Nie każdy jest Justyną

Trener znakomitej polskiej biegaczki narciarskiej Justyny Kowalczyk, Aleksander Wierietelny powiedział, że nie raz jest mu żal kiedy jego podopieczna wstaje z bólami i na przekór wszystkiemu i wszystkim zbiera się na ciężki trening, katorgę jak sama oświadcza. Ten początek dnia bywa trudny, potem świetna sportsmenka rozkręca się i walczy z sobą na treningu mając w głowie starty, biegi, podbiegi, zjazdy i mety, podium, medale, wspaniałych kibiców z dopingiem i polski hymn. Jak sama oświadcza, warto dla takich chwil ciężko pracować latem, by potem zimą być na podium: „Wiem, że te katorżnicze treningi procentują potem na zawodach“.

Kowalczyk ma charakter twardej góralki, jednak nie pozbawiona jest słabości ludzkich, kobiecych, wyrzekła się dla sportu normalnego życia i jak mówi nie żałuje, haruje i dostarcza kibicom pięknych wzruszeń. Zachęca do biegania na nartach i do przeżywania radości z tego sportu, wyzwalając w nas emocje sięgające zenitu. To piękne i niezapomniane. Mega gwiazda na biegowych trasach i poza nimi.

Każdy sportowiec wie, że nic nie przychodzi samo z siebie. Nawet geniusz musi pracować. Sporty są różne i charaktery rozmaite. Nie raz wystarczy błysk talentu, szczęścia i jest medal, grają hymn skropiony łzami wzruszenia. Wojciech Fortuna, zakopiański farciarz jednym ślicznym jak gejsza skokiem zdobył złoty medal olimpijski. Miał nie jechać do Japonii na igrzyska a pojechał i skoczył jak mistrz, lecz potem wiodło mu się już różnie. Bywa w sporcie z karierami bardzo rozmaicie. Ludzie pękają.

Justyna Kowalczyk jest przykładem sportowca, który bezgranicznie oddaje się treningowi by potem dyskontować laury. Nic nie spada z nieba, jak mówi białoruski trener, urodzony nb. w Finlandii, który mimo kuszących ofert tworzy z polską biegaczką tandem mistrzowski. Nie ubiera słów ani zdań w girlandy obietnic, wali prosto z serca jak  jest w codziennym życiu. Czy to w Polsce, Nowej Zelandii, w górach Hiszpanii powyżej Granady, czy na skandynawskich trasach w pocie czoła wypracowują sukcesy.

Nie tylko panna Justyna haruje, bo przecież są sporty gdzie wczesny ranek treningowy  szybko styka się z nocą. Taki jest grafik współczesnego wyczynu sportowego.

CZY w żużlu wszyscy harują zimową przerwą by potem nie spadać w połowie sezonu z motocykli? Mam niestety wątpliwości. Dużo się zmieniło w porównaniu z tym, co było kilkadziesiąt lat temu, kiedy żużlowcy wierzyli w moc motocykli i nie obchodziły ich treningi w czasie zimowej przerwy. Ufali talentowi i organizmowi. A kiedy nie dawali rady, zwalali winę na motory. Nie było tyle startów w sezonie, ligowych startów poza Polską. Jak okazuje się teraz, bez kondycji i przygotowania zimą można spaść  latem z motocykla. Żużlowy sezon jest mocno przeładowany, obok monstrualnego serialu Grand Prix od marca do października, zawodnicy mają uporczywe ligowe starty w kilku krajach. Skracają wprawdzie podróże samolotami, jednak głównie poruszają się autami. Męczące trasy. Noce są słabo przespane a jazdy wg. kontraktowych zapisów bardzo wymagające. Nie jest łatwo i bez odpowiedniej higieny życia nie każdy zawodnik kończy sezon w formie.  „Męskie końcówki“ bywają męczące i słabo wydajne. Ten tryb, często idiotyczny w chaosie startowym, gdzie tylko się da, powoduje zmęczenie organizmów, zdarzają się więc wywrotki i kontuzje przykre w konsekwencji.

Nie każdy jest panną Justyną i ma taki hart ducha a poza tym narty, to nie motocykle. Nie żartujmy jednak i nie dajmy się omamić łatwizną, bo dobrze przepracowana zima, mądrze treningowo, wysiłkowo, dietowo daje moc na cały sezon.

Podziwiam ponad 40 – letniego Amerykanina Grega Hancocka, aktualnego mistrza świata, który zaimponował kondycją i już po zakończeniu startów w Grand Prix w ostatnim meczu ligowym w Zielonej Górze, gdzie Falubaz zdobył mistrzostwo Polski, pokazał, że mistrz nie daje za wygraną do końca. Niech młodzież uczy się i bierze przykład z Grega. Ilu mamy takich Gregów?

Słabości sportowców w sezonie są różne i dopadają każdego, lecz treningowy zapas sił daje poczucie swobody, luzactwa i pewności siebie. Treningowy reżim pozwala na pewno zachować się odpowiednio w czasie wypadków na torze, bo zwinny człowiek inaczej upada i potrafi uchronić się przed niebezpieczeństwem. Nie zawsze tak bywa, gdyż zdarzają się wypadki, które trudno zrozumieć.

Do sezonu już blisko, powietrze martcowe pachnie emocjami. Niech zatem każdy żużlowiec zrobi sobie treningowy rachunek sumienia, bo jak zwykle nie będzie łatwo. Wymagania ciągle rosną, wypadki upadki, kontuzje były i będą. Organizmy muszą być przygotowane na najgorsze i nie ma na to recepty, poza jedną…  dobrym wytrenowaniem.

Znakomity piłkarz Gerard Cieślik, zapytany o receptę na strzelanie bramek, odpowiedział wprost, że recepty są u lekarzy, potem realizowane w aptece, a na strzelanie goli nie ma recept. Piłkarze nie dosiadają motocykli, speedway nie żartuje.

Obecne przygotowanie żużlowców do sezonu jest nieco inne, niż dawniej; instruktorzy, zawodnicy mają inną mentalność. Warto jednak ciągle doskonalić „technologię“ przygotowań do ekstremalnych sytuacji, których przecież na żużlu nie brakuje. Premiery nie muszą być więc dramatyczne, podobnie jak i finały, które powinny być w takiej samej formie jak…premiery.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s