Nie zazdrościć zazdrości

Polski speedway jest jak polska lewica. Wierzy w tradycje, doskonałość i powodzenie mimo niepowodzeń. Wiara w wielkość. Czytam i słyszę, że to bardzo dobrze, że mimo wszystko niektórzy zawodnicy odpuszczą starty w serialu Grand Prix na rzecz jazd w polskiej lidze. Mam dreszcze… Odzywa się polski nacjonalizm, że jesteśmy widocznie najlepsi i lgną do nas zagraniczni żużlowcy jak hokejowe gwiazdy do NHL albo koszykarskie asy do NBA. Jesteśmy super ligą, karmimy i mamimy wielkością kto tylko się nawinie pod mikrofon albo notes. Z jednej strony prowincja, bo inni nami globalnie zarządzają, z drugiej potęga w talentach i zdobytych medalach. Takie swojskie pomieszanie z poplątaniem. Obserwuję od lat zadufanie i przekazywanie mądrości z zazdrością patrzenia na innych, którzy realnie oceniają ten świat.

Polska zazdrość jest znana nie od dziś, ba, od wieków i dlatego można czasami zrozumieć polskie historyczne upadki, włącznie ze stratą narodowych wartości. Połączenie sił następuje w przypadkach dramatycznych, kiedy stajemy przed ścianami widma nicości. Wtedy jest ogólne poruszenie serc, choć wcześniej wszechobecna zazdrość i udawanie mędrców nad mędrcami kończy się źle. Wnioski skrzętnie omijają rzeczywistość. I tak oto mijają lata, akceptujemy decyzje innych, rodaków pomijając jak trędowatych. Lekceważenie wcześniej czy później źle się kończy. Pycha bywa ukarana w najmniej oczekiwanym momencie.

Pogarda i poniżanie są niecnym zjawiskiem wszędzie; polska cecha charakterologiczna jest innym narodom historycznie znana.

Czy polska liga jest najlepsza w Europie vel świecie mam mieszane uczucia wobec dużego regresu brytyjskiego żużla, również przy kryzysie w innych krajach. Nie mamy więc powodów skakać do góry. Trzeźwość oceny sytuacji jest darem a nie zazdroszczenie jest cnotą.

W tym fragmencie felietonu czynię refleksję.

Prezes zielonogórskiego Falubazu, człowiek ambitnego charakteru został wybranu do senatu RP i Robert Dowhan na pewno posieje żużlowe dobro na terenie obu izb. Myślę, że podobnie zrobi Robert Wardzała, spadkobierca żużlowej schedy po ojcu wybrany do sejmu. Speedway będzie propagowany, wcześniejsze próby nominacji tzw. ambasadorów żużla poprzez dziwne nominacje skończyły się fiaskiem. Polski speedway ma swoją niezależną twarz i raz po raz poprzez dobry „ makijaż“ uzyskuje właściwy blask. Mam taką nadzieję, że speedway zyska nowych „ambasadorów“ i w stolicy przy Wiejskiej pojawią się propagandowe motocykle żużlowe by zaryczeć radośnie na wiwat.

A teraz o nowozelandzkim exodusie. Trwają obliczenia jakie są koszty eskapady na Antypody. Kogo stać na jednorazowy wydatek w kwocie takiej, która świetnie zabezpieczy plus – minus fundusz na pozostałe imprezy cyklu. Speedway nie jest bogaty w kibicowaniu i ma określoną pozycję finansową. Organizatorzy pierwszej GP chcą na siłę promować wyjazd do Auckland i myślę, że zrobiono błąd i nie pomyślano o prapremierze takiego turnieju zimą, aby za rok zorganizować już bez pudła turniej GP. Mecenasi poszli na całość i uważają, że to będzie trafiny strzał. Obaw jest sporo. Nie robi się nagle imprezy na Grenlandii w wyścigach na lodzie. Eskimosi jeszcze poczekają. Nowozelandczykom zawsze lepiej jeździło się w ludniejszej Australii albo w lidze brytyjskiej. Zapowiada się raczej nowozelandzka jednorazówka.

A teraz inny problem, który mnie boli.

Otóż niektórzy podniecają się odświeżeniem Klubowego Pucharu Europy, który padł bez strzału, bo od początku był źle ustawiony. Za taki stan obarczam Andrzeja Grodzkiego z FIM i UEM. Nie było sponsora, podobnie z innymi imprezami w ramach Europejskiej Unii Motocyklowej. UEM podcina /w niszowym sporcie/ „gałęzie“ w przestrzeni Międzynarodowej Federacji Motocyklowej. Uprawianie sztuki bez prestiżu jest beznadziejnym aktem niemożności. Ile to kosztuje, może policzy jakiś spec od finansów międzynarodowych, np. eurodeputowany Ryszard Czarnecki, którego nie widać od dawna na imprezach żużlowych. Szkoda, bo jest bogato medalowo oraz widowiskowo i eurodeputowany był uczestnikiem od wrocławskich czasów na wielu wydarzeniach z zapachem metanolu.

Nowy projekt sanacji Klubowego Pucharu Europy serwuje promotor Poole Matt Ford z Wysp Brytyjskich i proponuje rywalizację ośmiu drużyn, czyli start od ćwierćfinałów. Ósemka, złożona z dwóch zespołów z lig: brytyjskiej, polskiej, szwedzkiej i duńskiej. Ale nowość! Ile pracy umysłowej. Mr Matt niech wpierw zerknie do archiwum londyńskiej „ Speedway Star“ z 1976 roku, która poszła za ciosem katowickiego „ Sportu“, gdzie zaproponowałem precyzyjnie system rozgrywek Klubowego Pucharu Europy. Polskich działaczy w łonie FIM było wtedy kilku, silna grupa, nie jak obecnie, i jakoś nie podjęła ona żadnej próby promocji tego projektu. Anglicy na łamach wspomnianej „Speedway Star“ podgrzali temat.

Moi rodacy dali jednak skuteczny odpór… Po latach odkurzono nieudolnie w ramach UEM turnieje, niestety bez przekonania w sukces, pozbawione sponsora upadły. Żałosny finał. No i ostatnio brytyjskie towarzystwo poleca „odkrywczy“ pomysł. Reporterska polska młodzież podejmuje temat, nie zerkając w przeszłość. Tak grzebie się historię, kreuje nuworyszy, którzy szybko podejmują tematy jako swoje. Chytra cecha i wygodna.

Taki jest ten świat i nadal wiruje polska zazdrość i wiara w nieomylność.

Mnie już to nie wzrusza, tak jak i obecnie Francuzów… książkowe „ Modlitwy łonowe“ albo „Wilgotne miejsca“ niemieckiej autorki Charlotte Roche. Seksualne wyuzdanie w Paryżu nie kręci, choć wielu myśli, że nie można bez tego nad Sekwaną żyć.

A jak jest z reanimacją Klubowego Pucharu Europy na żużlu wiedzą tylko życzliwie nie zazdrośni.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s