Orły ponad wszystko

I nagle rozpętała się burza z orzełkami na koszulkach. Piłkarskich. Trzeba nie mieć wyobraźni żadnej i wyczucia aby zatwierdzić zamiast historycznej tradycji orła białego tylko logo związku sportowego. Polski Związek Piłki Nożnej razem z firmą Nike wyciął paskudny numer i nasi reprezentanci wystąpili w dniu Święta Niepodległości w meczu z Włochami w koszulkach bez orłów i zagrali marnie. Przegrali, nie strzelili nawet karnego. Strzelił natomiast w patriotyczne serca prezes PZPN Grzegorz Lato, który jako szef jest przecież odpowiedzialny za wpadkę jakiej jeszcze w polskim sporcie nie było.

Ten akt głupoty i lekceważenia naszej tradycji jest przestrogą dla innych, którzy mają ciągoty do wywyższania komercji nad historyczną tradycję. Jeden z piłkarzy z żenadą powiedział, że orzełka ma i tak w sercu. Indagowani sportowcy znaleźli się w trudnej sytuacji, między sponsorem, związkiem a swoimi przekonaniami. Różnie z tego wychodzili, ale ich twarze mówiły o dużym zakłopotaniu i żalu, że tak się stało. Ano stało, zatwierdzono, wyprodukowano i decydenci liczą na potężny zarobek w euro.

Polski speedway nie ucieka od orłów, orły lecą do nich. Kiedy sięgnę pamięcią podczas prestiżowych wydarzeń na torach orzełek zawsze towarzyszył zawodnikom. A oni wypowiadali się dumnie: “ Zrobimy wszystko dla orzełka”… I tak jeździli na żużlowych torach od Edynburga przez Goeteborg, Landshut, Pragę do Wrocławia i Rzeszowa.

Inne reprezentacje jak pamiętam, Australijczycy czy Amerykanie nie uciekali od swoich znaków narodowych. Zwłaszcza Amerykanie wielbili swoją flagę, mieli podczas prezentacji zawsze małe chorągiewki, utwierdzali kult USA gdzie tylko mogli. Nie tak dawno podczas finału naszej ligi w Zielonej Górze Greg Hancock mistrz świata, podpora Falubazu w rundzie honorowej dzierżył z sobą wielką flagę USA. Jankesi tak robią obojętnie gdzie są, czy na igrzyskach, mistrzostwach świata, czy innych wydarzeniach sportowych. Kibiców uwodzi taki patriotyzm i nie brakowało go pod skoczniami gdzie cudownie latał Adam Małysz. Schowanie orzełka sportowcom jest sabotażem narodowym, który powinien być ukarany i za produkcję piłkarskich ubiorów pozbawionych orzełków powinni ponieść karę finansową członkowie zarządu, twórcy marketingowego bubla. Spłacać koszty do spodu. Jest wina, powinna być kara.

Ta afera powinna być orzestrogą dla innych, którym kołaczą się kiepskie w kreacji pomysły. Nie brakuje takich ludzi, którzy lekceważą narodowe świętości.

Poszukiwanie czegoś nowatorskiego, nie uwzględniając realiów, ponosi zawsze fiasko. Przypominam sobie nuworyszy, którzy w produkcji reklamowych gadżetów na żużlowe wydarzenia próbowali ominąć zawodnika czy zawodników na motocyklach. Były opony, tory, kaski, zamazane sylwetki. Nic tak nie oddaje charakteru żużlowego wydarzenia jak wizerunek sportowca w walce na torze. Nic nie zastąpi tego symbolu!

SYMBOLEM CHARAKTERU żużlowca stał się GREG HANCOCK, 41 – letni dwukrotny mistrz świata. Daria Kabała w Canal + w programie “1na1” zaprezentowała świetny materiał, przeprowadziła elegancki wywiad z mistrzem świata. Było w nim wszystko co należy i Greg powiedział wiele prawd życiowych, sportowych, przedstawił się jako spełniony mężczyzna, który mimo upływu lat dojrzał do jeszcze jednego tytułu przy swojej ekspresji, luzie, znakomitej sylwetce, sukcesach i charakterze prawdziwego sportowca. Materiał do oglądania i słuchania, uczenia jak trzeba w życiu kształtować karierę, walczyć z uporem i zachować pokorę wobec szaleńczego sportu, szacunek dla konkurentów i poszanowanie dla kibiców. Mieć czas dla mediów i być ponad wszystkim, co związane jest z prowincjnalnym zacietrzewieniem i kultem pieniądza. Mistrz Hancock powiada, że trzeba pracować a będzie ona wcześniej czy później wynagrodzona. Po kilkunastu latach jazd powraca na tron mistrza świata. Upór godny złota. Napisałem kiedyś, że Greg Hancock to taki… Frank Sinatra żużlowych torów.

Soczyście mówi o rodzinie, żonie i synach, wdzięcznych następcach swojego życiowego dzieła. Kalifornijczyk wybrał za miejsce pobytu Szwecję, powiedział wprost, iż początkowo oceniał Skandynawów jako chłodnych ludzi, dopiero z upływem czasu nabrał do nich przekonania. “Są świetni”, mówi po latach… I przypomina ten pierwszy finał światowy w bawarskim Pocking w 1993 roku, kiedy mistrzem świata został jego rodak zawadiacki Sam Ermolenko. Greg był ostatni z dwoma punktami, wspomina wygrany start z Duńczykiem Hansem Nielsenem i przegraną z nim walką na mecie. “Musisz być też taki duży, tak pomyślałem wtedy”, konkluduje dziś. Koleżeński w parkingu, dobry pracodawca wobec swoich mechaników rodem z Polski, towarzyski i zazwyczaj uśmiechnięty/dlatego przydomek Grin/, choć czasem pech go nie omijał. Chętnie dzieli się doświadczeniem z młodszymi. A być równym w szczęściu i nieszczęściu jest walorem niesłychanym. Trudną i męską cechą zarazem.

I taki Greg Hancock jest, co dobitnie pokazała w rozmowie bez skaz Daria Kabała, która też dziennikarsko, a mogę tak ocenić jako starszy kolega, dojrzewała na żużlowych torach podobnie, jak i jej interlokutor.

Ilu mamy takich sportowców jak Hancock w żużlu, dziś? A wczoraj? Można liczyć, w każdym razie młodzież niech się uczy od seniora Grega, który nie zamierza absolutnie kończyć kariery, a niektórzy już się nie nauczą, bo Herbie – Grin odjechał im sportowo i życiowo daleko.

Jak orzeł; amerykański a trochę polski.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s