Kulisy dramatycznego roku 1992 cz. 1: Pamiętacie blondwłosego Todda?

Nie da się zapomnieć jego błyskawicznego wjazdu na podium mistrzostw świata!

W zachodniej cześci Sydney w dzielnicy Bunkstown urodził się w 1968 roku Todd Wiltshire. Australijczyk o jasnych długich włosach miał talent do żużlowych jazd. Po dwóch latach tradycyjnym zwyczajem australijskich żużlowców przyleciał do Londynu i zaczął jeździć w drużynie Wimbledonu Dons. Zrobił wrażenie; był tam dwa lata, potem przeniósł się do Reading. W 1990 roku na Odsal w Bradford mamy indywidualny finał mistrzostw świata. Tod Wiltshire ma 22 lata, jedzie jak rutyniarz, efektownie, zwinnie, skutecznie. Znawcy dostrzegają jego talent i wróżą przyszłość. Wygrywa niespodziewanie „chłodnym“ stylem mistrzostwo świata Szwed Per Jonsson, za nim jest gibki Amerykanin Shawn Moran a brązowy medal zdobywa rewelacyjny Australijczyk Todd Wiltshire. Zostaje błyskawicznie gwiazdą. Uformował ją srebrnym medalem razem z Leighiem Adamsem na torze Ellermuehle w pięknym Landshut w Niemczech w finale mistrzostw świata par, gdzie Australijczycy przegrali z Duńczykami.

Todd przyjeżdża do Polski w sezonie 1991 i startuje we Włókniarzu Częstochowa, prezentuje swobodny styl, jego płowe włosy dodają mu młodzieńczego uroku, jest skutecznym ligowcem. Kończy się sezon i Todd leci do gorącej europejską zimą Australii. Jest u siebie w domu. Raj.

Na początku stycznia 1992 roku wbija się ostro w serca środowiska fakt zabójstwa Edwarda Jancarza. Jest o czym mówić i myśleć. Żużlowcy na Antypodach startują, korzystają z doskonałych warunków do jazd, mają przedłużenie sezonu, bo na Starym Kontynencie panuje zima.

W Adelajde podczas turnieju Todd ulega nieszczęśliwemu wypadkowi, doznaje urazu kręgosłupa, najgorszej kontuzji jakiej zawsze obawiają się żużlowcy. Środowisko jeszcze nie ochłonęło po tragicznym zdarzeniu w Gorzowie Wielkopolskim, kiedy wstrząsa wszystkimi informacja z Adelajde o fatalnym przypadku Todda.

Zachwycił fachowców i fanów początkiem swojej kariery, nagle teraz wszystko się urywa i kto mógł wtedy przypuszczać, że to nie był ostatni przypadek tak dramatyczny na żużlowych torach w roku 1992. Fatalny rok dla asów.

Wiltshire jednk nie poddaje się, walczy z uporem, rehabilituje. Czas biegnie. Startują kolejne sezony, on chce powrócić w żużlowy świat. Zostaje mechanikiem Marvyna Coxa, który jako Anglik jeździ z niemiecką licencją. Nie satysfakcjonuje go jednak drugorzędna rola, już zachłysnął się wiwatującymi na jego cześć tłumami na stadionach. Wraca wreszcie na tor jako zawodnik, jest rok 1997. Po pięciu latach uporczywej walki z sobą. Zdobywa mistrzostwo Niemiec, powtarza za rok ten sukces, ma niemiecką licencję. Kroniki notują come back Australijczyka. Jest dobrze.

W 1997 startuje w barwach Wybrzeża Gdańsk, za rok przenosi się do Rybnika.

W 1999 roku zostaje mistrzem Australii. Po kontuzji i powrocie  na tor już nie jest taki żywiołowy, natura poskromiła fantazję, nie ograniczyła jednak zdolności i talentu.

W 1999 rku bardzo udanym dla niego razem z reprezentacją Australii zdobywa złoty medal na torze w Pardubicach, w drużynowych mistrzostwach świata. Znów jest na topie, wcześniej wygrywa morderczy turniej interkontynentalny indywidualnych mistrzostw świata.

W 2000 roku w serialu Grand Prix jest ósmy, nie opuszcza turniejów GP, choć nie notuje większych sukcesów, jest jakby po tej kontuzji nieco spętany, nie tak szaleńczy do końca. Los zrobił swoje. To zrozumiała reakcja organizmu po przejściach, które w psychice zostawiły trwały ślad.

Startuje udanie w polskiej lidze, wabi go Polonia Bydgoszcz i jeździ tam od 2000 roku do 2004. Młodzi podpatrują jego jazdy, luzackie, balansuje nie wymuszana harmonia ciała z motocyklem. Notuje na koncie mistrzostwa Polski z Polonią. Dobrze czuje się w Bydgoszczy mieście Tomasza Golloba a kibice doceniają umiejętności Australijczyka, tamtejsi fani znają się na tym sporcie od zawsze.

 

Jakiż hart ducha i niesamowita wola zadecydowała o powrocie po tak ciężkiej kontuzji na tor, bez oporów, bez zahamowania, że może wydarzyć się najgorsze, które po 1992 roku zostało przegonione jak się okazało już na zawsze.

 

Rok 1992 zaznaczył się w historii żużla przykrymi faktami, zdarzeniami, do jakich doszło w styczniu przed sezonem. Mocno ostudziły nastroje kibiców jak zwykle spragnionych emocji od marca do jesieni.

Miałem okazję oglądać Todda Wiltshire na torze wielokrotnie, byłem jego zagorzałym fanem od początku, demonstrował agresywny, efektowny, taki amerykański w wykonaniu styl. Podobał się i był co ważne skuteczny. Bez pardonu w Bradford na trudnym torze wjechał na podium mistrzostw świata, zdobywając przecież medal i zostawiając za sobą słynnego duńskiego internacjonała Hansa Nielsena.

SPEEDWAY i jego historia integralnie związane są z nagłymi wypadkami, przerwanymi karierami i bólem. Todd Wiltshire wykazał determinację i pomogło mu szczęśliwie zdrowie by wrócić jeszcze na tor i i pokazać piękny styl jazd. Ba, zdobywać medale! Niesłychana kariera z antraktem. Nie każdemu tak się udało. Nie odeszła mu nigdy ochota do sportu. Sylwetka znakomita i postawa godna uwiecznienia. Todd Wiltshire! Australijczyk, który nie poddał się i dokończył dzieła, które los próbował mu zepsuć do końca życia. On dał radę, ale inni niestety nie dali, bo w ich przypadku los był bardziej okrutny.

cdn

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s