Odra Wodzisław, niestety… Podobno Ryszard Czarnecki europoseł chce być prezesem polskiego futbolu. Nie cytuję słów w tej sprawie posła Jana Tomaszewskiego.

A Agnieszka Radwańska gra na korcie jak z nut. Zaliczyła cudny Wimbledon. Siatkarze ograli Brazylijczyków! Granie koncertowe. A tu…

Kanikuła. Nie mam już sił sygnalizować np. absurdów wokół turniejów Grand Prix, kalendarza przeładowanego do maksimum ludzkiej wytrzymałości. Niektórzy zadają sobie takie pytanie co jest gorsze: dżuma czy cholera? Obie!

Pani minister Joanna Mucha przejdzie do historii, jeśli zajmie się porządkowaniem poszczegółnych związków sportowych, bo PZPN  jest szczytem góry. I niech się nie łudzi wynikami ekonomicznymi. Ile miał nieruchomości kiedyś PZM a ile ma teraz po konsekwentnej likwidacji, a co się robi na rzecz bezpieczeństwa ruchu drogowego, statutowego zapisu, który wyniósł kiedyś na wyżyny były prezes Roman Pijanowski. Wyniki żużla, sportowe efekty są jak cukierek, który trzeba lizać.

Wybory w poszczególnych związkach sportowych są starannie przygotowywane, głosy krytyczne wycinane, osoby niewygodne, które mają swoje zdanie deprecjonowane. Cel jest jeden, utrzymać się przy intratnej władzy. Rozumię maksymalnie trzy kadencje, ale dożywocie? Poza tym nikt nie bierze pod uwagę, że taki system obronności foteli nie dopuszcza młodych ludzi z ambicjami, nie daje im absolutnie szans, kastruje konkurencyjność, która jest przecież motorem postępu. Po prostu zwykła kicha.

A zatem w kanikułę jaka zapanowała tego lata, pisanie o takich problemach dodatkowo stresuje i podnosi niebezpiecznie temperaturę. Więc z tym życiowym kinem nie przesadzajmy. Mamy niespotykanie tropikalną aurę, no i środek sezonu żużlowego. Zbliża się nieuchronnie czas na plony… I zbiory medali?

No cóż, rozpalona letnia fura czeka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s