Śladami Maugera

Sześciokrotny mistrz świata Ivan Mauger z Nowej Zelandii zapisał obszerny i ładny rozdział w historii żużla. Urodził się w Christchurch i mieszka na sportowej emeryturze z rodziną na australijskim „ złotym wybrzeżu“. Mauger był zawodnikiem niezwykle charyzmatycznym, imponował nie tylko na torze wynikami także przedsiębiorczością i gdyby przenieść jego karierę na dziś, byłby w elicie pod każdym względem. Szósty tytuł IMŚ zdobył na Stadionie Śląskim w Chorzowie po znakomitym występie i zwycięstwie nad Zenonem Plechem. Nowozelandzki arcymistrz w czasie kariery mieszkał oczywiście w Wielkiej Brytanii, ale kiedy w Europie robiło się zimno i sezon notował kolejny koniec, Mauger organizował wypady na Antypody gdzie było ciepło i doskonałe warunki do ścigania się na torach o różnych parametrach. Bo tam jest zupełnie inaczej, niż na Starym Kontynencie. Z Maugerem i jego żoną Raye znamy się od dawna i muszę przyznać, że stanowią parę doskonale rozumiejącą się na mrugnięcie oka. Bardzo dobrze. Ivan raz po raz przylatuje do Europy, dawniej zawsze miał jakiś pomysł na interes w obrębie żużla. Na Antypody lecieli w czasie europejskiej zimy zawodnicy o różnym stażu i tam przedłużali sobie sezon. Czy to coś dawało poza oceanicznymi kąpielami i poznawaniem kangurów, kiwi, kaola oraz opalenizną, mam mocno mieszane odczucia. Na pewno były to eskapady turystyczne a przy okazji dające doświadczenia nowych doznań na torach i stadionach jakże odmiennych od tych jakie mamy w Europie. Nie tak dawno Mauger próbował w Malezji uczyć tamtejszych fanów motocyklowych żużla ale jakoś efektów nie mamy. Kiedy byłem w Malezji miałem przeświadczenie, że bez motocykla nie można tam żyć. Szerokie ulice Kuala Lumpur wypełnione były rozmaitymi motocyklami. Niesamowite, więcej motorynek, skuterów i motocykli niż aut. Malezja ma tor F – 1, jest krajem rozwijającym się i nazywanym azjatyckim tygrysem. Mauger zapuścił tam swoje korzenie, co jeszcze z tego wyniknie nie bardzo wiadomo, na pewno malezyjscy adepci łyknęli bakcyla ścigania się na torze.

Mauger jest marką w świecie żużlowym i legendą sportową. Startował m.inn. z Larym Rossem i Mitchem Shirrą. Ten drugi był dobrze znany w Polsce.

Antypody to nie tylko Australia ale i Nowa Zelandia. Kiedy dotarła do mnie informacja, że w Nowej Zelandii odbędą się turnieje Grand Prix i to przez trzy lata pomyślalem sobie od razu o Ivanie, że na pewno włączy się w przygotowania. Z jednej strony sportowo, z drugiej jak go znam biznesowo. Ma do tego zmysł szczególny. I autorytet.

Mauger może mieć satysfakcję z lokalizacji turniejów w jego rodzinnym kraju. Powstaje pytanie czy to dobrze dla żużla i czy będzie służyć jak się mówi potocznie „rozwojowi speedway’a“ na świecie. Nowozelandzka GP ma otwierać sezon i prawdopodobnie grupa SGP w marcu poleci na Antypody. Dobrze więc czy źle?

Nie od dziś mam uwagi do kalendarza turniejów GP, ich lokalizacji i organizacji.

Nie sądzę, że nowozelandzka podróż uatrakcyjni sieć startów elity żużlowej. Jednak już lepiej gdyby umiejscowiono turniej w USA. Tak myślę…Załóżmy, że jeszcze jeden turniej dojdzie np. we Władywostoku.

Gonienie czasu stanie się pilnym zajęciem dla elity startującej w serialu SGP. Nie starczy czasu na ligowe rozjazdy, których jest bez liku. Na razie zawodnicy jakoś dają radę. Nikt nie zastanawia się nad zmęczeniem. Tyranie jest dewizą naczelną. Niektórzy spadają z motocykli. Odnoszę wrażenie, iż nikt w FIM nie panuje nad sednem serialu i stworzeniem atrakcyjności, swoistego głodu startu na poziomie najwyższym w interesie kibiców. No cóż, z jednej strony mamy wyselekcjonowaną ekipę z której szybko jednak kilku zawodników staje się outsiderami, którzy w połowie cyklu już patrzą końca. Nie mają szans ani ochoty na walkę. Statystują. Widowiska stają się nudne.

Raz jeszcze nawołuję FIM, BSI i autorytety do rozsądnego uporządkowania cyklu w sezonie, serial GP co dwa tygodnie rozbija scenariusz emocji, mnoży wydatki i stwarza poczucie odrębności w stosunku do tego, co wychowuje potencjalnych mistrzów i kandydatów do startów w światowej elicie.

Bardzo martwi mnie sytuacja jaka panuje dziś na żużlowym rynku. Mamy w Polsce ligowe przerwy, pauzy, nie ma tempa emocji, druga liga kończy sezon w sierpniu, co jest idiotyzmem. I jeszcze uparty rytm serialu Grand Prix. Dwa razy w miesiącu, byle było…

Teraz na drogowskazie widnieje Chorwacja i Gorican, przedostatnia GP. Greg Hancock uciekł w Vojens Jarkowi Hampelowi. Amerykaninowi pachnie złoty medal mistrzostw świata. A ostatni turniej w Gorzowie. Pięknie, może Hancock będzie miał polską asystę na podium?

A gdyby na finał sezonu 2011 przyleciał z Antypodów do Gorzowa wspominany Ivan Mauger, czarodziej startów, najazdów na taśmę i kopania kolein a potem śmigania do mety. Podrzucam taką myśl prezesowi Władysławowi Komarnickiemu.

Gorzowski turniej w swojej premierze zakończy sezon, a Nowa Zelandia otworzy w marcu nowy 2012. Europę czeka więc daleki lot w nieznane, do rodzinnego kraju sześciokrotnego mistrza świata, gdzie arcymistrz będzie miał satysfakcję doczekania startu najlepszych w zupełnie innej scenerii od tej jaka zrutynizowała serial na Starym Kontynencie.

No cóż idzie nowe i dalekie a czy ożywi zaśniedziałą atmosferę nie wiadomo. Jestem sceptykiem i mało mam przesłanek na zmianę przekonań co do perspektywy serialu SGP nawet po skoku do kraju, który dał takiego artystę torów jakim był w swojej urodziwej karierze Ivan Mauger.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s