Karawana jedzie dalej

Poleciał grad krytyki ppod adresem władz ligowych. Za nowe stawki, za KSM, za… całokształt. Dawniej krytykę gromadziła na swoich plecach Główna Komisja Sportu Żużlowego PZM, zwana potocznie Giekażetem, obecna władza jest rozmyta tak jak mistrzostwa świata i krytykanci uderzają w Ekstraligową Spółkę, po drodze tarmosząc wspomniany Giekażet a także Polski Związek Motorowy, który patronuje całości i nie wypuszcza inicjatywy z rąk, mimo, że zarówno spółkowa Ekstraliga czy tenże Giekażet są samorządne. Niby. “Nic co w żużlu bez nas” zdaje się dawać do zrozumienia PZM. Słusznie. Jego szefowi nikt nie podskoczy i wszystko jest pod kontrolą stołecznego pałacyku na Kazimierzowskiej.

Nie będę się zagłębiał w meandry nowych zasad, KSM i tak dalej, bo z tym jest tak, jak ze statystykami wszystko znajdziecie w internecine, na portalach, nie wspominając już o  “TŻ”. Statystycy i analitycy porównują ile zarobią w nowej sytuacji gwiazdy oraz reszta. Jakoś nikt nie analizuje frekwencji na stadionach i zastanawia się co zrobić, żeby ludzie nie opuszczali meczów, turniejów, przychodzili tłumnie w myśl zasady, że nadal warto. Od lat młócę słowami, że kibice muszą, ba powinni być kokietowani przez władców klubowych, nie tylko ładnymi stadionami, ale dobrymi cenami biletów, programów, konsumpcją oraz atrakcjami przed i po imprezach. Młócę i w zasadzie nie wiele się zmienia, poza oczywistym faktem, że frekwencja jednak spada. Analiza z lat minionych o tym świadczy dobitnie. Nie mamy extra wydarzeń, nie ma już charyzmy jaką stworzył przed laty Tomasz Gollob. To był szał, to były wspaniałe czasy, kiedy w rytm gollobomani “płynęły” za zawodnikiem wierne rzesze kibiców oblepionych na biało – czerwono.

Tak jak w czasie futblowego EURO, jak za czasów Adama Małysza a i teraz Justyny Kowalczyk. Kibice lubią mieć idola, artystę sportowego, który funduje im hymn narodowy, wzruszenia i zwycięstwa niezapomniane.

Mamy spadek frekwencji a w klubach słychać narzekania, że brakuje pieniędzy a tej kasy potrzebują zawodnicy jak wielbłądy wody na pustyni. Kalendarz żużlowy jest przeładowany imprezami i odnoszę wrażenie, że nikt nad tym zjawiskiem nie panuje. Jedni tylko mają luz… druga liga made in Poland. Tam jest ciągle dużo “powietrza”.

Co do KSM, raz jest, potem nie ma i znów jest. Jakie zmiany? Otóż nie ma limitów zawodników z Grand Prix, ustalono 4.5 tysiąca złotych za punkt. Tysiąc euro tak mniej więcej. Będzie teraz Jury i to mnie dziwi, bo od zarania wystarczał pan i władca na stadionie w czasie meczu czyli sędzia. Jury tylko w fazie finałowej, bo co więcej głów, to nie jedna. A kiedyś wystarczała jedna. Sędzia jak był cwany to ukradkiem i tak wykonywał telefon do stosownej władzy. Konsultacja będzie teraz gremialna i trzeba za nią oczywiście zapłacić. W ogóle koszty administracyjne rosną i nie wrócą się czasy kiedy za punkt w latach siedemdziesiątych płaciło się plus minus 60 złotych. Sędzia miał gażę może i wstydliwą ale specjalnie nie narzekał. Potem towarzystwo się rozpuściło, a raczej pozwolono mu się rozpuścić. Nie jestem takim, co to chciałby aby sędzowie mieli głodowe stawki. Nie. Ile zarządzający spółkami zarabiają jest tajemnicą poliszynela. W ogóle ongiś PZM był społeczną organizacją, czasy odmieniły struktury i dziś za wszystko się płaci. Klub musi na to mieć…

Patrząc na europejski/ światowy, jaki?/ speedway, sport jakby nie było niszowy poza Polską, jest nie najlepiej, nie ma rowoju, nie przybywa nowych federacji, które promują żużel. Odwieczny mój “konik” jednodniowy finał i WIELKIE WYDARZENIE  KAŻDEGO SEZONU jest odnawialny jak bankowa lokata. I nic. Dalej brnie się w tę zwyczajność i udaje, że ten sport jest śliczny jak obrazek.

Czego potrzebujemy? Koncepcji rozwoju i nie ulega dla mnie wątpliwości, że taki wniosek powinien płynąć do FIM z Polski, bo to ona podtrzymuje bez respiratora ten sport w Europie. Opłacamy elitę, organizujemy imprezy topowe. Nic bez nas.

Przed nami kolejna GP w Gorzowie Wlkp. na stadionie Edwarda Jancarza. Tak a propos to Stadion Narodowy w Warszawie otrzyma imię Kazimierza Górskiego. Piękna sprawa. W Gorzowie z “dziką kartą” pojedzie obiecujący małolat miejscowego chowu Bartosz Zmarzlik, chłopak otrzymał super prezent. W takim towarzystwie, w tym wieku/17/ to jakby “żużlowa komunia”. No to jedź chłopcze i pokaż, że warto w ciebie inwestować i nie spraw zawodu, bo jesteś spadkobiercą tych, którzy na tym stadionie królowali od dziecka czyli Zenon Plech i Edward Jancarz.

Żużel toczy się w czerwcowe dni obok niesamowitych piłkarskich wydarzeń i żeby przeżyć te klimaty trzeba być w którymś z miast, gdzie toczą się mecze EURO. Adrenalina skacze na maksa, byłem więc w Warszawie na meczu, gdzie zremisowaliśmy z Rosją. FANZONY w miastach biją wszelkie rekordy. Nasza stolica jest ładna jak laleczka mazowiecka. I ten dynamit w płucach kibiców. Warto żyć dla takich chwil. Zachłysnąć się SPORTEM, atmosferą niepowtarzalną. Może jedyną w życiu? Hm, może i tak. Bo prawdziwy kibic sportowy nie powinien mieć klapek na oczach.

No dobrze, co tam na koniec? Motory raz jeszcze.

W Gorzowie Tomasz Gollob pojedzie na swoim, klubowym torze i oczekuje się, że zmaże poprzednie kiepskie wrażenia z GP. Kibice mają rozdarcie duszy, bo z jednej strony kusi futbol na wysokim poziomie a z drugiej jest speedway, który się kocha, choć z tą wzajemnością bywa ostatnio różnie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s