Kurtyzany też chodzą na żużel

Do sedna tytułu dojadę może później. Na razie muszę publicznie pogratulować Robertowi Dowhanowi senatorskiej ławy i będę z niekłamaną ciekawością czekał na sportowe i żużlowe wsparcia prezesa mistrzów Polski spod znaku Falubaza z Zielonej Góry. Czas pokaże. Jak mówią ludzie zalatani w interesach, czas trzeba kupować. Kto  tego nie rozumie, niech siądzie wygodnie w fotelu i pomyśli. Prezes/senator jest człowiekiem z ambicjami i doprowadził do sukcesów zielonogórski klub, podniósł poprzeczkę wysoko pod każdym względem, utkwił mi w pamięci fakt spektakularny, kiedy kibice Falubazu polecieli do Rzeszowa na mecz samolotem. To było coś! Wiele spraw by się nazbierało, ale nie jestem skory do wychwalania gościa, który ma jeszcze tyle jeszcze do zrobienia, zwłaszcza, że teraz będzie patrzył z pozycji senatora i kontaktował się z postaciami, które mogą dla żużla zrobić jeszcze więcej. Czy Falubaz obroni tytuł mistrza Polski? Pytanie jest trudne. Trudna odpowiedź, jak to mówią Czesi  „nie wierz we wszystko, co myślisz“.

Robert Dowhan bardzo realnie patrzy na speedway, na jego pobocza. Nie jest w tym osamotniony, bo i Józef Dworakowski czy Władysław Komarnicki/ nie wymieniam jeszcze 2 – 3 prezesów…/ również na zimno oceniają stan polskiego żużla.W tym kontekście nie mogę zrozumieć jak wymsknęła się sprawa startów zagranicznych zawodników z serialu Grand Prix i ograniczenie udziału w klubie tylko jednego żużlowca z elity. Na brytyjskim rynku to by się nie udało. Przeciąganie liny na klubowym rynku  towarzystwa wzajemniej adoracji trwa już od dłuższego czasu. Jeśli jest kilku decydentów, wymyka się spod kontroli odpowiedzialność. Ludzie spotykają się z uśmiechami i pozorami aprobaty przy okazji wręczania pucharów na imprezach prestiżowej rangi. Dla otoczenia wtedy wszystko wygląda cacy, choć przecież tak nie jest i problemy nie gasną. Na chwilę jedynie w świetle jupiterów dużego wydarzenia a potem jest ciemno, choć wcale nie cicho.

Grupa sportowa reprezentowana w sejmie i senacie powinna spojrzeć na różne aspekty.  Tym którym speedway leży głęboko na sercu może poruszą odpowiednie sprężyny by zmontować silne lobby na rzecz tej dyscypliny. Jak napisałem powyżej wybór na wysokie funkcje państwowe bardzo zobowiązuje i trzeba liczyć się z rozliczeniami. Czy zielonogórski senator będzie również prezesem klubu? Istnieją sprzeczności co do łączenia funkcji i jest problem, który rozstrzygnie się niebawem.

A teraz coś innego. Rafał Stec z „Gazety Wyborczej“ jak zwykle wnikliwie i z publicystyczną swadą podjął temat rozmywania się polskich rodowodów w sporcie i gremialnym wjazdem różnych nacji. Temat, który i mnie porusza i nie ma to nic wspólnego z europejskim poglądami. Nie żartujmy sobie i szermujmy Unią  Europejską jak wytrychem. Oczywiście, że wolałem w polskim tenisie stołowym, kiedy wygrywała dla Polski Jolanta Szatko albo Andrzej Grubba i Leszek Kucharski wymiatali rywali wokół stołów na poziomie światowym. Teraz świat patrzy na medale skośnookimi oczyma. Pamiętam reakcje częstochowskich działaczy, kiedy Rune Holta zdobył w Bydgoszczy tytuł mistrza Polski. Reakcje wówczas, gdy napisałem, że przyjemniej by mi było, gdyby mistrzem Polski został nie Norweg z polskim paszportem a rdzenny mój rodak. Zrobiła się mała burza. Nadal mam takie przekonania, bardziej patriotyczne niż może europejskie. Chyba jest demokracja i każdy może mieć swoje poglądy?! Tak Rune  and company? O.K.

Wspomniany Rafał Stec pisze w „ GW“ tak: „ Geografia sportu zmienia się coraz gwałtowniej. Lokalne kultury otwierają się na świat i wzajemnie przenikają, ludzie coraz intensywniej migrują i upychają do walizek swoje upodobania, wszyscy chcą uprawiać wszystko“. Tu muszę podkreślić, że autor nie wspomina o żużlu, bo on jakby w Polsce mimo wszystko jest… polski, choć zagraniczni zawodnicy pchają się do naszych klubów na wszystkie możliwe sposoby. Mam nadzieję, że przyjdzie taki czas, że zwycięży rozsądek i większe szanse otworzą się przed polskimi talentami a nie podstarzałymi asami z elity poklepywanymi przez prezesów bez wyobraźni. Może…

Polski speedway jest mocny w swojej frekwencji, w uwielbieniu kibiców do jazd i choć już na trybunach stadionów nie ma aż tylu fanów, co przed laty, istnieje godny podziwu magnetyzm żużla. Jak jeszcze długo?! W strukturze społecznej zasiadają na trybunach kibice różnych profesji, wykształcenia i upodobań. Imponująca gama, nawet traktując frywolnie temat, patrz w jaki tytuł zaopatrzyłem niniejszy felieton. Speedway na polskim gruncie potrzebuje jednoznacznych decyzji strategicznych. Ciągle brnie się w nurcie serialu Grand Prix. Duńczycy proponują Ligę Mistrzów i ten projekt jest czymś nowym, takim Klubowym Pucharem Europy, lecz bez wyraźnie opracowanego planu medialnego i sponsorskich pokaźnych finansów utonie w powodzi kalendarzowych imprez i pośpiechu. Muszą być wyznaczone startowe priorytety, co jest najważniejsze. To samo dotyczy polskiego podwórka. Kalendarz imprez jest przeciążony, zaś „aktorzy“ sfrustrowani i zmęczeni przed finałami.

Raz jeszcze więc przytoczę akapit tekstu R. Steca: „Tak, my Polacy też pewnego dnia możemy stanąć przed dylematem, czy chwycić się ostatniej szansy i wziąć udział w ogólnoplanetarnych targach z mottem „Wygra ten, kto kupi najlepszego Chińczyka“.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s