Stres, zmęczenie, upadek

Ten sport jest ekstremalny, motocykla dosiada człowiek, który nie jest pozbawiony stresów, dopada go zmęczenie i zwykłe ludzkie problemy. Był czas przed laty, a było to dawno temu, kiedy czas był mierzony w żużlu od meczu do meczu, nie było za wiele turniejów zaproszeniowych, raczej obfitowały na koniec sezonu, liczyły się jeszcze starty w eliminacjach mistrzostw świata różnej kategorii, w których udział brali najlepsi. Reszta miała dużo wolnego czasu, może nie tyle ile obecni drugoligowcy, bo przecież to, co mają teraz jest rzadkim zjawiskiem w sporcie. Przypomina mi szachy. Wiek startujących w żużlu jest zróżnicowany, to normalne. Cel jest jednak ten sam, zdobywać punkty.

CZY stres jest wszechogarniający? Raczej tak. Nie wyobrażam sobie aby zawodnik był pozbawiony ambicji, woli walki i było mu wszystko jedno. Obojętnie gdzie startuje.

CZY zmęczenie dopada tylko nielicznych? Każdy może poczuć się zmęczony nie zważając na wiek jeśli wysiłek jest ogromny i brakuje pauzy na wytchnienie. Starsi mają mniejszą odporność, lecz nie ma reguły. W żużlu zawodnik sam sobie bywa żeglarzem i sterem. Sam wytycza kierunki jazd.

CZY upadki są wkalkulowane w ten sport? Oczywiście. Taki jest speedway i każdy start grozi nieprzewidzianym finałem.

Obecny speedway jest naszpikowany imprezami, startami, jest tego sporo. Starty w kilku ligach, co dwa tygodnie dla elity turnieje Grand Prix.

CZY ktoś już teraz czuje się zmęczony, poza drugoligowymi zawodnikami, którzy mają dużo luzu?..

Tomasz Gollob miał karambol w lidze szwedzkiej, w turnieju GP Szwecji w Goeteborgu popełnił błąd i upadł.

CZY potrzebny jest „oddech“? Zawodnik minął już czterdziestkę. Jest ambitny, jak mało kto prowadzi sportowy tryb życia i może być wzorem dla innych, bo wyczyn dla niego jest całym życiem. Nie jest jednak pozbawiony stresów i tych ludzkich ułomności, które dopadają nas wszystkich raz po raz.

CZY nie ma za dużo startów? Sam musi sobie na to odpowiedzieć, gdyż jest na tyle egoistyczny w trybach tego życia, że trudno mu cokolwiek sugerować, obraża się czasami zupełnie  niepotrzebnie. Jestem recenzentem tego sportu od lat wielu i poznałem charaktery zawodników, nadal je poznaję i ciągle mnie zaskakują. Często są bardzo trudne w obejściu. Dochodzi wychowanie, które bywa wypaczone różnymi wydarzeniami. Miałem kiedyś okazję jako działacz przez wiele lat podróżować z zawodnikami na mniej lub bardziej prestiżowe turnieje.W takich sytuacjach najbardziej poznaje się ludzi, tam wychodzi przysłowiowe szydło z worka. Nie trudno być zadowolonym i uśmiechniętym na podium, jakże trudno pokazać charakter wobec porażki, ciężkiego stresu i zademonstrować duszę nie celebryty lecz normalnego człowieka. Trudna sztuka odstawienia ze zrozumieniem goryczy stresu powodowanego często niesłusznym, krzywdzącym werdyktem. Wykazanie opanowania wymaga refleksu też. Rozumiem młodych, staram się zrozumieć rutyniarzy, którzy gubią fason. Zostawiam te problemy na inny czas.

Serial Grand Prix „zgwałcił“ kalendarz żużlowy w sposób nie uwzględniający rozwoju tej dyscypliny, czasu na odpoczynek. To tak jakby w piłkarskim turnieju mecze musiały grać drużyny co drugi dzień, bez odnowy, a jeszcze po drodze niektórzy futboliści zaliczali ligę. Pogwałcenie zasad normalnego życia, nie tylko sportowego? Chyba tak! Toteż kiedy oglądam ze znajomymi turnieje Grand Prix i mówię, że zawodnicy następnego dnia muszą dobrze wypaść w ligowych rozgrywkach i przejechać kilkaset kilometrów po prostu nie wierzą i pukają się w czoło. Ja nie pukam, bo już mnie czoło od tego boli od dawna.

Bardzo dziwię się, że nikt z zarządzających żużlem nie dostrzega problemu a i sami zawodnicy nie ustalają reguł jazd. Powstają związki czy stowarzyszenia, które mają bronić praw zawodniczych, niestety nie chcą widzieć widzieć tego a animatorzy takich organizacji zajmują się raczej sobą. Sezon za sezonem mija. Problem na pewno jest poważny, bo permanentne starty w kilku ligach są zjawiskiem niezrozumiałym. Żadne prawo nie reguluje tego procederu, który sankcjonuje zmęczeniem duże ryzyko uprawiania sportu.

Kto więc powinien zainicjować dyskusję i powziąć decyzję? Hm, przecież są nadrzędne organizacje i nic nie robią w tym kierunku. Serial GP napędza się sam a reszta przygląda mu się jak leci, przyklaskuje nowym imprezom, które pogłębiają sygnalizowany przeze mnie problem zdrowej, radosnej, bez umęczenia walki i popisów outsiderów w typie Anglika Chrisa Harris. Przez głupie i nieodpowiedzialne decyzje cierpi widowisko i jego uczestnicy. Jak długo? Aż nam serial wyjdzie bokiem?

Przy dużym zmęczeniu zawodników już w połowie sezonu rośnie groźba słabej atrakcyjności imprez. Około połowa zawodników wcześnie cierpi na syndrom znużenia serialem i dojechania byle jak do końca. Elita natomiast walczy, lecz czy jednak na tej garstce mają opierać się emocje turniejów o mistrzostwo świata?! Wszak chodzi o pierwszą półkę a nie o ogony…

Żyjemy na ziemi a nie na Marsie. Marzę, by wszystkie turnieje tchnęły na odległość świeżością uczestników, pełnią zdrowia, ambicjami od początku do końca na maksa, bez  upadków, z jazdami zacięcie pięknymi. Aby pierwszy turniej był taki sam jak pierwszy albo i lepszy. Finał bez spadania z motocykli. Jeszcze ze scenariuszami atrakcyjnymi i zapamiętanymi. No i żeby to było wspaniałe wydarzenie sportowe i nie tylko, bez udręki i z radością na torze oraz widowni. Żyje się raz!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s