Warszawa da się lubić

Gdzie lepiej robić eliminacje mistrzostw świata na żużlu? Na małych stadionach, ba! Stadionikach, w mieścinach czy metropoliach? Jest już zaliczona eskapada do Nowej Zelandii, którą można odnotować, że odbyła się w Auckland. Mamy to już za sobą; organizatorzy, zawodnicy, reporterzy i nieliczni fani. Daleka podróż dała raczej efekty takie sobie; bo kogo pozyskuje taka impreza na rubieżach świata?

Zawsze byłem zwolennikiem finałów mistrzostw świata na żużlu w oprawie miasta efektownego, gdzie promocja daje widoczne skutki. Londyn był unikalny a jeszcze do tego kultowe Wembley! To były czasy, wryły mi się, i chyba nie tylko mnie, w serce na zawsze. Urok miasta, omszały tradycją stadion i organizacja wynosząca speedway na wyżyny. Wembley przeszło do historii. Na Wyspach Brytyjskich zastąpione zostało sztucznym torem na ładnym walijskim stadionie w Cardiff. Zawsze co sztuczne, to sztuczne, blichtr nigdy nie zastąpi piękna natury. Anglicy próbowali jeszcze ćwiczyć, zanim wpadli na pomysł imprezy w Cardiff,  turnieje MŚ w Bradford na stadionie Odsal. Yorkshire, gdzie leży Bradford ma chwytliwe dla oka obrazy regionu, z prawdziwą Anglią a jeszcze w wiejskim wykonaniu rajcują nie tylko koneserów widoków.

Poszukiwanie miejsc dla eliminacji mistrzostw świata pod nazwą Grand Prix trwało i trwa, rzecz w tym, że nie jakość a ilość jest ideą właścicieli serialu pt. „Grand Prix Na Żużlu“. Toteż robili i robią gdzie popadnie. Wspominam zatem tęsknie Amsterdam czy Monachium, także Stadion Śląski w Chorzowie, gdzie uczestnicy „rządzili“ Katowicami. Te czasy się skończyły i nie ma w kalendarzu FIM malowniczego Amsterdamu, nie ma stolicy Bawarii z oryginalnym Stadionem Olimpijskim. No i  „Śląskiego“ dla żużla.

Nie powalczono o Rzym czy Barcelonę… Moskwę albo Paryż. Koniec kropka. Promocja utknęła w martwym punkcie, choć może uda się powrócić do Kalifornii.

Dobrze, że ostał się Goeteborg z Ullevi i Kopenhaga z Parken. Postawiłem już przysłowiowy krzyżyk na Stadionie Śląskim, bo jak na razie trwają przepychanki z dachem, który musi być pewnym dla widzów „parasolem“, bo już jedną tragedię niepodal tego obiektu na Śląsku przeżyliśmy, podczas wystawy gołębi.

Strategia organizatorów, dzierżawców serialu GP jest mało ekspansywna i mało porywająca. „Co ma być to będzie“ taka chyba dewiza pokutuje w zarządzaniu ludzi od wielkiego żużla w małym świecie.

Polska dzierży prym w organizacji imprez GP, bo ma ich aż trzy, czyli dominacja, która przecież nie zawsze jest dobra i mimo patriotyzmu wolałbym by turnieje były rozsiane po świecie a nie z powodów finansowych kumulowane w jednym kraju. Pokutuje przekonanie, że Polska przyjmie wszystko, bo speedway jest u nas jak narkotyk. Ciągle go mało, choć są symptomy, że może znudzić się wszystko, co jest w nadmiarze. Czy tak może być z żużlem w Polsce? Nie przewiduję na razie takiej wizji, bo kibice permanentnie są głodni tego „narkotyku“. Jak słabnie Tomasz Gollob, mamy Jarka Hampela i udanych juniorów, mamy złotą drużynę mistrzostw świata i ligę „ oblepioną“ kibicami na meczach. Fenomen popularności tego sportu na gruncie polskim nie ulega dyskusji. Polska specjalność od zawsze ale czy na zawsze?

W tym sezonie po raz ostatni organizatorem turnieju Grand Prix będzie Leszno.  Warszawa ma Stadion Narodowy, który po tegorocznym futbolowym EURO będzie szukał imprez. Ostatnio posłowie z branżowej komisji poparli pomysł organizacji żużla na tym obiekcie w ramach oczywiście Grand Prix.

Pomysł i ja popieram z całą moją skromną mocą, bo upatruję w tym szansę promocji żużla w stolicy, która kiedyś na Skrze miała nawet drużynę. Nadal w Warszawie istnieją zwolennicy żużla i podtrzymują intencje tego sportu w stolicy. Szanse są duże i może Warszawa podsyci ambicje innych stolic Europy by wjechać z hukiem żużla na salony. I w przyszłym roku obok Pragi z małym stadionem być może Warszawa będzie gospodarzem turnieju GP. Byłoby zajebiście. Pokazać stolicę uczestnikom GP, zaprezentować fanom. Komunikacja naszej stolicy ze światem bezproblemowa, świetne hotele, uciechy kulinarne oraz inne też w nadmiarze. I stadion chyba byłby najbardziej okazały w całym serialu SGP. Zaplanujmy, że w przyszłości mamy Warszawę z turniejem GP, mamy Toruń i… Gdańsk. Zawsze jeszcze będzie spuścizna po futbolowym EURO i czekają stadiony w Poznaniu, Wrocławiu. A może Ukraina skusi się na speedway w wydaniu makro? Marzy mi się również i taka wizja.

A na razie mamy przed sobą Leszno po raz ostatni w wydaniu GP, choć nigdy nie mów nigdy. Drugi zatem turniej GP 2012 po nowozelandzkim Auckland. Hampel będzie jeździł u siebie i mam nadzieję, że nie opuści podium. Ma ogromne szanse w tym sezonie na mistrza; ma już srebro i brąz mistrzostw świata i dojrzał razem z teamem na złoty medal. Eliminacji jest kilkanaście, sezon długi i trzeba mieć nie tylko kondycję ale i szczęście aby wjechać na ostateczne podium. Konkurentów ma zacnych. Jest przecież z rutyną Tomasz Gollob i jest niezmordowny obrońca tytułu Amerykanin Greg Hancock. I rozbudzony Rosjanin Emil Sajfutdinow, który już w debiucie miał przecież medal mistrzostw świata. A inni? O tak, są tacy/ Andreas Jonsson, Jason Crump…/ i myślę, że zmiana pokoleniowa na tym rynku jest przesądzona. „ Zabawa“ dopiero się zaczyna a koniec jesienny jawi się daleko na horyzoncie z emocjami, które wprawdzie trudno wiosną przewidzieć, lecz na pewno nie będą one obojętne dla serc. Adrenalina zaczyna pulsować!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s