Ponadzwiązki jak podwiązki

Co tam rym, nie patrzcie na to! W polskim sporcie wrze, wpierw wyskoczyła sprawa pozbawienia przez futbolowy związek reprezentacyjnych ubiorów piłkarzy tradycyjnego symbolu czyli orzełka. Potem wybuchła afera korupcyjna, która jest badana. Prezes Grzegorz Lato ocalał narazie, ale padł Zdzisław Kręcina jako sekretarz generalny PZPN. Głośno zrobiło się znów wokół futbolowej centrali, podobnie jak i wokoł wystąpienia w Berlinie polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Z jednej strony mamy heroiczne próby uratowania Unii Europejskiej, jej budżetu, z drugiej ciągle istnieje problem banków, co burzy sny normalnych obywateli. Z trzeciej strony mamy sprawy poboczne, lecz bardzo istotne a taką jest raz po raz PZPN.

Na tym wątku, nienaruszalności sportowych związków, które funkcjonują często jak państwo w państwie, powstaje dylemat związany z sanacją tych organizmów, ich zdrowej odnowy. Jak to zrobić, skoro statuty bronią struktur i trudno nowym działaczom, choćby mieli złote pomysły na wagę Nobli, przebić się przez sito wyborów obwarowanych już od podstaw. W takich strukturach, gdzie nie ma mowy o wyborach ludzi z ulicy zdarzają się osoby przypadkowe, które w wyniku jakiś tam sytuacji działają w klubach i nagle awansują w zamieszaniu wyborczym jako ludzie znikąd. Skąd? Niby wiadamo, lecz ich dorobek  jest marny. Statuty związków sportowych są stare jak świat, przestarzałe nie  dają szans młodym, prezesi oraz zarządy tak manipulują przy wyborach, żeby osoby niewygodne absolutnie nie miały szans na wyborczej drodze. Przykłady? W wyborach Polskiego Związku Motorowego do władz wszedł prezes kulejącego klubu żużlowego z Rybnika. Znany? Trzeba można zapytać choćby na terenie okręgowego związku motorowego na Śląsku. Klub dołuje, rodzą się różne pomysły, nawet takie żeby tradycję spuścić już na sam doł ligowych tabel i zaczynać od nowa, bo budżet jest obciążony długiem z przeszłości. Trudna sytuacja dwunastokrotnego drużynowego mistrza Polski, owiana sławą Antoniego Woryny, Andrzeja Wyglendy, braci Majów i Tkoczów.  Tradycja rybnickiej kuźni jest tak duża, że dziwię się bardzo, że nikt w Rybniku od dłuższego czasu nie może zdecydować się na historyczny ruch ratujący ikonę polskiego i światowego jakby nie było żużla. Człowiek, który prezesuje i który nie ma pomysłu na ratunek ROW jest wybrany w strukturze PZM do władz. Jak to się stało?

Polski Związek Motorowy nie jest odosobniony przy czteroletniej kadencji w wyborczej walce o stołki. Demokratycznie oczywiście. Trzeba tylko mieć zawsze mandat na wybory jakiejś grupy, klubu. Bez tego ani rusz. I nie ważne czy ktoś coś zrobił społecznie, ma zasługi, plany i jest osobowością potrzebną dla rozwoju związku czy nie, istotny jest kartonik mandatowy. Najważniejszy. Jego posiadanie uprawnia do głosowania a opinie zbiera się i liczy dokładnie kto na kogo. Niepewni są na cenzurowanym. Przygotowanie wyborów jest majstersztykiem, który trwa wiele tygodni, trud w efekcie się opłaca, ponieważ trzeba być pewnym swoich wyborców. Na 100 procent.

Kto odmieni statuty sportowych związków? Mają one swoje kody zapewniające zarządom trwanie i trwanie. Polski sport potrzebuje nowej fali działaczy. Futbolowa władza jeszcze za prezesa Michała Listkiewicza utrwaliła przekonanie, że trudno cokolowiek zmienić. Sukcesję jaką zostawił Listkiewicz w postaci bramkostrzelnego kiedyś piłkarza z Mielca odbija się głośną czkawką w Europie. Wstyd. Kilkaset osób z zarzutami korupcyjnymi, piłkarze, działacze, sędziowie. Lista długa, teraz odwołany został człowiek, który długo przeżył w PZPN różne czasy. Nic nie trwa wiecznie, ucho od garnka wreszcie się urwało. A następne?

Związki sportowe mamy rozmaitej urody, prezesów, sekretarzy generalnych i mniej generalnych. Sport zawsze był magnesem, sam byłem przecież działaczem PZM. I nie tylko w tej organizacji, którą tak świetnie ustawił kiedyś prezes nad prezesami Roman Pijanowski.

Zła sława PZPN sieje w społeczeństwie niemal filmowy obraz patologii, ludzie kojarzą sport z takimi wyczynami z jakimi potem mają do czynienia prokuratorzy. Fatalna passa, która obudowana i umocniona przez majestat FIFA za czasów wspomnianego prezesa Listkiewicza dała teraz efekty.  Kiedy nastąpi kres? Czy prezesi mają honor? A kto ma, jeśli niektórzy prominenci z zarzutami dalej sprawują władzę w kraju?!  Jest wina, powinna być kara. Ale nie ma. Harcowanie kwitnie.

W perspektywie mamy EURO – 2012. Prezes Lato z perlistym uśmiechem zapewnia, że abdykuje kiedy Polska nie wyjdzie z grupy. A jak wyjdzie, zostanie? Drwina z nas wszystkich i przeświadczenie, że można kpić w żywe oczy i nic się nie stanie. Prezesi z żelaza. Kto widział, żeby lato trwało latami…

Nie ma kadencyjności, niektórzy ciągle są i nie dają szans młodszym. Był taki czas w historii polskiego sportu, że w latach 70 – tych do związków sportowych władza desygnowała młodych działaczy partyjnych o szerokich horyzontach. Niektórzy nie utrzymali się, większość jednak dała o sobie znać i daje. Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski, który tragicznie zginął w katastrofie samolotowej w Smoleńsku był dobitnym przykładem działacza, który jako młody człowiek kierował związkiem lekkoatletów. Byli inni np. Jerzy Dachowski. Dostali kiedyś szansę i ją wykorzystali; dziś takiej okazji młodzi nie mają, bo statuty “ponadzwiązków” bronią wyborczej machiny utrwalającej patalogiczny brud, choć nie wszędzie tak się dzieje na szczęście.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s