Peryferie bez przyjemości

Mało zachęcający tytuł? Być może. A czy oferta wydawców serialu Grand Prix jest atrakcyjna? Włoskie Terenzano zastąpiło nie tak daleko położone Lonigo, które można nazwać śmiało nazwać kolebką tamtejszego żużla. Po raz trzeci urządzono turniej na białym torze, który zmieniał się z każdym wyścigiem na lepsze i stawiał przed zawodnikami oraz mechanikami wyzwania. Mówił o tym szczerze Rosjanin Emil Sajfutdinow na antenie Canal+, choć chciałbym usłyszeć głos mistrza świata, który pojechał źle i lider amerykański uciekł mu już na 22 punkty. Dlaczego tak się stało? No właśnie, tłumaczył swoje kłopoty wspomniany Emil, ale jego problemy nie są chyba problemami Tomasza Golloba. Ale po kolei.

Fakt organizacji na siłę turnieju w takim miejscu świadczy o poziomie żużla europejskiego, czytaj: światowego. Chęci powiększania liczby turniejów o nowe miejsca byle jakie mija się z celem, gdyż to jest szukanie po omacku igły w stogu siana. Organizowanie imprezy przy małej ilości widzów nic nie daje. Ani promocja, ani  reklama, nuda w przekazie na stadionie i medialnie, bo kto wytrzymuje takie tasiemce, choćby kochał ten sport na śmierć i życie. Upychanie w kalendarzu imprezy gdzie się da nie spotyka się z żadną racjonalną oceną. To jest słabość dyscypliny. Miernie ale wiernie idei.

Z Terenzano żużlowcy przenoszą się na krótszy o 100 metrów tor do szwedzkiej Malilli. Potem dopiero speedway zagości na toruńskim stadionie, który ochrzczony został najładniejszym obiektem na świecie dla tego sportu. Być może. Czy jest sens urządzania igrzysk w takich miejscach jak Terenzano czy Malilla?! Pytanie retoryczne. Absolutnie.

Tak się jednak dzieje i kuluary międzynarodowe chowają problem pod dywan, przyjmują bezkrytycznie lokalizacje na oślep. Nie ma oferty takiej, która wynosiłaby ten sport w inne miejsca geograficzne i komfortowe choćby w części. Bezwład, wygodnictwo i niech tak leci aż się komuś znudzi absolutnie.

Polacy w liczbie czterech na 16 startujących w Terenzano na naturalnym torze dali w przekroju popis różny i w efekcie jako mistrzowie świata drużynowi wypadkli z finału. rywale szybko przestrajali silniki i gnali. Podobnie jak Polacy wypadł rutyniarz Australijczyk Jason Crump. Jego rodak Chris Holder był cieniutki i choć wyginał się jak paragraf i nie zaliczył Terenzano na plusie, co dało korzyści minimalne Jarosławowi Hampelowi, który w klasyfikacji ogólnej minął „ kangura“. A lider Greg Hancock uciekł reszcie na odległość 22 punktów, co już na pięć ostatnich turniejów jest zaliczką pokaźną. Jankes jedzie równo, szybko się dostraja i mimo męki czasami wychodzi na swoje. Zasłużenie prowadzi aż tyloma punktami, jest dobry i na pewno będzie już jechał dalej jak lider patrzący na finał w Gorzowie. A co z naszymi orłami. Jako debiutant Janusz Kołodziej raczej nie zawodzi, potrafi pojechać i wygrać wyścig. Powalczyć. Polsko – norweski, dwukrotny mistrz naszego kraju Rune Holta jest zmęczony już cyklem i sprawia wrażenie, że ma dość tych gonitw i szkoda kasy na sprzęt. I nie można do niego mieć pretensji, ponieważ zapisał w historii GP sporo satysfakcji dla siebie i widzów. Dla naszej reprezentacji. Moim zdaniem zrobił jako obywatel Polski więcej niż Duńczyk Hans Nielsen, któremu powieszono Krzyż Kawalerski na piersi. Takie to były wtedy układy.

Przewidywałem początkowo, że Hampel w Terenzano może i wygra turniej. Nie starczyło jednak determinacji i do finału nie dojechał. W ubiegłym roku razem z Tomaszem Gollobem wojował na całego. Gollob był od początku znerwicowany i nie wiodło mu się jak zwykle. Dawał tyły. Do końca i dorobek z Italii jest marny, choć po kiepskim występie w Cardiff zapowiadał na normalnej glebie jazdy na poziomie mistrza i rywalizację z Hancockiem.

Z dobrej strony pokazali się Szwedzi, wygrał pięknie Andreas Jonsson na czerwono ozdobionym motocyklu, świetnie skomponowanym z kevlarem. Super. Gratulacje za zwycięstwo i design sprzętu z ubiorem. Dobry gust i niech inni naśladują. Dredowy Antonio Lindbaeck był trzeci, zresetował się wreszcie skutecznie. Traci oddech Nicki Pedersen, zaś Słoweniec Matej Zagar z „dziką kartą“ miał ostry wjazd a potem osłabł w impecie. Włocha na liście startowej nie było, był właśnie tenże Zagar, bo w Italii speedway kuleje, co jeszcze raz dowodzi, że lokowanie w tak mało atrakcyjnym miejscu turnieju rangi mistrzostw świata jest pudłem.

Rozgorzały dyskusje na temat „ dzikiej karty“ na Grand Prix w Toruniu pod koniec sierpnia. Otóż przyznano ją toruńskiemu żużlowcowi Adrianowi Miedzińskiemu. Były czasy kiedy obdzielano prawem startu w jakichś zawodach miejscowemu zawodnikowi dla poprawienia frekwencji. Te czasy jednak już minęły. Mówi się, że organizatorzy – dzierżawcy zamierzają zmienić tę decyzję i przyznać kartę młodej gwieździe australijskiej Darcy Wardowi. Słusznie? Jeśli zostaną przy pierwotnej decyzji, to będzie na torze pięciu Polaków na 16 startujących, więc dominacja bez dyskusji, co wcale nie oznacza, że na podium stanie Polak. W Terenzano był kwartet i nie zagrał dobrze, zafałszował, choć Gollob tam kiedyś dwa razy wygrywał, szarpał Jarek Hampel. Co się stało? Widzieliśmy, zaparcie. Zostawmy Italię…

Przyznano „dziką kartę“ Miedzińskiemu na Toruń i teraz kombinują a kto daje i odbiera… znacie przysłowie. Robi się niesmacznie, z drugiej strony dominacje nie są dobre, a poza tym w cyrku Grand Prix potrzeba więcej walki, świeżości, optymizmu.

Jak mówią psychologowie wszyscy mamy prawo do przyjemności. Nawet na peryferiach. Basta.

Advertisements

One Comment Add yours

  1. Jarosław Ratkowski pisze:

    Wywiozłeś nas Adasiu (idąc śladem włodarzy z BSI) na żużlowe peryferie i… na tychże pewnie czas jakiś trwać będziemy. Cóż z tego, że toruńscy działacze „złożyli w ofierze” najpiękniejszą na świecie MOTArenę, co z tego, że zapłacili za to bajońskie pieniądze – gdy ich zawodnika pozbawiono dzikiej karty… Na salony z Polakami nie po drodze, co innego do banku… Żeby chociaż Adrian dostał „dzikusa” jak BSI przeniesie znów GP do Australii 😉 Pokazano nam miejsce w szyku gdy zaczęliśmy przebąkiwać o Pucharze Ove Fundina na własność za trzy wygrane z rzędu. Tyleż żałosny były próby wyjścia z twarzą obietnicami, że PZM ufunduje replikę co bezskuteczne przykłady, że we wszystkich innych dyscyplinach sportu tak się właśnie postępuje. Za wysokie progi. Sprawa jest tym bardziej wymowna, że Darcy Ward jest nominalnie zawodnikiem toruńskiego Unibaxu ale wypożyczono go, gdyż…. bardziej ukochał lokalną ” kulturę i sztukę kulinarną” niż walkę na miejscowym torze. Grand Prix to żużlowe święto z udziałem najlepszych. Właściciele cyklu zadbali więc o najlepsze towarzystwo do biesiady – kelnerom pozostawiajac należne im miejsce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s