GREG

G ibkość

R adość

E legancja

G wiazda

Powszechnie lubiany, za jazdę fair, za uśmiech nie tylko o poranku, za jazdy, elegancję, współpracę z mediami. Zachowuje się zwyczajnie, choć jest niekwestionowaną gwiazdą na żużlowych torach. Greg „Herbie“ Hancock, Amerykanin z Kalifornii, Europejczyk z wyboru został po raz drugi mistrzem świata po 14 latach. Niesamowite zjawisko. Skończył 41 lat a jeździ jak młodzieniec i ucieka ze startu jak gazela. Dobrze przygotowany sprzęt, zgrany team, który słucha szefa, a on z perlistym uśmiechem udziela podziękowań, bo kiedy jest zły nie wścieka się wokoło. Zachowuje powagę sytuacji i zimną krew, choć wszystko mu się burzy, przekuwa ten stan na jazdy. Myśli i jedzie jak mistrz. GREG HANCOCK, żużlowiec bez zastrzeżeń i nie sposób znaleźć cokolwiek, żeby mu przypiąć łatkę. Klubowy wyga i uczestnik seriali Grand Prix od początku, wytrwały i skupiony na tym co robi. Już więcej nie będę wymieniał jego zalet, by nie rumienił się dorosły mężczyzna. Kiedyś w Katowicach, kiedy był przejazdem z Billy Hamillem zjedliśmy drobną kolację. Było to dawno jednak pamiętam tę okoliczność, która wybiła się na czoło, kiedy Greg w swojej doskonałości żużlowej i skromności zarazem został znów mistrzem świata. Pokażcie, poszukajcie takiego sportowca, który w tym wieku, po tylu latach powrócił na tron światowego władcy torów.

Poetka Joanna Kulmowa napisała taki werset: Nie żyjemy żeby liczyć, tylko żeby czuć… Piękne.

Sportowy świat w swojej historii zna różne przygody ludzi, dramaty i uniesienia, upadki i wzloty. Sport jest częścią prozy życia, codzienności i świątecznych dni. Co robić aby zbudować legendę, być równym człowiekiem w różnych sytuacjach, by nie mieć wrogów i sympatycznie pokonywać  życiowe przeszkody.

Greg Hancock jest dojrzałym gościem, rodzinnym, mieszka w Szwecji, choć ta Ameryka w nim siedzi; wychował się na zachodnim wybrzeżu, gdzie są małe tory i trzeba spinać się na motocyklu jak sprężyna. Super kontaktowy speedway, cyrkowy, bajeczny w swojej istocie.

Bruce Penhall był mistrzem nad mistrzami, pojechał do Hollywood i grał w sitcomach. Teraz już po pięćdziesiątce, niezapomniany za charyzmę na torze i poza nim. Nie był genialny, lecz jego charakter waleczności na torach i bycia poza nimi stworzył wyjątkowy rozdział w historii.

Bracia Moranowie, Kelly i Shawn byli niepokorni i hardzi, jeździli i używali życia ile tylko się dało i byle gdzie. Zawiadiaccy, tacy westernowi i lubiani dzięki normalności, choć nie zawsze sportowego trybu zachowania się przed i po zawodach. Mieli jednak charaktery, nie byli letni, wnosili coś czego nie można zapomnieć. Czasem warto z takimi stracić, niż z bylejakością zyskać.

I Hancock dopisał także dużą i piękną glossę. Nie lekceważył niczego, patrzył na rywala jak na człowieka, któremu nie można zrobić krzywdy jazdą nie fair. Za to jest lubiany, acz nie tylko za to. Nie leceważył sprzętowych inwestycji, bo warsztat jest fundamentem. Doskonalił rzemiosło z latami, dojrzewał i miał ambicje nieprzeparte by jeszcze zostać najlepszym na świecie. Dojechał do tego w pełni sił przy 41 latach żywota, kariery sportowej godnej utrwalenia. Elegancki i miły dla każdego. Miałem nie prawić już komplementów ale z przyjemnością wpychają mi się na laptopowe klawisze. Mój „ Mac“ wytrzymuje i jeszcze mi się cisną słowa, zdania, które na pewno nie przewrócą Herbiemu w głowie. Zdobył ten drugi tytuł zasłużenie, nie zawsze miał szczęście, jednak z uporem dojeżdżał zawsze tam gdzie trzeba. Jest ligowym pewniakiem, jest zawodnikiem, który na towarzyskich turniejach nie lekceważy nikogo. Zyskuje punkty za bycie takim właśnie i może być przykładem dla innych, którzy przez  pazerność i zawiść tracą prestiż rok po roku. Żeby zyskać, trzeba stracić…

Jak długo będzie jeszcze startował na torach 41 – letni Greg, taki żużlowy… Frank Sinatra. Która to jego młodość, czwarta? Imponując postać.

Mam przekonanie, że jest spełnionym zawodnikiem i człowiekiem. Ukontentowanym zdobyczami sportowymi i życiowym statusem. Jego uśmiech jest szczery, takie mam przeświadczenie. Obserwuję go czasami jak udziela wywiadów różnym reprterom, jest cierpliwym, nie szczędzi czasu, nawet kiedy młodzieńcy męczą go ignorancją. Nie robi grymasów i ciągle powiększa grono swoich idoli.

Mistrz lubiany i poważany. Dojrzały i w formie gwarantującej jeszcze jazdy na poziomie mistrzowskiej. Tak sobie myślę, że mimo wszystko Hancock musi jednak uważniej patrzeć na swoje zdrowie, bo w jazdach trafia przecież na rywali różnego wyszkolenia. Ma ogromnie dużo do stracenia, zebrał na koncie dorobek wspaniały, może nie tyle te złote medale oraz inne wynoszą Grega na szczyty, ile codzienna zwyczajność w parkingu, w czasie jazd na torze i bycie poza stadionami.

Lukruję i lukruję. Nie bez powodów przecież. Szczerze mu gratuluję takiej kariery i ukoronowania ostrego tyrania na ligowych torach na świecie. Utrzymywania formy w bardzo ścisłej elicie i dążeniu do doskonałości, mimo, że osiągnął już tyle, że nie jeden chciałby mieć dla siebie, choć w części sukcesy Jankesa.

GREG HANOCK, dżentelmen torów i niekwestionowany mistrz świata. Kalifornijski as.  Sinatra żużlowych owalów, który koncertuje jazdami, intryguje osobowością godną naśladowania. Jest nietuzinkowym żużlowcem, czarodziejem dbającym o szczegóły, imponującym życiowo – sportową postawą. Niemal zawsze i wszędzie.

Co więcej mam dodać? Chyba już nic. Sorry.Wyczerpałem arsenał zachwytów, są prawdziwe i nie kłamane. Thanks Herbie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s