Ikona z czerwonego Mercedesa

Jest styczniowa sobota, karnawał, ludzie rozbawieni, polska transformacja polityczna i gospodarcza 1992 roku daje upust przedsiębiorczości. Rosną nadzieje na lepsze jutro. Gorzów Wielkopolski żyje żużlem od lat, tam rodzą się talenty, panuje zdrowa atmosfera sportowej rywalizacji i w kulisach codziennego życia mówi się o żużlu otwarcie i szczerze. Nie ma tajemnic. Każdy temat zaczyna się i kończy jednakowo. Speedway.

Idolem gorzowskiej społeczności sportowej jest były zawodnik, reprezentant Polski, medalista mistrzostw świata, wprost legenda za życia Edward Jancarz. Kiedy kończy karierę  ma za sobą bogaty dorobek, opinię solidnego żużlowca w Polsce i na świecie. Startował dosłownie wszędzie od Antypodów przez brytyjskie tory aż po Kalifornię, legendarne Los Angeles. Kibice londyńskiego Wimbledonu uwielbiali Jancarza, doświadczał tego i jego skromny mechanik John. Gorzowski „ majster“ Edward Pilarczyk znał Edka na wskroś, jak syna, przejechał z nim tysiące kilometrów. Pracowali w pocie czoła, kiedy była okazja balowali.

„Eddy“. Miałem okazję być na dziesiątkach turniejach z udziałem mistrza znad Warty, uczesniczyć z nim  na zawodach i towarzyskich party. Związał się z Haliną, żona była odporna przez długie lata na uciążliwe życie żużlowca tej klasy, wówczas nie było takiej tradycji wojażowania razem jak dziś. Nie mieli dzieci. Jancarz wybudował jako bodaj pierwszy ze środowiska żużlowego okazały dom w centrum Gorzowa, miał za co, gdyż jego zdobycze punktowe dobrze transferowały się na angielskie funty i złote. Sympatyczny i lubiany przez kibiców obu płci. Ta druga płeć nie była mu obojętna. „Eddy“ był  zawodnikiem o ładnej sylwetce, technicznie jeżdżącym, znającym się na sprzęcie. Nie był artystą, był mocnym fachowcem w żużlu i takim został zapamiętany w rodzinnym kraju, na wyspach brytyjskich. Obciach był mu obcy, jak trzeba było pomagał na Wembley sprzętowo ziomalowi Jerzemu Rembasowi, gdy ten walczył o podium.

Multimedalista wszelkich mistrzostw, od Polski zaczynając a kończąc na światowych, prestiżowych turniejach. Fachura, solidny, dobrze zarabiający.

W 1984 roku podczas mityngu na gorzowskim torze dochodzi do incydentu z młodym, włoskim żużlowcem Valentino Furlanetto; wypadek wygląda makabrycznie, jeszcze uderzony motocyklami Jancarz cudem wychodzi z karambolu po długim i bolesnym leczeniu. Media brytyjskie bardziej interesują się stanem zdrowia Jancarza niż polskie. Wraca do życia, do rzeczywistości, do sportu, nie daje jednak rady. Wypadek zostawia na nim trwały ślad. Kończy karierę. Jestem z nim w długiej podróży aż do Edynburga, obserwuję jak kochają go brytyjscy fani. Polska reprezentacja zalicza mało udane test – mecze. Wracamy. Dostrzegam u mistrza zmiany w psychice. Trudno o tym pisać ale tak było. Po dwóch piwach już normalnie, wpierw nieznośny, potem radosny.

Zostaje cochem reprezentacji, trenerem w Gorzowie. Cieszy się jak dziecko, kiedy jego wychowanek Piotr Świst robi błyskawiczne postępy. Ma taką samą sylwetkę jak mentor. Mistrza jednak nie doścignie, mistrz jest tylko jeden.

Wyruszam na turniej mistrzostw świata w podróż do Lublany. Jancarz jako trener, po drodze do stolicy ma wypadek czerwonym Mercedesem GOE 28 82, pamiętacie to auto gorzowskiej ikony?

Jedzie do Słowenii „ maluchem“ z gorzowskim mechanikiem Stanisławem Maciejewiczem w upale, z oponami na dachu. Zenon Plech awansuje do półfinału IMŚ, razem z zielonogórskim, młodym zawodnikiem Zbigniewem Błażejczakiem, który potem zostaje skazany za zbrodnię. Straszne zdarzenie. Błażejczak w Lublanie zachorowuje na ospę, wracamy w upale do domu z duszą na ramieniu.

Edward Jancarz zapisał w historii żużla światowego i polskiego bogaty rozdział. Startował w mistrzostwach świata par najczęściej z eks – gorzowianinem Zenonem Plechem, rozumieli się na torze i poza nim. Zdobywali medale, jeździli w Anglii i uwielbiali tamtejszą atmosferę. Rogate dusze ale zwycięskie, jak to się mówi: lepiej stracić z mądrym, niż zyskać z głupim.

„Eddy“ nie był łatwym człowiekiem, po zakończeniu kariery miał czas, mieli też czas dla niego inni. Życie towarzyskie nie patrzy na zegarek. Rozstaje się z żoną Haliną, która w pamiętnym roku 1984 trwała przy nim wiernie i czuwała aż wyzdrowieje. Znajduje nową, młodą towarzyszkę życia Katarzynę. Nie jest potulna jak pierwsza, a mistrz nie ten sam.

Stop. Zanim do tego doszło małe wspomnienie z roku 1980, kiedy to w słoweńskim Krsku Jancarz z Plechem zdobywają srebrny medal mistrzostw świata par. Przegrali tylko z angielską parą. Jechali autem z Anglii, Edward startował w Wimbledonie, Zenon w Hackney. Przyjechali późno, więc polska ekipa denerwowała się bardzo, koniec jednak był szczęśliwy. Ten duet był skazany na sukcesy i na porażki, na jazdy zapierające dech w piersiach, na walkę z kontuzjami i ból, ale zawsze z niesamowitą determinacją i wolą zwycięstwa. Byli wizytówkami polskiego żużla, amabsadorami Polski w lidze brytyjskiej. Kochali sport i życie.

Znalezienie drogi po zakończeniu kariery jest wyborem trudym i wymagającym twardego charakteru do końca. Nie każdemu się udaje, ważna jest rodzina, samotność bywa złym doradcą.

W czasie kariery Edwarda Jancarza bycie wizytówkowym żużlowcem było sztuką, utrzymywanie się na topie, kwalifikowanie do finałów mistrzostw świata. Zdobywanie medali. Nie można porównywać tamtych czasów do dzisiejszych. Dziś zawodnicy wolą mieć furę pieniędzy w polskiej lidze i rezygnują z walki o mistrzostwo świata.

Stop. Jest poranna niedziela 12 stycznia, telefony urywają sie w redakcji „ Sportu“. W sobotę został w Gorzowie Wlkp. pchnięty nożem przez żonę Katarzynę Edward Jancarz. Koledzy ze „ Speedway Star“ nie chcą w ten fakt uwierzyć, lecz po chwili muszą. Dociera do nich, tak jak do mnie dużo wcześniej, smutna wiadomość. Podczas rodzinnej sprzeczki w afekcie zginął idol żużlowego świata. Rodzinne miasto było w szoku. W świat popłynęły informacje o tragicznym wydarzeniu. Styczeń był zimny i początek roku zaczął się fatalnie. Nic nie jest w stanie zatrzymać jednak bieżących dni, bo jedni odchodzą a drudzy się rodzą. O jednych się zapomina, o drugich pamięta.

Edwardowi Jancarzowi w 2005 roku postawiono w Gorzowie pomnik, ma swoją ulicę a okazały stadion na którym kręcił pierwsze kołka nosi jego imię. Od 1992 roku na tym stadionie organizowane są memoriały Edwarda Jancarza, pierwszy wygrał Duńczyk Hans Nielsen. Pamiętają i chyba będą pamiętać.

Dwa życia mistrza; sportowe i to zwykłe, codzienne. „EDDY“, dwa światy. Dramat wydarzył się 20 lat temu, nie pierwszy w tym sporcie i nie ostatni. Samobójcze akty, zbrodnie też oraz incydenty towarzyszą historii żużla. Ten sport jest ekstremalny, z silnymi emocjami, mający niemal fanatyczne środowisko, ciągle pobudzający wyobraźnię, nie dający dystansu wytchnienia poprzez swoją wyostrzoną dramaturgię. Speedway ma jasne strony i trochę ciemnych. Barwy życia nigdy nie płowieją. Odżywają. Lat nikt nie liczy, pamięć bywa zwrotna. Jest jak to nasze prozaiczne życie, które czasami wstrząsa do głębi serca. Trzeba jednak jakoś z tym żyć, no i jechać dalej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s