Egon, Niemiec z fantazją

Raz po raz spotykamy się na Facebooku. Wymyśla różne rzeczy, jest aktywny jak zwykle, nie usiedzi na miejscu, chce być obecny, pokazać się, zaśpiewać, przypomnieć się nie byle czym. EGON MUELLER. 64 lata. Niemiec z fantazją. Najlepszy niemiecki żużlowiec w historii.

Jest połowa lat siedemdziesiątych, jadę do Pragi na eliminację indywidualnych mistrzostw świata. Na liście startowej widnieje niemiecki zawodnik, którego nikt nie zna. Zwraca uwagę jaskrawym strojem z reklamami. Wówczas nie było kevlarów, miał zielonkawą skórę oblepioną logami firm. Wokół niego ludzie, jak przy ważnej osobie, dziewczyny atrakcyjne a on z jasną grzywą włosów. Nie bardzo wychodziło mu debiutanckie jeżdżenie, nie miał opanowego mocnego silnika, kręcił bączki. Budził sensację mimo wszystko; takie były jego początki i moje pierwsze zapamiętanie przyszłego mistrza świata na klasycznym torze i wielokrotnego mistrza świata na długim torze, można śmiało powiedzieć niemieckiej/ czytaj: bawarskiej/ specjalności.

Egon Muller ze znakomitym sprzętem, postury raczej wątłej, szybko robił karierę, czynił postępy, widać było, że bardzo chce i nie był artystą tylko od siadania na motycyklu, tylko sam grzebał przy silniku. Mogli uczyć się od niego nasi zawodnicy, którzy nie trudzili się takimi robotami, wyręczając się we wszystkim mechanikami. Egon był wszędobylski, interesowały go tory i ludzie. Pochodzi z Kilonii, nie miał typowego rodowodu jak na niemieckiego żużlowca, bo speedway to raczej Bawaria oraz tamtejsze krótkie i długie tory. Nie był bywalcem przedimprezowych spotkań, skrzętnie pilnował kariery. Wiedział od początku czego chce, ambitny do bólu, po prostu chciał być mistrzem świata. Człowiek nie sznurek, wszystko wytrzyma. Egon dał radę!

Polubiliśmy się, był zawsze mocno zaaferowany przed i po zawodach. Chętnie uczestniczył w konferencjach medialnych, wykorzystywałem jego” apetyt” pokazywania się w gronie dziennikarzy. Startował bardzo często w Polsce, jeździł  z rodziną, żoną i synem Dirkiem, który potem próbował pójść śladem taty, jednak nie miał tyle woli i chyba zdolności, co głowa rodziny. W parkingach godzinami majstrowali obaj przy motorach. Egon współpracował z bardzo dobrym majstrem bawarskim Otto Lantenhammerem, który świetnie rasował angielskie silniki Weslake, sygnowane literkami OL.

Nie miał silnego głosu do śpiewu ale próbował, nagrał płytkę, pojawiał się w dyskotekach, uwielbiano jego charyzmę, wyciągnął niemiecki speedway na szczyt, tak jak to zrobił w skali całego żużla amerykański gwiazdor Bruce Penhall.

Kiedy poprosiłem Egona na konferencji prasowej  na Stadionie Śląskim żeby zaśpiewał swój utwór, bez wahania wziął mikrofon i zrobił popis. Takim jest do dziś.

W 1976 roku  już w debiucie wygrał finał kontynentalny w Lenigradzie. Rok później w rosyjskim Togliatti, mieście popularnych aut Ład, spotkaliśmy się w finale kontynentalnym. Mueller w tak daleką podróż wybrał się samochodem z rodziną, zatrzymano go na granicy i celnicy dokładnie przejrzeli mu cały sprzęt, spenetrowali auto, spędził  cierpliwie wiele godzin, rozebrali cały motocykl, który musiał sam złożyć. Zdążył na zawody i był drugi. Potraktował tę podróż jako egzotyczne spotkanie ze wschodnią mentalnością. W hotelu“ Wołga” obchodził stoliki uczestników turnieju, jest towarzyski, nie pił mocnych alkoholi, coś zjadł, mówiono mi wtedy, że czegoś nie zapłacił w roztargnieniu. Bywał na wschodzie Europy, wygrał w 1976 roku pierwszy swój turniej “ kont” w Leningradzie, w 1984 roku w ukraińskim Równym, w 1985 w Pocking. Mueller jeździł z etykietą mistrza świata i robił furorę, potrafił być medialny i kokietował publiczność.

No właśnie, 1983 rok. Finał kontynentalny odbywa się w Rybniku. A finał światowy Niemcy przygotowywali na nowym aż 40 – tysięcznym Motodromie “Halbemond” w małym miasteczku Norden na północy Niemiec, we wschodniej Fryzji, skąd blisko nad Morze Północne. Stadion niemal na ściernisku powstał z inicjatywy Franza Arensa, rubasznego działacza, który w Rybniku zasmakował w tamtejszym piwie i podczas prezentacji zawodników pojawił się wesoły z buteleczką piwa w ręce. Nie bardzo chciał stamtąd odejść, były problemy, za co został ukarany przez niemiecką federację.

Finał kontynentalny wygrał efektownie Zenon Plech, Mueller był drugi. Teraz celem było Norden.

Niemcy zrobili wszystko pod Muellera. Zrobił się niezły cyrk. Niemcy pod dyktando przyszłego mistrza zrobili bardzo przyczepny tor, zawodnicy wkładali na treningu szpikulce w nawierzchnię a te głęboko wchodziły jak w torf. Protesty na nic się zdały. Stadion zapełnił się w mistrzowskim debiucie, tłumnie przyjechali Anglicy. Polskę reprezentował Zenon Plech, który niestety nie spisał się tak, jak w Rybniku i zajął z jednym punktem przedostatnie miejsce. A wygrał oczywiście dopinając celu Egon Mueller. Gospodarze znieśli pokornie krytykę a na historycznych kartach został uwieczniony Herr EM. Kto dziś pamięta, że  na ewidentnie spreparowanym torze odniósł życiiowy i jedyny taki sukces. Miał już wprawdzie ozdobione konto złotymi medalami z mistrzostw świata na długim torze, lecz “klasyk” miał największy prestiż. Niemiecki mistrz szybko dyskontował sukces, rosło jego konto, za Norden zgarnął ponad 200 tysięcy marek. Startował, śpiewał, uwielbiany jako atrakcyjny zawodnik i aktor.

Był charyzmatyczną ikoną żużla i spróbował jazd w lidze angielskiej. Nie odnosił wielkich sukcesów, najlepiej czuł się na długim torze oraz w turniejach strefy kontynentalnej. Dysponował zawsze świetny sprzęt, który potrafił sam usprawniać. Miał szczęście sportowe, omijały go większe karambole, choć zaliczył bardzo groźny wypadek na autostradzie, gdy w Porsche pędził jak szalony z południa Niemiec do Kilonii i wyleciał z trasy. Zadrżały serca fanów, jednak ich idol miał ochronę aniołów.

Po latach czynił próby rasowania silników zawodnikom/ Robert Dados/, kręcił się nawet koło Tomasza Golloba. Ciągle jest obecny duchowo i wspomnieniami w sporcie, który był jego barwną przygodą, a on jako artysta w żużlu sprawiał satysfakcję jazdami i artystycznymi popisami w dyskotekach niemieckich. Śpiewający gwiazdor, dziś starszy pan, który chętnie fanonom przypomina się; bierze do ręki gitarę i daje raz po raz czadu na Facebooku.

Taki był i taki jest Egon Mueller, Niemiec z fantazją i kufrem medali, pucharów, bagażem wspomnień przy nie gasnącym kominku. Chętnie zawsze śpiewał: “Go, go, go, Man, go”. Danke Egon.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s