Kobieta ustawia drużynę

Tak być może? Jasne. Ten felieton nie będzie z jądrem sportu, tak jakoś po wielkanocnych świętach mi wychodzi. Dość jaj. Poczekajcie, z jednej strony mamy już nowozelandzką przygodę z Gregiem Hancockiem w roli głównej, który jako aktualny mistrz świata wjechał w nowy sezon z rozpędem i sygnalizuje, że z nim nie ma żartów, on zawsze jeszcze może. Być dobrym w Europie i na antypodach. Jarosław Hampel jedzie za nim jak cień, a dzieli ich kilkanaście lat i kto wytrzyma trudy tasiemcowego walki o mistrzostwo świata włoży koronę na głowę w toruńskim finale Grand Prix. Długa droga jak trasa Orient Expressu i pełna niespodzianek.

Przed nami Leszno i druga odsłona serialu, już inaczej, już będą rozgrzani ligowymi meczami a tam w regionie byłych mistrzów świata Maugera, Briggsa i Moore’a premiera wypadła egzotycznie daleką podrożą i nie tylko. Tomasz Gollob nie składa broni, wszak młodszy jest od Hancocka. Jak będzie smakować sezon zobaczymy w okolicy połowy maja.

A ligowe potyczki? Ekstraliga i przepaść. Trudne czasy dla obu lig, poza tą elitarną, dla egzystencji, pozyskania reklam. Los porzuconych dzieci jest bardzo trudny, wymagają opieki żeby egzystowały, wyrastały, zaniedbane mają marny żywot.

A teraz o szkoleniowym rynku. Ministrowie sprawiedliwości Jarosław Gowin i sportu Joanna Mucha zgodnie zadecydowali, by zawód TRENER znalazł się na liście zawodów do otwarcia.

W piłce nożnej system szkolenia jest niezależny od państwa/ licencje trenerskie np. wydaje PZPN czy UEFA/, samodzielny system szkolenia ma także Polski Związek Jeździecki. Ministerstwo sportu sugeruje by inne związki też tak zrobiły.

Mamy deregulację trenerskiego zawodu. Na liście ogłoszonej przez ministra sprawiedliwości znalazło się 49 zawodów do których ma być ułatwiony dostęp. W przyszłości ma  być 240 takich profesji na 380. Deregulacja ma objąć trenerów wszystkich klas, czyli pierwszej, drugiej i mistrzowskiej.

Aby zostać trenerem w Polsce są dwie drogi.

JEDNA akademicka czyli po ukończeniu AWF. Dyplom daje stopień instruktora sportu. Po dwóch latach praktyki i studiach podyplomowych można być trenerem II klasy. Stopień I klasy uzyskuje się po trzech latach praktyki i ukończeniu specjalistycznego kursu z egzaminem. Klasę mistrzowską otrzymuje się po kolejnych dwóch latach i kursie. Obłęd, papier goni papier. Te wszystkie zdobycze można uzyskać oczywiście bez karalności za przestępstwa popełnione we wspołzawodnictwie sportowym.

DRUGA droga obejmuje tych ze średnią szkołą; więc by zostać instruktorem trzeba zaliczyć specjalistyczny kurs i nie mniej niż 250 godzin oraz zdać egzamin. Koszty są różne od 1,5 złotych o kilku tysięcy złotych.

Deregulacja wprowadza poluzowanie i trenerem sportu będzie mogła zostać każda pełnoletni osoba nie karana za przestępstwa w sportowym współzawodnictwie. W projekcie akcentuje się, że osoby powinny mieć wiedzę „w zakresie działalności trenerskiej“.

Tak to wygląda w projektach łatwego dojścia do różnych zawodów.

Sport żużlowy nie ma nadmiaru trenerów z wykształceniem. W historii był dr Ryszard Nieścieruk, który ukończył AWF. Ilu mamy teraz magistrów po AWF? Na palcach jednej ręki można chyba policzyć.

Szkoleniowy rynek w żużlu jest ubogi, niesie z sobą znajomość jazdy, specyfiki sięgającej tajników sprzętu i ustawiania składu drużyny, czyli tajników psychologii. Mieć tzw. „czuja“ jest darem wielkim jak Giewont. Nie każdy ma w sobie czytanie jazd, gry. W żużlu jest poważny kłopot z absolwentami szkół średnich. Pozostawała więc druga ścieżka zdobywania zawodu i taką Giekażet lansuje.

W sporcie żużlowym mamy instruktorów pierwszych kroków, pracujących w szkółkach oraz szkoleniowców zajmujących się pierwszymi zespołami. Nie każdy potrafi łączyć jedno i drugie. A tak w ogóle to jest deficyt szkoleniowców z intuicją, toteż Marek Cieślak jest  „profesorem“ jako menago.

Starty zagranicznych zawodników w polskich ligach żużlowych nie bardzo uaktywniły szkoleniowy rynek, poliglotów to my nie mamy, próby zatrudniania zagranicznych trenerów/ Duńczyk Tommy Knudsen we Wrocławiu/ raczej nie spełniły oczekiwań. Najczęściej szkoleniowcami żużlowymi są byli zawodnicy, czy ktoś ich weryfikuje? Życie dopiero po latach, kiedy z talentu wychodzą błędy pierwszych jazd. W odróżnieniu od innych sportów ludzie nie jeżdżący wcześniej na torze nie bardzo są akceptowani jako szkoleniowcy. Dyplomy niczego nie zapewniają, weryfikują wychowanków jazdy.

DEREGULACJA trenerska umocni tych, którzy będą mogli po podstawowej szkole szkolić zawodników. Problem w tym, że młodzi ludzie potrzebują także wiedzy ogólnej, no i trenerzy powinni być wychowawcami młodych ludzi. Czy tak jest?

Czy mistrz sportu ale o ograniczonej wiedzy ogólnej może odnosić sukcesy jako trener?

Życie stawia przed każdym z nas obojętnie od wieku coraz większe wymagania i to nie jest sprawa kliknięcia komputerowego, śledzenia internetu, lecz systematycznego pogłębiania wiedzy. Liczne starty w Europie ułatwiają chyba zdobywanie doświadczenia. Życie pędzi, sport gna jak huragan. Każdy żywioł niszczy, więc musi być pod kontrolą.  System więc powinien być monitorowany by uniknąć przykrych wpadek.

Mam przekonanie, że czas trenerów, którzy lansowali piwo zamiast herbaty na śniadanie już chyba minęły. I na koniec taka oto refleksja…  jeszcze w żużlu szkoleniowcem nie była kobieta. Na pocieszenie inne męskie sporty też mają z tym dziewiczy problem. Słaba płeć? Chyba nie.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s