Sędziowanie jak śpiewanie

Był zawsze zdecydowany na odprawach z zawodnikami. Mieli duży respekt przed nim i nie dyskutowali. Sędziował zawody różnej rangi i oceny jego pracy były zawsze wysokie, choć nie uniknął kontrowersji zwłaszcza po dramatycznych turniejach w duńskim Vojens w finałach interkontynentalnych, które były często przedwczesnymi finałami światowymi.

ROMAN CHEŁADZE z Torunia. Międzynarodowy arbiter, znany w świecie żużlowym nie tylko jako sędzia ale również jako działacz, odznaczony przez Międzynaroodową Federację Motocyklową /FIM/ medalem Za zasługi dla motocyklizmu i Honorową Odznaką FIM w kolorze brązu. Bardzo prestiżowe odznaczenia, cenne w karierze każdego człowieka, któremu bliski jest nie tylko speedway.

Znaliśmy się z imprez, wyjazdów wspólnych na zagraniczne imprezy. W podróży poznaje się ludzi głębiej, są różne sytuacje, jest czas na rozmowy na długich trasach. Miałem przyjemność uczyć się żużla od Romana.

Przypominam go, bo nie tak dawno w styczniu minęło 10 lat od jego śmierci.

Walczył od długiego czasu z chorobą serca. Na początku lat 90 – tych przyjechał na Śląsk odebrać kolejną “ Złotą Paterę” dla najlepszego sędziego w rankingu redakcji  “Sportu”. Gala odbyła się w hotelu “ Katowice”, był tam również profesor Zbigniew Religa i poznałem ich z sobą. Umówili się na spotkanie w Warszawie, odżyły nadzieje na transplantację serca, znany kardiochirurg był gwarantem lepszej zdrowotnej przyszłości dla toruńskiego arbitra. Niestety nie doczekał i zmarł w wieku 65 lat po kolejnym zawale serca wskutek powikłań. Żył z chorobą normalnie, nie oszczędzał się specjalnie. Był niezwykle aktywnym działaczem do końca swoich dni. Zmarł w Toruniu w styczniu 2002 roku.

Lubiłem Romana. Przyjaźniliśmy się.

Próbował jeździć na żużlu w Toruniu/ LPŻ, Stal/ ale nie bardzo mu się wiodło, zmienił opcję i licencję sędziowską uzyskał w 1967 roku. Debiut międzynarodowy zaliczył w Ostrawie w 1975 roku. Znał język niemiecki, dlatego też nie miał problemów na arenie międzynarodowej. Karierę sędziowską zakończył po 25 latach turniejem o Herbowy Łańcuch Ostrowa Wielkopolskiego. Prowadził ponad 500 imprez, 9 finałów o indywidualne mistrzostwo Polski, jako pierwszy Polak sędziował dwudniowy finał indywidualny o mistrzostwo świata na olimpijskim stadionie w Amsterdamie.

Był znaczącą postacią w świecie żużla, towarzyski, imponował śpiewaniem, bo miał niezły, mocny głos, matka chciała aby kształcił się w tym kierunku. Repertuar Jana Kiepury oraz inne szlagiery miał opanowane, toteż gdy były okazje śpiewał towarzysko ile się dało. Miał korzenie gruzińskich przodków, stąd jego nazwisko. Nie zgłębiałem nigdy tego wątku.

Miał charakter zdecydowany, toteż w 1988 roku w Gorzowie kiedy gospodarze spreparowali tor w meczu z Unią Leszno przerwał bezceremonialnie zawody i zrobiła się wtedy niezła wrzawa.

Sędziował niemal wszędzie, także 9 finałów o indywidualne mistrzostwo Polski. Był bezkompromisowy, zawodnicy wiedzieli, że jeśli na starcie coś zbroją będzie z nimi krucho. Sytuacje na torze rozstrzygał szybko i trafnie, i nie jest to lukrowanie, tylko faktyczna ocena człowieka, który zasłużył swoją pracą na taki wizerunek.

Finały interkontynentalne, których już w takiej formule nie ma, a były rozgrywane drużynowo oraz indywidaulnie miały zwykle dramatyczny przebieg, startowała elita, było ostro od startu do mety, od początku do końca. Był w ogniu, często Roman sędziował takie zawody u Ole Olsena w Vojens. Miał autorytet i markę mocnego charakteru.

Sędziował kilka razy posezonowe turnieje w Pardubicach o “Zlatą Prilbę”. Siedem razy triumfował we wspomnianym popularnym rankingu “ Sportu” o “Złotą Paterę” na najlepszego sędziego. Dominował. Próbowali, nie dawali rady. Był zawsze sobą.

Dobra znajomość niemieckiego ułatwiała mu bycie w świecie. Z jednej strony był sędzią, z drugiej działaczem Głównej Komisji Sportu Żużlowego PZM, odpowiadał za Kolegium Sędziowskie, za tory, licencje, chronometraż. Techniczne tajniki tego sportu były mu znane. Zaczynał przecież jako zawodnik, jeździł w crossach, na żużlu od 1959. Od 1965 roku obrał kierunek innej pasji, z którą związał się do końca życia.

Dusza towarzyska, nie unikająca ludzi, sytuacji, które zwykle są w repertuarze każdych imprez. Zasługiwał na pewno na międzynardowy awans i bycie członkiem władz FIM. Niestety nie krył swoich opinii w konfrontacjach z polskimi władzami motorowymi, nie był posłusznym wykonawcą, gdyż miał swoje zdanie. Nie są to racje popularne i pomagające w robieniu słusznej kariery. Decydenci wyznają zwykle dewizę “mierny ale wierny”. Takim Roman Cheładze nie był, miał gruzińsko – polski charakter,  bezpardonowo reagował w życiu, a takie postawy niestety nie są lubiane.

“ Brunetki, blondynki”… śpiewał bez obciachów, kiedy tylko można było. Inne szlagiery. Dobry kumpel do szabelki i butelki. Pierwszorzędny fachowiec w branży bez zbędnych słów.

Bywałem z nim w Europie na licznych imprezach. Były podróże z ekipami i wyprawy na sędziowskie turnieje. Bardzo przeżywał debiut w Amsterdamie, kiedy prowadził finał światowy, indywidualny, dwudniowy wówczas i ostatni w takiej formule jak się okazało. Był tam z żoną i zawody zaliczył udane, Amsterdam jest piękny jak obrazy Van Gogha.

Ostatnie lata i spotkanie z prof. Zbigniewem Religą wiązały się z postępującą chorobą serca i nadzieją na transplantację. Niestety serce Romana nagle nie wytrzymało, zabrakło czasu, który okazał się okrutnym sędzią w życiu niezwykłego arbitra, który jako pierwszy Polak rządził żużlowym towarzystwem światowym na wysokie “ C”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s