Parasolki i golizna

on

„W maju jak w raju“ mówią zakochani. A niektórzy dodają przekornie „nie tylko w maju“.

Niech tak będzie.

Karuzela żużlowych widowisk i emocji zaczyna kręcić się coraz szybciej, nie brakuje wrażeń i nabieramy coraz więcej adrenaliny. Pompowanie trwa!

Serial Grand Prix miał premierę we Wrocławiu w 1995 roku i dobrze pamiętam jakie były nadzieje na nowy projekt, w którym uczestniczył duński internacjonał Ole Olsen. Angielska firma BSI i jej szef, który już sprzedał prawa do tej produkcji, bawi się teraz w odzieżowe ewolucje. Zarobił spore pieniądze niejaki John i na polskiej organizacji. Serial przechodził różne koleje losu, początki były siermiężne w tasiemcowym trwaniu imprez, choć część zawodników szybko brała prysznic, mogła pakować manele i jazda do domu. Wyeliminowano te szybkie „odpady“ i teraz mamy w miarę ukształtowany projekt serialu GP, który mimo wszystko w liczbie organizowanych turniejów wlecze się przez cały sezon plus minus z dwutygodniowymi interwałami. Mordęga. Kiedy już serial dobiega ¾ całości zmęczenie uczestników jest nadto widoczne i brak świeżości. Ten cykl nie jest okrawany a wręcz odwrotnie ciągle mamy plany jeszcze większej liczby imprez. Do upadłego? Można i tak. Jak nawięcej kasy Mr. Paul Bellamy? Ten gość zarządza turniejami GP i jest zadowolony. Ilość a nie jakość? Mnie to się nie podoba i już, bo wolałbym serial zwarty, żadna tam brazylijska telenowela, tylko coś takiego co zostawia raczej niedosyt, niż przesyt do cna.

A teraz coś lżejszego.

Pamiętam zgraną pakę polskich dziewczyn, bodaj rodowodu wrocławskiego, które na starcie urodą i kolorami niekoniecznie parasolek wskazywały, gdzie zawodnicy pod taśmą mają się ustawiać. Czy rozpraszały uwagę urodą i cielesnością? Zakontraktowano je nie tylko na polskie edycje GP, jeździły także poza rodzimy kraj i sławiły hasło, że Polki „grzeszą“ urodą na żużlu. A speedway idealnie nadaje się do pokazywania, co kobiety mają i gdzie, i czym tak naprawdę różnią się od płci brzydkiej. Ano różnice są kolosalne. Czy długość nóg ma wpływ na rozproszenie uwagi zawodników pod taśmą, zanim ona podniesie się do góry, a dziewczyny pokażą co mają do pokazania.

A więc pokazywałylecz ten udany team się skończył i mamy inne układy „ parasolek“.

Utarło się od dawna już, że na starcie mają być dziewczyny, pokazywać co mają najlepsze i trzymać kolorowe parasolki. I machać tymi parasolami i kręcić pupami, bo tak lubi męska część żużlowej widowni.

Niech tak będzie.

Czy na starcie mogą być tylko dziewczyny rozebrane jak należy i kusić walorami jakie mają? Pytanie retoryczne.

Specjaliści od technik pokazywania się na estradach nie zawsze upierają się na tym, żeby quasi erotyka była dominującą prezentacją na stadionie. Dlaczego nie dziewczyny w regionalnych strojach dla przykładu? Wychodzę na zgreda? Coś co kusi bywa zakrywane umiejętnie, takie są tajemnice emocji podsycanych przez kobiety. One wiedzą najlepiej jak skusić męski ród, od czasu raju, Ewy i jej jabłka podarowanego Adamowi. Jabłko nie było zresztą najważniejsze chyba wtedy. I tak jest do dziś.

Ogromnie mi żal cziliderek na żużlowych stadionach, które wyginają się na starcie w zimnie i deszczu. Wszystko co jest robione na siłę nie wywołuje dreszczy rozkoszy. One leżą gdzie indziej. Nie jestem zwolennikiem pewnego toruńskiego radia podnosząc temat golizny obok startowych maszyn na żużlowych stadionach. To nie tak. Podnoszę temat, bo widzę, że sztampa i rutyna wbiła się na dobre w speedway i wszędzie gdzie jesteśmy parasolki i dziewczyny skąpo ubrane dominują obok kierownika startu i oczywiście zawodników, którzy specjalnie nie mają czasu na ocenę tych, które wskazują im kolory. Daltonistów nie mamy w tej grupie.

Czy może być „grupa startowa“ mieszana czyli męsko – damska? Czy musi dominować płeć piękna odziana jak na Hawajach? U nas bywa zimno. I bywa, że leje deszcz.

A więc namawiam do złamania kodu zgranego już jak stuletnia karta. Mogą być dziewczyny ale czy zawsze? Obdzielmy wszystkich widzów sprawiedliwie.

Obserwuję ogólnie zjawisko zrutynizowanej organizacji imprez żużlowych i mało jest rozrywki towarzyszącej, zwłaszcza kiedy traktory równają tor a polewaczka go zlewa.  Nawołuję zatem do ożywiania zawodów, bo widzowie chcą zobaczyć obok sedna żużla także coś innego. Dla oka. Nie tylko piwo i grillowane jadło, potrzebne reklamy. Choć co to kiedyś Doda reklamowała? Lody, lody…

Brakuje doprawdy oryginalnych scenariuszy, które obok sportu mogą przyciągać widzów w różnym wieku. A więc? Konkurs na najlepiej zorganizowaną imprezę roku?

Porządkując sprawy żużlowych widowisk, żeby nikt nie odniósł wrażenia, że jestem przeciwny cziliderkom i dziewczynom na starcie, które skąpo ubrane wyginają się do kamer i publiczności bardzo zwinnie… Podniecenie bywa zdrowe, zarówno tym co dzieje się sportowo na torze jak i tym, co nie wiąże się ze sportem a raczej z tym, co opisywał psychoanalityk Freud. Bez kobiet świat byłby nudny, bez ich walorów jeszcze bardziej. Zawsze jednak trzeba wiedzieć, gdzie, co i jak pokazywać, umiejętnie i ze smakiem. Nie zawsze odkrywanie podnieca tak, jak przykrywanie tego, co od czasów raju podkręca emocje bardziej, niż marne czasami jazdy. Szaleństwa są widzom potrzebne ale muszą być wkomponowane w ramy jak obrazki. To tyle na dziś; nie tak znów goło, ale niech będzie wesoło.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s