Teatr czterech okrążeń

Zaczyna się premiera kolejnego sezonu żużlowego, oczekiwana jak ciąża pierwszego dziecka. Niepokoje, nadzieje i wielka magia tego Teatru Czterech Okrażeń. Już odbyły się pierwsze testy, które jak treningowe próby nie zawsze oddają moc drużyn, choć bystry obserwator może dużo z nich wyczytać. Przed laty zmiany kadrowe w klubach odbywały się na raty i czasami w ostatniej chwili, niemal tuż przed północą a teraz w klubach jeszcze przed końcem starego sezonu już zawiera się umowy na nowy. Zimowa przerwa przebiega zatem w komforcie kompletu drużyn, nie ma wydzierania sobie w ostatniej chwili zawodników, kupuje się ich wcześnie i zabezpiecza finansowo. Komfortowa sytuacja dla zawodników, gdyż dni wolne od żużla mogą spędzać ze spokojem duszy. Kibiców nikt już nie trzyma w napięciu. Tak się ułożyło życie klubowe w polskich ligach i zagraniczni zawodnicy mają na polskich torach bezpieczny i dobry „ chleb“. Fajnie, prawda?

Kością rzuconą pod koniec sezonu była decyzja, że tylko jeden zawodnik z serii Grand Prix może jeździć w zespole. Powiało zatem strachem i Piotr Protasiewicz, który wywalczył udział w mistrzostwach świata wybrał BEZPIECZNĄ KASĘ w polskiej lidze, a konkretnie w mistrzowskiej drużynie Falubazu Zielona Góra. Stamtąd odszedł szkoleniowy mag Marek Cieślak a został szkoleniowcem były zawodnik FZG Rafał Dobrucki. Odjechał z FZG mistrz świata Greg Hancock, radosny Amerykanin z charyzmą kapitana. Cieślak „porwał“ Herbiego do Tarnowa i tam Unia podłączona do Taurona ma nadzieję nawiązać do czasów, kiedy była w komitywie z rafinerią w Trzebini. Tarnów będzie liczył się na rynku Ekstraligi, choć nie było ostatnio tam najlepiej.

A Falubaz, mistrz z Andreasem Jonssonem, Szwedem, wicemistrzem świata… Trudne są  zwykle obrony. Czyha na podium na pewno niespełniona Unia Leszno, nie mówiąc o Stali Gorzów. Tomasz Gollob znów poprowadzi gorzowian i nie będzie miał łatwego zadania, coś pechowego drzemie w tym zespole, który bardzo chce a nie może.

Zespoły pomorskie Toruń i Bydgoszcz to nie tylko tradycje również ogromne ambicje. Polonia powraca do elity i na pewno nie będzie ułatwiała zdobywania punktów przeciwnikom. Toruński team ze stadionem jak bombonierka też nie będzie pieścił nikogo. Popatrzmy na Gdańsk i tamtejsze dobre powietrze dla żużla. Lotosowi chłopcy pojadą z Nickim Pedersenem przecież.

A teraz znów jazda na południe Polski, oto Włókniarz Częstochowa uratował twarz, bo Ekstraliga została powiększona do dziesięciu zespołów. To był niezły „numer“ w zmianie objętości ligowej. Po co? Już były takie warianty w historii. Powracano zawsze do mniejszego grona. Mamy w tej sytuacji Ekstraligę na potęgę oraz rachityczne: pierwszą ligę i drugą. Ostatnia to już monstrum, które wstyd prezentować z pełnym szacunkiem dla uczestników, to nie ich wina, gdyż żużlowa władza zadecydowała o takim układzie. Polski speedway zasługuje na pewno tylko na dwie ligi. Referendum w tej sprawie nie było, problemy rozgrywane są podchodami. Wrócę jeszcze do tego wątku.

Wrocław, legenda, po odejściu już dawno Marka Cieślaka, ten klub potrzebuje nowego odnowiciela i być może znajdzie się taki stary – nowy, który wskrzesi ducha Sparty.

Został mi jeszcze Rzeszów, który zakochany w żużlu wegetuje nad Wisłokiem, ale na szczeście jest! Są takie miejsca na ziemi, gdzie ani ciężko ani lekko, jednak jakoś się przędzie. I tak właśnie jest w Rzeszowie. Miliardera Romana Abramowicza tam nie mają, lecz zbierają się do kupy i finansowy respirator działa.

WYDAJE SIĘ, że ten sezon będzie jeszcze bardziej wyrównany, bez dream temów, choć już niektórzy takim obwieścili tarnowski zespół. Powoli, nie nerwowo. Do jesieni daleko.

Sezon będzie bardziej wyrównany, niż rok temu? Tak? No dobrze a czy ten poziom idzie w górę czy w dół? No właśnie! Popatrzmy bez adrenaliny jaką wyzwalają ligi; jedna, druga i trzecia, bo każda ma swoich odbiorców, którzy już marzą by wreszcie pójść na stadiony.

TEATR CZTERECH OKRĄŻEŃ działa jak narkotyk od lat kilkudziesięciu, niezmiennie z odcieniem lokalnego zacietrzewienia, wygórowanych ambicji, które przebijają mistrzostwa świata. Tak jest i tak było. Afrodyzjak? Liga jest tym mlekiem matki dla kibiców, jak… barman dla Macieja Maleńczuka w „koszuli białej jak śnieg“.

Ile w sumie pożera Ekstraliga w polskim wydaniu finansów? Dużo. Około 250 milionów złotych razem z pozostałymi kadłubowymi ligami, które istnieją jakby na przyczepkę? Tyle? Policzcie… Jeśli pomyliłem się, proszę o korektę. Milionowe bagaże do wożenia tam i z powrotem. W tym bagażu na dnie znalazł się dwunastrokrotny mistrz Polski ROW Rybnik. Do czego doszło! Rybnicki węgiel dostaje zawału.

Polska liga w elitarnej edycji żyje z widowni, która syci z podziwem, choć takich tłumów jak dawniej już niestety nie ma. Ciągle jednak jest najwięcej w Europie, co wywołuje szczery podziw zagranicznych speców. Taka nisza pełna fanów.

Wspomniany Abramowicz, władca londyńskiej futbolowej Chelsea zaproponował charyzmatycznemu Josepowi Guardioli, trenerowi Barcelony 50 milionów funtów gaży na cztery lata, czyli około dwieście milionów złotych.

Sport mamiony jest coraz bardziej pieniądzem, zawodnicy zarabiają krocie, kluby mają budżety wyniesione pod niebiosa. Eskalacja pędzi. Nikt tej spirali nie jest w stanie zatrzymać. Alfred Smoczyk i jego następcy ścigali się na żużlu za marne grosze, długo tak było mimo zagrożenia życia na każdym wirażu. Teatr Czterech Okrążeń jest grany bez kurtyny, z reklamowymi suflerami, z aktorami pieszczonymi plikami euro a odsłon nikt nie liczy, bo nie milknie The Show Must Go On.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s